Półtora roku temu dorabiał na budowie, teraz gra w Lidze Mistrzów. „Sam czasem mam ochotę się uszczypnąć”
W okamgnieniu przeszedł drogę z niższych klas rozgrywkowych w Polsce do elitarnej Ligi Mistrzów. Oskar Kubiak to żywy dowód na to, że w futbolu w ciągu roku zmienić może się dosłownie wszystko.
Chyba rozegrałem ostatni mecz w barwach Sokoła Kleczew – odpowiada Oskar Kubiak.
A niemal równo dziewięć miesięcy później, bo 5 września tego roku?
Kurczę, nie wiem. Możesz mi podpowiedzieć?
Zadebiutowałeś w czeskiej ekstraklasie w spotkaniu ze Zbrojovką Brno, a pięć dni później zagrałeś w Lidze Mistrzów przeciwko RC Lens. Filmowa historia. Gdybyś miał nadać jej tytuł, jaki byś wybrał?
Pewnie znalazłbym wiele określeń na to, co wydarzyło się w ostatnich kilkunastu miesiącach. Może powiem: „Niemożliwa przygoda”.
Wyczytałem ostatnio, że grając w trzecioligowej Wdzie Świecie, dorabiałeś na budowie.
Mignął mi również w mediach społecznościowych artykuł na ten temat. Tak, to prawda. Dorabiałem sobie na boku, chciałem mieć trochę więcej pieniędzy. Nie musieć liczyć, czy wystarczy mi od pierwszego do pierwszego. Długo jednak tam nie popracowałem. Raptem kilka tygodni.
Co tam robiłeś?
Przynieś, wynieś, pozamiataj – tym się zajmowałem.
Byłeś zmuszony dorabiać w ten sposób?
Nie, ale chciałem mieć trochę więcej pieniędzy, żeby być spokojniejszym i nie musieć sobie większości rzeczy odmawiać. Postanowiłem iść do pracy, ale po kilku tygodniach musiałem zrezygnować, bo po prostu nie dawałem rady łączyć jej z codziennymi treningami.
Nauczyło cię to czegoś szczególnego?
Przede wszystkim pojąłem, jak ważna jest regeneracja. Wcześniej nie przywiązywałem do niej wystarczającej wagi. Byłem permanentnie zmęczony – od rana harowałem na budowie, a potem zazwyczaj jechałem bezpośrednio z pracy na trening. Dawało to w kość. Dzięki temu doświadczeniu wiem już, jak ważne jest, żeby organizm był wypoczęty.
A co byś pomyślał, gdyby ktoś dwanaście miesięcy temu powiedział ci, że w niedalekiej przyszłości zagrasz w Champions League?
Na pewno bym w to nie uwierzył. Powiedziałbym, że to jakiś żart. Sam czasem mam ochotę się uszczypnąć.
Większa trema była przed debiutem w Slavii czy przed pierwszym meczem w Lidze Mistrzów?
Szczerze? Bardziej obawiałem się debiutu w czeskiej lidze niż występu w Champions League. Nie było tam takiej aury jak w Lidze Mistrzów. Gdy usłyszałem hymn tych rozgrywek, stres od razu ze mnie zszedł. Magia całej otoczki sprawiła, że byłem w stu procentach skupiony na powierzonych mi zadaniach. Jednocześnie po prostu cieszyłem się chwilą.
Czekasz szczególnie na któryś z waszych meczów w tych rozgrywkach?
Nie myślałem jeszcze o tym. Staram się skupiać przede wszystkim na najbliższych meczach. Gdybym miał jednak wybiec myślami dalej, to na pewno chciałbym wyjść w pierwszym składzie na Allianz Arenie.
Długo zastanawiałeś się nad tym, czy wyjechać z Polski? Rozegrałeś przecież raptem jedną rundę. Dobrą, obiecującą, w której pewnie byłeś jednym z najlepszych młodzieżowców w Ekstraklasie. Ale to wciąż zaledwie pół roku na najwyższym poziomie w Polsce.
Trochę się wahałem. Rozmawiałem z rodziną, bliskimi i agentami o Slavii oraz wyjeździe za granicę. Na początku się bałem, bo nie wiedziałem, czy sobie poradzę. Jednak po kilku rozmowach i kilku dniach, może tygodniu, byłem już pozytywnie nastawiony do tego pomysłu. Poukładałem sobie wszystko w głowie. Bardzo pomagała mi też moja dziewczyna. Wyjechaliśmy do Pragi razem, a jej obecność, pomoc w rozwiązywaniu codziennych problemów i wsparcie są nieocenione.
Czego najbardziej obawiałeś się przed wyjazdem?
Myślę, że przede wszystkim tego, że wyjazd za granicę będzie dużym przeskokiem pod względem fizyczności. Obawiałem się też bariery językowej, ale cały czas staram się uczyć poza treningami i meczami. Próbuję podszkolić zarówno angielski, jak i czeski. Znam już podstawowe słowa.
