Przed mistrzostwami Europy Gareth Southgate miał kłopot bogactwa w linii ataku, wysyłając powołania mógł przebierać wśród najlepszych strzelców Premier League. Teraz cieszy się zapewne, że mistrzostwa świata dopiero za rok. Angielskich napastników, którzy występowali lub aspirowali do występowania w reprezentacji, dopadł kryzys.
Harry Kane jest połową cienia samego siebie z poprzedniego sezonu. (fot. Reuters)
Jamie Vardy zrezygnował z gry w koszulce Synów Albionu po mundialu w 2018 roku, ale temat jego powrotu do drużyny narodowej wraca niczym bumerang. Zgrupowanie po zgrupowaniu. Od ponad trzech lat. Gdyby nie zimowa przerwa od futbolu międzypaństwowego, głosy domagających się ponownej współpracy Southgate’a z grającą legendą Leicester City słyszelibyśmy także w grudniu 2021. Wprawdzie 34-latek nie prezentuje ostatnio najwyższej formy, ale z dziewięcioma golami pozostaje wiceliderem klasyfikacji strzelców Premier League, ustępując tylko – acz wyraźnie – Mohamedowi Salahowi (piętnaście trafień). Co ważniejsze, jest najskuteczniejszym Anglikiem w lidze. Co zaś najważniejsze, jest najskuteczniejszym angielskim napastnikiem w lidze.
Jeśli chodzi o rodzimych snajperów, za plecami byłego miłośnika czystej ze Skittlesami plasują się Callum Wilson (sześć goli) i Ollie Watkins (pięć łupów). Nie licząc jednak atakujących Newcastle United oraz Aston Villi, tych, którzy wzięli udział w Euro 2020 lub aspirowali do tego, by wejść do drużyny późniejszych wicemistrzów kontynentu, próżno szukać w nawet mocno poszerzonej czołówce.
Srebrne medale zawisły na szyjach Harry’ego Kane’a oraz Dominica Calverta-Lewina. Zabrakło ich przy piersiach Patricka Bamforda i Danny’ego Ingsa. Każdy z nich zaliczył udany albo nawet bardzo udany sezon 2020-21. Każdy z nich w rozgrywkach 2021-22 zmaga się z problemami, które uniemożliwiają regularne zdobywanie bramek.
Przypadek Kane’a jest powszechnie znany i dobrze udokumentowany. Po jednym z najwybitniejszych okresów w karierze, okraszonych tytułem najlepszego strzelca i asystenta Premier League, Anglik zażądał zgody na odejście z Tottenhamu. Latem było niemal wszystko – medialne spekulacje i analizy, oferta Manchesteru City, deklaracje Daniela Levy’ego, Fabio Paraticiego i Nuno Espirito Santo, wreszcie strajk piłkarza. Zabrakło „tylko” dlań najważniejszego – transferu. 28-latek pozostał Kogutem i próbując naprawić zszarganą reputację zadeklarował pełne skupienie na pomocy drużynie. Słów nie przemienił jednak w czyny. Po 20 występach ma w dorobku osiem trafień, z czego sześć w eliminacjach i fazie grupowej Ligi Konferencji Europy. Na poziomie angielskiej ekstraklasy cieszył się z gola tylko raz. Nie odbiło się to na jego pozycji w reprezentacji, dla której strzela z niezmiennie satysfakcjonującą częstotliwością, ale w klubie jest połową cienia samego siebie. – Jestem pewien, że Harry jest szczęśliwy, kiedy nie strzela gola, ale wygrywamy. Tak jak my, Harry myśli najpierw o Tottenhamie – twierdzi Antonio Conte, lecz trudno wierzyć w te słowa. Tym bardziej, że Kane’owi brakuje nie tylko liczb, ale czasami nawet dawnej chęci do gry.
