Jeszcze rok temu Niemcom zdawało się, że są królami piłkarskiego świata. Aktualne mistrzostwo świata, Puchar Konfederacji wygrany rezerwowym składem i młodzieżowe mistrzostwo Europy zdobyte na polskich boiskach przez drużynę, w której zabrakło kilku gwiazd zabranych przez Joachima Loewa na rosyjski rekonesans. Od roku 2006 Niemcy na każdej mistrzowskiej imprezie meldowali się co najmniej w półfinale. Rewolucja szkoleniowa przeprowadzona w roku 2000 wciąż przynosiła wymierne efekty. Aż do tego lata.
TOMASZ URBAN, KOMENTATOR ELEVEN
Wystarczyła tylko jedna nieudana impreza, by Niemcom zagotowały się głowy. W jednej chwili doszli do wniosku, że system jest niewydolny, że produkuje piłkarzy nieprzystających do zmieniających się czasów i że trzeba go nie tyle zmodyfikować, co wręcz wyrzucić do kosza i wymyślić coś nowego. Zaczęto kwestionować wszystko to, co do tej pory przynosiło tak znakomite rezultaty. Trudno w mediach znaleźć kogoś, kto powiedziałby, że rosyjska wtopa była zwykłym wypadkiem przy pracy. Niemcy mają poczucie, że piłkarski świat wymierzył im policzek. Drugiego nie mają zamiaru nadstawiać.
GDZIE SILNE CHARAKTERY?
Można się jednak zastanawiać, czy bunt wobec bieżącego modelu szkolenia jest zasadny, bo choć klęska Niemców na mundialu jest niezaprzeczalna, to stoi za nią wiele przyczyn, niekoniecznie związanych z aspektami stricte piłkarskimi. Loew i Oliver Bierhoff próbowali je zanalizować na ubiegłotygodniowej konferencji prasowej. Dowodzili liczbami, że zespół wykonał o ponad 20 procent mniej sprintów niż w kwalifikacjach, zbyt wolno posługiwał się piłką (podczas MŚ w 2014 roku niemieccy piłkarze na przyjęcie piłki i podanie potrzebowali średnio 1,2 sekundy, w tegorocznych MŚ byli wolniejsi w tym elemencie o 0,4 sekundy) i grał wyjątkowo nieskutecznie (drogę do bramki znajdował co… 30 strzał). Prasa jednak wie swoje. Media rozpisują się o podłej atmosferze w szatni, o silnym podziale w zespole (walka dwóch obozów – „Kanaken” – czyli grupa reprezentantów mająca zagraniczne korzenie – versus „Kartoffeln”, czyli grupa rdzennych Niemców), o konfliktach indywidualnych (między innymi na linii Hummels – Khedira) czy po prostu o złej selekcji Loewa.
To jednak tylko zjawiska poboczne. Wielu obserwatorów problemów niemieckiej piłki doszukuje się bowiem znacznie głębiej. Choćby w kulejącym szkoleniu. Dla nas, Polaków, może brzmieć to jak herezja, a Niemcy naprawdę kwestionują to, co z pietyzmem i przez lata rozwijali. Także dlatego, że mistrzostwa posłużyły im jako asumpt do głębszego pochylenia się nad przyszłością własnego futbolu i prześwietlenia go do głębi.
Czy można w ogóle postawić tezę, że Niemcy przegrali mistrzostwa, bo skończyli im się dobrzy piłkarze? Jeden z polskich ekspertów wygłosił w trakcie mistrzostw opinię, że naszym zachodnim sąsiadom brakuje kreatywnych zawodników. Ale to nie w kreacji jest problem. Bo jeśli uznajemy, że kreatywny jest Luka Modrić, to dokładnie to samo musimy powiedzieć o Tonim Kroosie, który jak nikt na świecie potrafi wyjść spod pressingu, właśnie dzięki kreatywności i wyszkoleniu technicznemu.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (36/2018) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Gianni Infantino znalazł sojusznika. Niedawno był przez niego krytykowany
Prezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej (AFC), szejk Salman bin Ibrahim Al Khalifa, zamierza poprzeć Gianniego Infantino, aktualnego szefa FIFA, w jego staraniach o kolejną kadencję.
Polacy dołączają do sztabu Dynama Kijów. Kędziorek buduje swój zespół
Maciej Kędziorek coraz mocniej zaznacza swoją pozycję w Dynamie Kijów. Ukraiński klub poinformował, że do sztabu polskiego szkoleniowca dołączyli jego rodacy, Grzegorz Wojtkowiak oraz Daniel Wojtasz.
Półtora roku temu dorabiał na budowie, teraz gra w Lidze Mistrzów. „Sam czasem mam ochotę się uszczypnąć”
W okamgnieniu przeszedł drogę z niższych klas rozgrywkowych w Polsce do elitarnej Ligi Mistrzów. Oskar Kubiak to żywy dowód na to, że w futbolu w ciągu roku zmienić może się dosłownie wszystko.