Wydawały mnóstwo pieniędzy na transfery i wynagrodzenia. W piłkę grały słabo. Teraz domagają się specjalnego traktowania i oponują przeciwko planowi wznowienia sezonu Premier League.
West Ham może w najbliższym czasie nie wrócić na London Stadium. (fot. Reuters)
Kluby z dolnych rejonów tabeli angielskiej ekstraklasy znajdują się w potrzasku. Z jednej strony chciałyby powrotu na murawę, który pozwoli utrzymać fundusze z tytułu umów z nadawcami telewizyjnymi oraz ze sponsorami. Z drugiej – założenia koncepcji znanej jako Project Restart nie odpowiadają ich interesom. Idea zwiększa bowiem ryzyko relegacji. A tej w siedzibach Brighton, West Hamu, Watfordu, Bournemouth, Aston Villi i Norwich pragnie się za wszelką cenę uniknąć.
HASŁO PODNOSZĄCE CIŚNIENIE
Plan reaktywacji rozgrywek o mistrzostwo Anglii nabiera coraz konkretniejszych kształtów. Zgodnie z tymi, treningi w kilkuosobowych grupach rozpoczną się 18 maja. Długo wyczekiwany, pierwszy gwizdek sędziego wybrzmi 12 czerwca. Na trybunach nie zasiądą wówczas kibice, lecz część spotkań być może będzie transmitowana w serwisie YouTube. Piłkarzy i członków sztabów szkoleniowych czekają z kolei regularne testy na obecność wirusa. Badania mogą odbywać się nawet dwa razy w tygodniu.
Żaden z powyższych postulatów nie mierzi najsłabszej sportowo szóstki. Zdaje sobie ona sprawę z tego, że to kroki absolutnie konieczne, by dokończyć zawieszone zmagania. Hasłem, które podnosi ich ciśnienie, jest neutralne boisko. A konkretnie od ośmiu do dziesięciu neutralnych boisk, na których miałyby odbyć się pozostałe mecze sezonu. W założeniu ograniczy to możliwość gromadzenia się kibiców na zewnątrz.
– Z naszego punktu widzenia, rozgrywanie spotkań na neutralnych stadionach w kluczowym momencie sezonu może mieć istotny wpływ na uczciwość rywalizacji. Niekorzyść wynikająca z konieczności mierzenia się z najlepszymi drużynami ligi poza naszym obiektem, nawet jeśli nie będzie na nim 27 tysięcy fanów, jest oczywista. Dostrzegamy naturalnie zalety rozegrania pozostałych czterech spotkań wyjazdowych na neutralnych murawach, ale terminarz nie jest właściwie zbalansowany, a pierwsze dwadzieścia dziewięć kolejek nie odbyło się w ten sposób. Plusy nie przeważają nad minusami – stwierdził w oficjalnym oświadczeniu dyrektor wykonawczy Brighton, Paul Barber. Jego argument jest całkowicie zrozumiały. Mewy mają tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, a do końca sezonu muszą stanąć w szranki z Arsenalem, Manchesterem City, Manchester United i Liverpoolem. Cała czwórka miała przyjechać na Amex Stadium.
Swoją opinię wyraził również odpowiednik Barbera z Aston Villi. W rozmowie z talkSPORTChristian Purslow przyznał, że jest przeciwny idei organizacji starć na neutralnych arenach, zważywszy na fakt, iż The Villans mieli przed sobą sześć potyczek domowych. Te dostarczyły im w sezonie 2019/20 aż ⅔ zdobytych punktów.
Podobne zdanie o wymuszonej rezygnacji z przewagi dobrze znanego sobie boiska mają wszystkie zespoły drżące o byt w elicie. W ich mniemaniu jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji jest odstąpienie od zasady spadku. Tak, by wszystkie drużyny pozostały w Premier League na kolejny sezon. Dlaczego tak im na tym zależy?
JAK NIE WIADOMO O CO CHODZI TO…
Chodzi przede wszystkim o pieniądze. Te już wydane i te do zarobienia. Jak zauważył cytowany wyżej Purslow, opuszczenie ekstraklasy może oznaczać stratę rzędu nawet 200 milionów funtów. Program Parachute Payments (fundusz pomocowy dla klubów spadających do Championship) nie załata przecież luki po lukratywnym kontrakcie telewizyjnym. Ten zaś stanowi podstawę przychodów znacznej części klubów.
Jeśli mowa o tych zagrożonych relegacją, w najtrudniejszej sytuacji znajduje się Bournemouth. Wpływy od nadawców spotkań stanowią aż 88% zarobków Wisienek (wszystkie dane pochodzą z ostatniego raportu firmy Deloitte). Niewiele lepiej jest w Watfordzie (84%), Brighton (79%) i West Hamie (67%). Dla Aston Villi owy współczynnik wynosi 41%, a dla Norwich 28%.
W innym zestawieniu finansowym kolejność kształtuje się zgoła odwrotnie. Ranking zysków lub strat wskazuje, iż The Villans są na blisko 69-milionowym minusie. Deficyt Kanarków to ponad 39 milionów, Wisienek 32, Młotów 28, a Mew 19. Szerszenie zanotowały prawie 10-milionowy profit.
„The numbers had fallen off a cliff for some of the clubs long before this crisis.”