It was incredible to see the reception from the Spurs fans on Sunday and to read some of the messages of support I’ve had in the last few weeks. ????⚽
I will be staying at Tottenham this summer and will be 100% focused on helping the team achieve success. #COYSpic.twitter.com/uTN78tHlk1
Zupełnie inaczej jest z Calvertem-Lewinem. Można sobie wyobrazić, że zawodnik Evertonu pali się do wbiegnięcia na murawę. Że niecierpliwie przebiera nogami na widok dyspozycji kolegów. Zdobywca szesnastu ligowych bramek w minionym sezonie w trwających rozgrywkach ma na koncie trzy trafienia, które skompletował w jedynych trzech spotkaniach, w których wystąpił. Od 28 sierpnia zmaga się z urazem palca u nogi. Jak wyliczył niedawno Rafa Benitez, w poprzedniej kampanii DCL wziął udział w 85% meczów, a teraz zaledwie w 18%. Zamiast brylować w zespole skrojonym pod niego – latem do klubu dołączyli skrzydłowi, którzy potrafiliby obsłużyć jednego z najlepszych główkowiczów w stawce dokładnymi dośrodkowaniami – doświadcza długiej i mozolnej rehabilitacji.
Niemal bliźniacze do tych Calverta-Lewina są realia Bamforda. Sezon temu siedemnaście goli w Premier League, teraz – dwa. Nieskuteczność to jedno (według wskaźnika trafień oczekiwanych piłkarz Leeds United powinien umieścić w siatce trzy piłki, co i tak nie zrobiłoby kolosalnej różnicy), kontuzje to drugie. 28-latek opuścił dziewięć kolejek z powodu urazu kostki. Wyleczył się, wrócił, zdobył bramkę i… uszkodził mięsień dwugłowy uda. Nie wystąpił w kolejnych dwóch starciach. Między innymi przez wzgląd na jego zdrowotne perypetie Pawie – zaraz obok The Toffees – można uznać za największych pechowców trwających rozgrywek. Jak jeden ważny piłkarz dojdzie do siebie (Luke Ayling, Adam Forshaw, Jack Harrison), to inny kluczowy wypada (Kalvin Phillips, Bamford).
Witalność (znów) nie cechuje także Ingsa. Motor napędowy Southampton w poprzedniej kampanii (dwanaście ligowych goli) zaliczył udane wejście do zespołu Aston Villi i po dwóch kolejkach miał w dorobku dwa skalpy. W następnych piętnastu starciach dorzucił tylko jeden. Trzeba przy tym zaznaczyć, że wziął udział jedynie w dwunastu spotkaniach, a The Villans dotknął kryzys, który kosztował Deana Smitha posadę. Ings powoli odzyskuje jednak pełnię sił. Steven Gerrard powinien niebawem mieć z niego sporo pożytku, tak jak ma z Watkinsa.
Luki po angielskich napastnikach w czołówce klasyfikacji strzelców Premier League nie wypełnili Ivan Toney i Adam Armstrong. Zawiódł się ten, kto spodziewał się, iż najlepsi snajperzy minionego sezonu Championship – odpowiednio 33 i 28 trafień – wezmą elitę szturmem. Piłkarz Brentford zdobył na jej murawach cztery bramki, a zawodnik Southampton dwie.
W październiku i listopadzie na zgrupowanie Synów Albionu przyjechał Tammy Abraham. Jego cztery gole w Serie A i sześć w Lidze Konferencji Europy nie rzucają jednak na kolana. Gdyby katarski mundial odbywał się w grudniu 2021 roku, ponowna współpraca Garetha Southgate’a i Jamiego Vardy’ego byłaby całkiem sensowna. Domaganie się jej przez ekspertów i kibiców – nieuniknione i głośne.
Salah już się pożegnał? Słodko-gorzki triumf Liverpoolu
Liverpool pokonał Crystal Palace 3:1 i awansował na 4. miejsce w ligowej tabeli Premier League. Niewykluczone, że był to ostatni mecz Mohameda Salaha w The Reds.