Klamka prawie zapadła, kibice Newcastle United z optymizmem spoglądają w przyszłość. Kończy się na St. James’ Park okres trzynastoletniego panowania Mike’a Ashleya, a zaczyna era saudyjskiego następcy tronu – księcia Mohammada bin Salmana.
Foto: Reuters/Forum
GRZEGORZ GARBACIK
Jeśli nazwisko jednego z najważniejszych ludzi w Arabii Saudyjskiej wydaje się komuś dziwnie znajome, nie ma w tym przypadku. To właśnie książę bin Salman podjął przed dwoma laty nieudaną próbę przejęcia Manchesteru United. Dziś jeden z najbogatszych ludzi na świecie wraca do gry, chociaż musiał zadowolić się mniej atrakcyjnym kąskiem. Niemniej jego sny o potędze nie uległy zmianie.
WOJNA TRZYNASTOLETNIA
Newcastle United nie może się pochwalić tak bogatą tradycją i pozycją w futbolu, ale też kwota jaką trzeba było przeznaczyć na przejęcie klubu była odpowiednio niższa. Za 320 milionów funtów Mohammad bin Salman zyska pakiet 80 procent akcji, co w praktyce będzie oznaczać, że on i stojący za nim Saudyjski Fundusz Inwestycyjny przejmą kontrolę nad czterokrotnym mistrzem Anglii. Władza znajdzie się w rękach jednego człowieka, którego wizja będzie obowiązującą dla całego klubu.
Na płaszczyźnie formalnej nic się więc nie zmieni, ponieważ przez kilkanaście ostatnich lat o kursie, którym leciały Sroki także decydowała jedna osoba. Mike Ashley to postać złożona, jedna z barwniejszych w angielskim futbolu. Pod jego kierownictwem Newcastle przeżywało huśtawkę nastrojów, to rozpaczliwie walcząc o utrzymanie się w elicie, to znowu o udział w Champions League. Zdarzały się lata, kiedy miliarder nie szczędził grosza na wzmocnienia, ale były i takie – co miało związek z sytuacją na rynku i jego innymi biznesami – kiedy zaciskał pasa i kazał zatrudnianym przez siebie menedżerom dokonywać cudów. Gdy zadania tego podejmował się fachowiec pokroju Rafy Beniteza, zespół w miarę spokojnie dryfował po wzburzonych wodach. Jeśli pałeczkę przejmowali Steve McClaren czy Alan Shearer, bardzo szybko okazywało się, że na północy jest dla nich stanowczo za zimno.
Kibice zbyt długo znajdowali się na tej huśtawce, w ostatnich latach dając już jawnie pokaz niechęci do właściciela. Klub, który należy do grona zasłużonych, spadł na półkę przeciętniaków. Bin Salman ma mu przywrócić świetność. Saudyjczyk na drodze do przejęcia Newcastle musi pokonać jeszcze dwie przeszkody. Pierwszą jest Amnesty International, która zaapelowała do Premier League o postawienie weta na przejęcie klubu ze względu na obecność księcia w saudyjskim rządzie, który od dawna znajduje się na celowniku organizacji zajmujących się ochroną praw człowieka z powodu ich łamania, stosując tortury i areszty. Drugą jest życzliwa prośba katarskiej grupy medialnej, w której skład wchodzi stacja beIN Sport – jeden z najważniejszych nadawców ligi angielskiej. Katarczycy od dłuższego czasu znajdują się z Saudyjczykami na wojennej ścieżce, ponieważ ci przymykają oko na działanie w swoim kraju pirackiej platformy satelitarnej – beoutQ, która kradnie sygnały telewizyjne do czołowych wydarzeń sportowych świata, w tym meczów Premier League. Nic dziwnego, że strona katarska poprosiła kluby o to, by nie wydawały zgody na przejęcie Newcastle United i wejście kogoś pokroju bin Salmana do tej organizacji. Sprawa znajduje się zatem na ostrzu noża.
ROLA MAGNESU
Czy więc okres, w który obecnie wchodzi Newcastle można określić mianem nowej, wspaniałej rzeczywistości, co jest nawiązaniem do słynnej powieści Huxleya? Jej wydźwięk niekoniecznie jest optymistyczny, jednak w przypadku Srok postawienie tezy o początku pięknej przygody (o ile mimo nacisków liga wyda na nią zgodę) wydaje się jak najbardziej na miejscu. Może świadczyć o tym przykład Manchesteru City. Nowa, wspaniała rzeczywistość to jednak tylko slogan, którego przekucie w fakty nie musi być wcale proste.
