Francuskie kluby znajdują się w specyficznej sytuacji, oprócz wymogów narzuconych przez UEFA w ramach Finansowego Fair Play muszą spełnić warunki wymagane przez Komisję Kontroli Finansów Klubów Profesjonalnych (DNCG). Proces przystępowania do rozgrywek we Francji przysparzał trudności już wielokrotnie.
MICHAŁ BOJANOWSKI
18 kwietnia 2014 Luzenac AP, klub, który od kilku lat walczył o byt w Championnat National – trzeci poziom rozgrywkowy – niespodziewanie, z drugiego miejsca, wywalczył bezpośredni awans na zaplecze francuskiej ekstraklasy. To był ogromny sukces dla klubu z zaledwie 600-osobowej miejscowości (najmniejsza w historii, która zaznała tego zaszczytu) i duże wyzwanie, aby przygotować się do rozgrywek. Pochodzący z Tuluzy deweloper i właściciel Luzenac, Jerome Ducros, w grudniu wcześniejszego roku, gdy wizja awansu stawała się coraz bardziej realna, na stanowisku dyrektora sportowego zatrudnił legendarnego bramkarza Fabiena Bartheza. Po wywalczonym awansie oczywistym stało się, że kameralny obiekt LAP nie spełni wymogów licencyjnych, dlatego też Ducros wykorzystując kontakty w Tuluzie, załatwił możliwość rozgrywania meczów na tamtejszym Stade Ernest-Wallon. Sytuacja dość powszechna, ale nikt nie spodziewał się, że będzie to przyczynek do anulowania awansu wywalczonego na boisku.
Skazani na tułaczkę
Mimo przeszło 35-letniej walki o zdrowe finansowe zasady we francuskiej piłce i wielu zasług, przypadek Luzenac jest jednym z najczarniejszych w historii DNCG. Komisja wraz z LFP – organizacja zarządzająca profesjonalną ligą we Francji – po pierwsze, że nie pozwoliły rozgrywać spotkań na stadionie w Tuluzie, a po drugie, nie zatwierdziły budżetu klubu i poddały w wątpliwość możliwości finansowe właściciela, choć Ducros zarzekał się w wywiadach, że posiada odpowiednie umowy najmu boiska i środki na koncie.
Zamiast planowania najbliższych rozgrywek, rozpoczęła się sześciomiesięczna walka o prawo gry w Ligue 2. Nie była równa, została przegrana przez Luzenac, a dodatkowo z racji długiego postępowania zabroniono zespołowi gry w Championnat National, bo sezon już wystartował. Prezes francuskiej federacji, Noel Le Graet, na początku września łaskawie zaproponował LAP grę w CFA 2 (piąta dywizja). Klub odrzucił tę propozycję i dalej starał się wywalczyć to, co udało się w kwietniu na boisku. Nieskutecznie, Luzenac zostało zdegradowane o pięć poziomów – do ligi regionalnej. Nie dość, że poprzez tę decyzję przyczyniono się do zapaści klubu (odszedł Barthez i trener Christophe Pelissier, który po objęciu Amiens awansował z zespołem z trzeciej do pierwszej ligi), to pozbawiono szansy zawodników, choćby Francka Akazy – liczył wówczas 36 lat, 13 lat spędził w Luzenac, awans do Ligue 2 wiązałby się z pierwszym profesjonalnym kontraktem podpisanym przez niego. LFP wraz z DNCG nie tylko odebrały mu tę możliwość, ale de facto zakończyły jego karierę piłkarską i pośrednio doprowadziły do depresji, z którą zmagał się przez kilka następnych lat.
Zwieńczeniem historii jest fakt, że po 66 miesiącach walki o swoje racje, pod koniec czerwca 2019 roku, Sąd Apelacyjny w Bordeaux stwierdził nieważność wcześniej podjętych decyzji o wykluczeniu Luzenac z rozgrywek. Po pięciu latach było to jedynie moralne zwycięstwo właściciela, bo nie ma prawnych możliwości, aby przywrócić klub do Ligue 2, zespół tuła się więc po regionalnych ligach.
