Ponoć nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy z tej przyczyny. Tego nie można powiedzieć w przypadku Pogoni Szczecin, która drugi mecz z rzędu tworzyła sobie sporo okazji strzeleckich, ale nie potrafiła ich zamienić na gola. W połączeniu z błędami w obronie wyszła z tego porażka w Białymstoku z Jagiellonią 0:2.
Zawody w Białymstoku znacznie lepiej rozpoczęli Portowcy, którzy już od pierwszych minut starali się dyktować warunki i dłużej była przy piłce. Jednak kibice Pogoni na pierwszą poważną okazję na gola musieli czekać do 12. minuty rywalizacji. Wówczas Pontus Almqvist świetnie uruchomił na lewym skrzydle Kamila Grosickiego, a ten zdecydował się na strzał przy prawym słupku, który wybronił Alomerović. Do piłki odbitej przez golkipera Jagiellonii dopadł Marcel Wędrychowski i wpakował ją do siatki. Jednak gol nie został uznany, gdyż pomocnik Portowców znajdował się na pozycji spalonej.
W dalszych fragmentach pierwszej połowy Pogoń była coraz bliżej zdobycia bramki, ale albo brakowało skuteczności, albo dokładnego podania w pole karne. W 29. minucie na uderzenie z dystansu zdecydował się Sebastian Kowalczyk, ale pewnie futbolówkę wyłapał Alomerović. Trzy minuty później z dystansu uderzał Grosicki, ale trafił jedynie w poprzeczkę uderzając z dystansu. Portowcy momentami całkowicie zamykali na jej połowie, nie pozwalając białostoczanom na wykreowanie akcji ofensywnej, dzięki której mogliby stworzyć zagrożenie pod bramką Dante Stipicy.
Goście w pierwszej połowie byli znacznie lepsi od rywali, ale brakowało im dokładności, a przede wszystkim skuteczności pod bramką rywala. Piłkarze Jagiellonii natomiast dali się zdominować i drużyna trenera Macieja Stolarczyka nie miała żadnego planu na grę w pierwszych 45 minutach rywalizacji.
Pogoń mogła wejść rewelacyjnie w drugą połowę, ale strzał z ostrego kąta z lewego skrzydła Wędrychowskiego wybronił Alomerović. Jeszcze dogodniejszą okazję kilka minut później miał Kowalczyk, ale pomocnik Pogoni uderzył z kilku metrów obok bramki. Nieporadność i niekonsekwencję gości wykorzystali gospodarze w 58. minucie gry. Bartłomiej Wdowik świetnie dośrodkował piłkę z rzutu rożnego, a w polu karnym dopadł do niej Tomasz Kupisz i strzałem głową pokonał Stipicę i wyprowadził Jagiellonię na prowadzenie.
Od momentu straty gola Pogoń jeszcze bardziej przesunęła się pod bramkę Jagiellonii i chciała jak najszybciej doprowadzić do remisu. Jednak w dalszym ciągu Portowcy byli niedokładni i nieskuteczni pod bramką rywala. W 77. minucie gry goście mieli dwie znakomite okazje na remis. Jednak najpierw dobrą obronę przy strzale Zahovicia popisał się Alomerović, a chwilę później nad bramką uderzył Grosicki. To zemściło się okrutnie na zespole z Pomorza Zachodniego. W 79. minucie Jakub Lewicki świetnie dośrodkował piłkę w pole karne do Jesusa Imaza, a ten strzałem przy prawym słupku pokonał Stipicę. Wydaje się, że przy tej bramce więcej mógł zrobić zarówno chorwacki bramkarz, jak i Zech. Pogoń kolejny raz została ukarana za swoje największe problemy – w defensywie i pod bramką rywala.
W końcówce spotkania Jagiellonia mogła podwyższyć prowadzenie, ale strzał z dystansu Wdowika wybronił Stipica. Chwilę później kolejną świetną paradą popisał się Alomerović, który wybronił strzał Kowalczyka zza pola karnego. Później dobitkę Malca zablokowali defensorzy Jagiellonii. Portowcy przegrali drugie spotkanie z rzędu w podobny sposób i zdobyli zaledwie jeden punkt w trzech spotkaniach na wiosnę w Ekstraklasie. To nie jest zbyt dobra wróżba przed kolejnymi meczami zespołu trenera Jensa Gustafssona w lidze. Jagiellonia natomiast była dobrze zorganizowana w defensywie, a w dodatku wykorzystała swoje sytuacje i odniosła pierwsze zwycięstwo w 2023 roku.
Luis Palma chce na stałe opuścić Celtic, ale wszystko zależy od tego, czy szkocki klub i Lech Poznań dojdą do porozumienia w sprawie transferu – informuje Daily Record.
Media: Legia szykuje się na czarny scenariusz. Co po spadku z ligi?
Legia Warszawa gra jeden z najgorszych sezonów w swojej historii i widmo spadku coraz mocniej krąży wokół Łazienkowskiej. Media już wieszczą scenariusz, co się stanie, jeśli Legia opuści PKO BP Ekstraklasa.