Zakładając, że stosowne organy Premier League nie doszukają się przeciwwskazań i wydadzą zgodę na przejęcie klubu, na St. James’ Park rozpocznie się transformacja ustrojowa. Na czele państwa nadal będzie stał naczelnik pociągający za wszystkie sznurki, ale klub będzie w stanie przyciągać lepszych zawodników, przeskakując na poziom angielskich, a niewykluczone, że w dłuższej perspektywie także europejskich gigantów.
Tyle ogólników. Czego jednak można spodziewać się, spoglądając na klub przez lupą? Jednym z fundamentów nowego Newcastle United ma być zatrudnienie menedżera z najwyższej półki. ESPN donosi, że Mohammad bin Salman już działa aktywnie na tym polu. Steve Bruce to solidny fachowiec, lecz tylko rzemieślnik, który w trakcie obecnego sezonu nie raz udowodnił, że przy skromnych warunkach można osiągać niezłe wyniki. Problem w tym, że niezłe wyniki to w nowym, wspaniałym świecie saudyjskiego księcia może być za mało. Dlatego też już dzisiaj łączy się z przenosinami na St. James’ Park kogoś z dwójki Mauricio Pochettino – Massimiliano Allegri. Obaj prowadzili w przeszłości poważne kluby, są markami na rynku europejskim i będą magnesem na piłkarzy klasy międzynarodowej, którzy wcześniej czy później zaczną zjeżdżać na północ Anglii.
KTO PRZETRZE SZLAK?
A skoro o nowych graczach mowa. Procedura jest mniej więcej zawsze taka sama i była przerabiana na przykładach Chelsea, Manchesteru City czy Paris Saint-Germain. Nowy właściciel zatrudnia swojego trenera, stawia przed nim konkretne cele i kładzie na stole sakiewkę z dukatami. Karuzela się rozkręca. Co zrozumiałe, na początku jest to prędkość zabawki dla dzieci, jednak zawsze dochodzi się do punktu, po którym rozpoczyna się przesiadka na kolejkę górską i jazda bez trzymanki. Momentem zwrotnym będzie pierwszy wielki transfer, po którym inni klasowi gracze dostrzegą, że na rynku pojawiła się nowa siła i warto zostać jej częścią. Z Newcastle już łączeni są Luka Modrić czy Edinson Cavani, którzy nie mają jednak zbyt wiele czasu i będą oczekiwali gwarancji sukcesu, czyli budowy mocnej drużyny od zaraz.
Sam bin Salman przyjął założenie, że Sroki mają zdobyć mistrzostwo Anglii w ciągu pięciu lat, ale można spodziewać się, że do czołówki będzie chciał dołączyć dużo szybciej, najlepiej od razu. Czy to jednak oznacza, że Newcastle stanie się Manchesterem City 2.0? Wątpliwe, chociaż niewykluczone, że kryzys finansowy, który majaczy na horyzoncie, nieco w tym pomoże.
Chodzi oczywiście o pieniądze, którymi jeszcze kilka miesięcy temu obracano na rynku. Kwoty niektórych transferów wywoływały niesmak i tak jak The Citizens mogli przed dekadą kupić za przykładowe 100 milionów dwóch lub trzech artystów, tak dziś taka kwota może nie starczyć nawet na jednego zawodnika z pierwszych stron gazet. Gdyby jednak koronawirus zaraził futbol na dobre, już podczas najbliższego okna transferowego każdy funt będzie oglądany dokładnie z obu stron zanim zapadnie decyzja o jego wydaniu. Dla Newcastle, dopiero raczkującej potęgi, byłby to wyjątkowo korzystny układ.
Nowe Newcastle ma wygrywać i w perspektywie kilku najbliższych sezonów myśleć o trofeach, ale także cieszyć oko. Jeśli bin Salman w tym aspekcie będzie hołdował filozofii Arsene’a Wengera, który widział w piłkarskim zespole kobietę, której trzeba cały czas przypominać o tym jak jest piękna, to Sroki czeka ciekawa przyszłość.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 17/2020)
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.