Broda, czyli utrudnienie
Po licznych zmianach nazw związanych z fuzjami klubów w 2007 roku powstał Evian Thonon-Gaillard. Po zaledwie dwóch latach, gdy drużyna grała w trzeciej lidze, chęć zainwestowania zgłosił Franck Riboud, dyrektor generalny potentata żywnościowego Danone. Duży zastrzyk gotówki, jak na realia niższych lig, niósł za sobą serię błyskawicznych awansów, z czego najbardziej spektakularnym był ten z sezonu 2010-11, gdy Evian będące beniaminkiem Ligue 2 i mające jeden z niższych budżetów, wygrało rozgrywki i awansowało do elity – trzy awanse w zaledwie pięć lat!
Awans do Ligue 1 wymusił kolejną zmianę miejsca rozgrywania meczów. W odległości zaledwie 10 kilometrów od Gaillard, w szwajcarskiej Genewie, znajdował się odpowiedni stadion, ale plan gry za granicą zawetował Michel Platini, więc ostateczny wybór padł na 15-tysięczny stadion w Annecy. Brak wypracowanych struktur i zaplecza wymusił na działaczach tworzenie drużyny na już, stąd transfery doświadczonych i drogich w utrzymaniu weteranów: Sidneya Govou, Christiana Paulsena i Thomasa Kahlenberga. Krótkoterminowy plan został osiągnięty, Evian grając miłą dla oka, ofensywną piłkę, stało się sensacją rozgrywek, zajmując dziewiąte miejsce.
Choć w kolejnym sezonie, już pod wodzą Pascala Dupraza, Evian ledwie uniknęło spadku, to w Pucharze Francji szło jak burza, meldując się w finale i osiągając tym samym największy sukces w historii klubu. Ostatecznie po golu w końcówce przegrało z Girondins Bordeaux, ale apetyty względem drużyny z Alp zostały rozbudzone.
Tyle że kolejne dwa sezony stały pod znakiem błędnych wyborów personalnych i corocznych, licznych transferów na rzecz ratowania ligowego bytu – wykupienie Nicki’ego Bille Nielsena można ocenić jako chwytanie się brzytwy przez tonącego. A że w klubie działo się coraz gorzej świadczyć mogą też wypowiedzi byłego reprezentanta Francji Gaela Giveta, któremu utrudniano występy z racji posiadania obfitej brody, mającej się ponoć kojarzyć z dżihadystami…
Nieunikniony spadek z Ligue 1 doprowadził do kolejnej sekwencji błędnych decyzji i chaotycznych ruchów, a te do następnej relegacji. Z klubu zaczął wycofywać się właściciel wraz z akcjonariuszami (Zinedine Zidane, Bixente Lizarazu), pogarszająca się sytuacja finansowa doprowadziła do interwencji DNCG. Komisja nie dopuściła zespołu do trzecioligowych rozgrywek, natomiast ETG nie było chętne do gry w IV i V lidze. Na początku grudnia 2016 roku ogłoszono upadłość Evian – zaledwie trzy lata od meczu w finale Pucharu Francji.
Od krawędzi do pucharu
Od połowy pierwszej dekady XXI wieku można było wyczuwać symptomy zbliżających się problemów w Strasburgu – niestabilna sytuacja w zarządzie klubu i w zespole, który co rok balansował między Ligue 1 a Ligue 2. Skali kłopotów jednak nikt nie mógł przewidzieć.
Ekstraklasowe koszty funkcjonowania zespołu utrzymywanego przez dłuższy czas na zapleczu doprowadziły do finansowego krachu Racingu, a nieudana kampania o Ligue 1 w 2009 roku zakończyła ten trudny okres. Właściciel, ale również prezes klubu Phillippe Ginestet zrezygnował z pełnienia tej drugiej funkcji, a w jego miejsce zatrudniono Leonarda Spechta, byłego zawodnika RCSA, zdobywcę w 1979 roku jedynego w historii klubu tytułu mistrzowskiego. Trenerem zespołu został Gilbert Gress – najwyraźniej kierując się sentymentami, Specht w tym trudnym momencie postanowił ściągnąć z emerytury tego doświadczonego szkoleniowca. Wybór okazał się kuriozalny, doprowadził do konfliktu między trenerem a właścicielem i zaledwie po miesiącu Gressa, jak i pomysłodawcy jego zatrudnienia, w klubie już nie było.