Dogadujesz się w szatni łamanym polsko-czeskim czy raczej po angielsku?
Myślę, że pojedyncze czeskie słowa jestem w stanie zrozumieć, gdy trener albo któryś z zawodników coś do mnie mówi. Ale gdy ktoś wypowiada już kilka pełnych zdań, to niestety jest to dla mnie magia. Tylko tak się wydaje, że na dłuższą metę można porozumiewać się – jak to określiłeś – łamanym polsko-czeskim. Podejrzewam, że dla nich polski w dłuższych wypowiedziach też brzmi niezbyt zrozumiale. Zazwyczaj dogadujemy się jednak po angielsku.
Jak porównałbyś ligę czeską do polskiej?
Myślę, że jedna rzecz od razu rzuca się w oczy. Liga czeska jest, moim zdaniem, trochę lepsza pod względem intensywności. Nie mogę jednak powiedzieć zbyt wiele, bo rozegrałem w Ekstraklasie tylko jedną rundę i nie miałem okazji poznać realiów całego sezonu. Trudno mi więc jednoznacznie porównywać obie ligi, ale na podstawie tego krótkiego doświadczenia uważam, że intensywność w Czechach jest zdecydowanie większa. Jeśli chodzi o taktykę i techniczne aspekty gry, myślę, że Polska może mieć lekką przewagę.
Co dokładnie masz na myśli, mówiąc o intensywności?
Na pewno więcej biega się na wysokiej intensywności, w tak zwanych HSR (bieg o wysokiej intensywności, czyli ruch wykonywany przez zawodnika z prędkością przekraczającą 19,8 km/h i niższą niż 25 km/h, powyżej której zaczyna się już klasyczny sprint – przyp. red.). Generalnie w Czechach po prostu więcej się biega.
Kto w Slavii robi na tobie największe wrażenie?
Po przyjściu tutaj udzieliłem wywiadu, w którym wskazałem Davida Mosesa. Dziś muszę powiedzieć, że najbardziej imponuje mi mój najbliższy obecnie kolega, czyli Wiktor Nowak. Jego partner w środku pola, Michal Sadilek, również jest bardzo dobrym zawodnikiem, szczególnie pod względem techniki i intensywności. Wymieniłbym właśnie tych dwóch piłkarzy.
Uprzedziłeś niejako moje następne pytanie, bo chciałem zapytać, czy spodziewałeś się, mając z nim styczność na co dzień, że wejdzie do reprezentacji Polski z takim przytupem?
Na pewno nie spodziewałem się tego w takim stopniu. Siedzimy obok siebie w szatni i cały czas rozmawiamy o piłce, reprezentacji i różnych innych tematach. Myślę, że on sam też nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Jednak gdy strzelił pięć goli i zaliczył asystę, chyba nikt nie miał już wątpliwości, że zasługuje na powołanie. Od początku wierzyłem, że selekcjoner Jan Urban da mu szansę. Teraz Wiktor jest na pierwszych stronach gazet i w mediach społecznościowych. Widać, że jest jednym z największych wygranych minionego zgrupowania.
Jakim szkoleniowcem jest mający już status legendy Slavii Jindrich Trpisovsky?
Nie lubię bezpośrednio porównywać trenerów, bo każdy ma swoje zalety. Myślę, że trener Trpisovsky jest pewny siebie, zabawny i ma pozytywne podejście do zawodników. Z każdym utrzymuje bardzo dobry kontakt i uważam, że nasza współpraca może przynieść dobre efekty.
Zwrócił ci uwagę na coś, o czym wcześniej nie myślałeś?
Jest faktycznie jedna taka rzecz, ale zachowam dla siebie to, co mam do poprawy.
Jak się czujesz w Pradze? Miałeś już trochę czasu, żeby pozwiedzać miasto?
Tak, było trochę czasu, żeby pozwiedzać Pragę z moją dziewczyną. Odwiedziliśmy najważniejsze miejsca, które najczęściej zwiedzają turyści. Musimy jednak jeszcze lepiej poznać miasto i odkryć jego mniej znane zakamarki. W skrócie: Praga jest piękna.
Na koniec powiedz jeszcze o swoim zdrowiu. Z powodu kontuzji zabrakło cię na wrześniowo-październikowym zgrupowaniu reprezentacji do lat 21. Jesteś już gotowy do gry w pełnym wymiarze?
Zmagałem się z urazem, który udało się już wyleczyć. Cieszę się, że reprezentacja do lat 21 awansowała na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Mam nadzieję, że na następne zgrupowanie otrzymam powołanie i będę mógł zagrać z orzełkiem na piersi.
Cristiano Ronaldo nie wykorzystał rzutu karnego. Na bramce stał Marcin Bułka [WIDEO]
Al-Nassr mierzy się z Neom SC w meczu ligi saudyjskiej. W końcówce pierwszej połowy Cristiano Ronaldo wykonując rzut karny nie trafił w bramkę, w której stał Marcin Bułka.