Na pytanie, czego reprezentacja Polski potrzebuje dzisiaj najbardziej, odpowiedź brzmi – spokoju. Tylko wysokie i przekonujące zwycięstwo z Wyspami Owczymi może, przynajmniej na chwilę, uspokoić nastroje wokół nękanej sportowo-wizerunkowymi kryzysami kadry.
Ostatnie miesiące w wykonaniu reprezentacji Polski to niekończące się pasmo klęsk i afer. Na skutek rozczarowujących wyników i towarzyszących im wokół innych wydarzeń kadra znalazła się w bezprecedensowym kryzysie w wymiarze sportowym i wizerunkowym.
Oliwy do ognia dodał Robert Lewandowski, który udzielił głośnego wywiadu. Kapitan stwierdził w nim m.in., że drużynie narodowej brakuje charakteru i osobowości, a także oskarżył innego kadrowicza, Łukasza Skorupskiego, o kłamstwo ws. afery premiowej.
Najwyższa pora skończyć jednak jałowe dyskusje w kółko na ten sam temat i wziąć się do pracy. Zwłaszcza, że po porażkach z Czechami (1:3) i Mołdawią (2:3) nasza sytuacja w grupie eliminacyjnej stała się nie do pozazdroszczenia, a margines błędu – przestał istnieć.
Po trzech z ośmiu meczów, a więc po blisko połowie wszystkich spotkań kwalifikacyjnych, Polska znajduje się na przedostatnim miejscu. Perspektywa braku awansu na Mistrzostwa Europy, na których występujemy nieprzerwanie od 2008 roku, stała się niestety jak najbardziej realna.
Wrześniowe zgrupowanie może się okazać kluczowe dla naszych losów na przyszłorocznym Euro. Jakakolwiek strata punktów w tych dwóch spotkaniach, zwłaszcza na nieprzyjemnym terenie w Tiranie z Albanią, oddali nas od tego upragnionego celu. Niewykluczone, że już bezpowrotnie.
Dzisiaj na Stadion Narodowy przyjeżdża reprezentacja Wysp Owczych. Drużyna, która plasuje się na 129. miejscu w rankingu FIFA. Drużyna, która od 2020 roku nie wygrała meczu na wyjeździe. Drużyna, której największa gwiazda woli skupić się na prowadzeniu własnej firmy, niż przyjechać na zgrupowanie. Wreszcie drużyna, którą trzeba po prostu wysoko i przekonująco ograć.
Powiedzmy sobie wprost – zwycięstwo to absolutne minimum i obowiązek dla Biało-Czerwonych w starciu z półamatorskimi rywalami. Niemniej jednak podopieczni Fernando Santosa przyzwyczaili nas do tego, że niczego nie można być pewnym. Nie chcielibyśmy się znowu nieprzyjemnie zaskoczyć. Dlatego Panowie, niech to będzie dla Was po prostu zwykły i spokojny dzień w biurze. Bo właśnie spokoju – w obliczu ostatnich burzliwych wydarzeń – potrzebujecie najbardziej.