Jeszcze niedawno walczący o elitę Strasburg musiał zmierzyć się z kolejnymi ciosami spadającymi na pogranicze francusko-niemieckie. Pierwszym był spadek do Championnat National. Następnym przejęcie klubu przez 33-letniego Jafara Hilaliego (i tajemniczego Estończyka), który reprezentował firmę FC Soccer Capital Ltd. Z jego krótkim pobytem wiązały się konflikty z kibicami. Ostatnim zaś ciosem okazała się przegrana w walce o grę na zapleczu ekstraklasy, na co finanse klubu nie były przygotowane.
Po sezonie wkroczyła więc DNCG i w raporcie nie pozostawiła cienia szansy na dalsze funkcjonowanie nawet na trzecim poziomie rozgrywkowym. Klub najpierw relegowano do czwartej ligi, ale po kilku dniach zmieniono decyzję i Strasburg znalazł się jeszcze niżej – w CFA 2.
Bez zawodników, którzy dostali wolną rękę w poszukiwaniu nowych klubów, bez obiektów sportowych, które zostały sprzedane, aby ratować budżet oraz bez właściciela, który po kilku miesiącach zwinął manatki, Racing zmierzał donikąd. Stąd też przejęcie klubu przez Frederica Sitterle’a, ponoć wieloletniego kibica, mogącego liczyć na dużo większy kredyt zaufania. Po kilkumiesięcznym entuzjazmie na jaw wyszło, że formalnie Sitterle nie jest jednak właścicielem klubu, a osoby z jego otoczenia, które miały funkcjonować w ramach wolontariatu, pobierały co miesiąc okazałe pensje. Kibice odwrócili się od Sitterle’a, ale nie od klubu – frekwencja dochodząca niekiedy do 10 tysięcy była rekordowa w historii na tym poziomie rozgrywek.
Racing awansował jednak do CFA (czwarta liga), a misji zarządzania podjął się kolejny człowiek z historią związaną ze Strasburgiem. Marc Keller w połowie lat 90. był czołowym zawodnikiem nie tylko RCSA, ale całej ligi, w latach 2001-06 pełnił tam również funkcję dyrektora sportowego – był to ostatni udany okres, w trakcie którego zespół zdobył Puchar Francji (2001) i Puchar Ligi (2005).
W przeciwieństwie do poprzedników miał doświadczenie w pracy organizacyjnej oraz wiedzę teoretyczną – co było tematem żartów kolegów z drużyny w trakcie kariery piłkarskiej – zdobytą na Wydziale Nauk Ekonomicznych i Zarządzania Uniwersytetu w Strasburgu. Otoczony zaufanymi współpracownikami i inwestorami (choćby Sebastian Loeb, były kierowca rajdowy) już w pierwszym sezonie wywalczył awans do Championnat National. Przez kolejne trzy sezony budowano struktury w klubie, odnowiono współpracę z miastem, a kibice w kolejnych klasach rozgrywkowych bili rekordy frekwencji. Ich fanatyzmu doświadczyły choćby władze miejscowości Belfort, które z powodu przyjazdu ponad dwóch tysięcy kibiców ze Strasburga na mecz, musiały zamknąć pobliskie liceum w obawie przed zatorem w mieście.
Stworzone struktury okazały się na tyle solidne, że Strasburg, jako beniaminek Ligue 2 w sezonie 2016-17 wywalczył awans do elity pod wodzą Thierry’ego Laureya. W pierwszym sezonie w Ligue 1 przez dłuższy okres Racing musiał walczyć o utrzymanie, ale brak gwałtownych ruchów ze strony Kellera względem szkoleniowca pokazał, że jest to projekt długofalowy. Podsumowaniem długoletniej tułaczki i balansowania na krawędzi egzystencji było pokonanie w zeszłorocznym finale Pucharu Ligi Francuskiej wielkiego PSG.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 17/2020)
Sukces Ewy Pajor! Wygrana w El Clasico i kolejne trofeum do kolekcji
Barcelona Femeni sięgnęła po szósty tytuł Superpucharu Hiszpanii, odprawiając w sobotnim spotkaniu Real Madryt z kwitkiem. W podstawowym składzie Blaugrany wyszła napastniczka reprezentacji Polski, Ewa Pajor.
Michał Nalepa znalazł nowy klub! Opowiedział o życiu w Turcji
Był bez klubu od września, kiedy to rozwiązano z nim kontrakt ze względu na limit obcokrajowców, a po kilku miesiącach czekania wiemy, gdzie będzie kontynuował swoją karierę. Opowiedział nam o tym, jak żyje się w Kraju Półksiężyca.