Mało korzystnie prezentuje się także kwestia zarobków przeznaczanych na wynagrodzenia. Dla Aston Villi niniejszy miernik liczy 175%, a dla Norwich 161%. Jest to związane z tym, iż obie drużyny są beniaminkami, a ostatnie badania biorą jeszcze pod uwagę okres ich gry na zapleczu Premier League. Bournemouth (85%), Brighton (71%), West Ham (71%) oraz Watford (57%) również nie znajdują się w fortunnym położeniu.
Prezentowane liczby są rezultatem ryzykownej polityki, zaniedbań lub inwestycji związanych z awansem i koniecznością wzmocnienia składu. Spadek miałby wiele konsekwencji budżetowych. O ile Kanarki zdają się być nań względnie przygotowane, o tyle Wisienki miałyby problem, by związać koniec z końcem. Ich plany budowy wartego 35 milionów funtów ośrodka treningowego z pewnością ległyby w gruzach. Wszystkich zaś czekałoby bolesne wietrzenie kadr.
WSZYSTKO DLA ELITY
Sprzedaż najlepszych piłkarzy byłaby tyleż konieczna, co nieunikniona. Raz, że środki z transakcji przydałyby się w codziennym funkcjonowaniu klubu. Dwa, iż wątpliwe, by gracze, którzy pokazali się z dobrej strony na poziomie Premier League, byli skorzy do występów w Championship.
Nie chodzi bynajmniej o Jacka Grealisha czy Todda Cantwella. Jest wysoce prawdopodobne, że obaj opuszczą aktualne zespoły niezależnie od tego, w której te będą grały lidze. Zainteresowanie ich usługami ze strony znacznie większych firm jest ogromne. W każdej drużynie są jednak jednostki, które zrobią wszystko, by pozostać w elicie. W obecnym lub w nowym teamie.
Jeśli chodzi o Norwich, takim kimś jest na pewno Emiliano Buendia, który w średniej ilości szans stworzonych kolegom na każde 90 minut gry ustępuje w tym sezonie tylko Kevinowi de Bruyne (3.26 do 4.01). W Brighton trudno byłoby zatrzymać na stałe Aarona Moya, a niewykluczone, iż także kapitan i jeden z solidniejszych defensorów ligi w osobie Lewisa Dunka opuściłby okręt. Szeregi Watfordu zostałyby zapewne uszczuplone o Abdoulaye Doucoure, o którego już zeszłego lata zabiegał Everton. Aston Villa naraziłaby się na stratę Johna McGinna i Tyrone’a Mingsa. Bournemouth nie zdołałoby natomiast dłużej dzierżyć kart zawodniczych Nathana Ake, Joshuy Kinga oraz Calluma Wilsona, o których od kilku okienek pytają większe kluby.
69 – Emi Buendía has created 69 chances for Norwich in the Premier League this season, and ranks fourth among all players in Europe’s top fives leagues behind Kevin De Bruyne (94), Dimitri Payet (78) and Ángel Di María (71). Alternative. pic.twitter.com/XhCWsiv4we
Prawdziwie okazała wyprzedaż mogłaby się jednak odbyć na London Stadium. No bo czy Łukasz Fabiański i Issa Diop nie znaleźliby zatrudnienia w jednej z czołowych pięciu lig Starego Kontynentu? Czy nie zrobiliby tego Declan Rice, Felipe Anderson i Sebastien Haller? Dla żadnego z nich opcja gry na zapleczu nie jest optymalnym wariantem kontynuacji kariery.
ZAMIAST WIELKIEJ SZÓSTKI – MAŁA
West Ham jest też tym klubem, który na ewentualnym spadku straciłby najwięcej pod względem wizerunku. Piłkarze Aston Villi oraz Norwich dopiero co wrócili do Premier League. Brighton co roku walczy o przetrwanie. Priorytetem Bournemouth i Watfordu było utrzymanie. Młoty miały natomiast zdecydowanie zbliżyć się do Wielkiej Szóstki i uzyskać przepustkę do europejskich pucharów.
W tym celu latem zarząd wyraził stanowcze wotum zaufania w stosunku do Manuela Pellegriniego. Chilijczyk i jego współpracownicy dostali dostęp do książeczki z czekami, więc na wzmocnienia składu przeznaczyli blisko 70 milionów funtów. Zamiast sportowego progresu nastąpił jednak regres. Szkoleniowiec zapłacił zań posadą. Jego następca – David Moyes – wydawał pieniądze (ponad 30 milionów) już nie po to, by gonić czołówkę, lecz by uciekać przed strefą spadkową. Z mizernym skutkiem.
Nic dziwnego, iż Karren Brady, wicedyrektor West Hamu, była jedną z pierwszych osób w angielskim środowisku piłkarskim, która zaproponowała uznanie zawieszonych rozgrywek za nieodbyte. – Nie należy wykluczać możliwości anulowania i unieważnienia sezonu Premier League, jak i wszystkich niższych lig. Skoro zawodnicy nie mogą grać, rywalizacja nie może toczyć się dalej – pisała w marcu na łamach The Sun. Klub, w którym pracuje, byłby jednym z największych beneficjentów takiego rozwiązania.
Rezygnacja z zasady spadku również nie jest dla niego najgorszą opcją. Zarówno Młoty, jak i pozostali przedstawiciele „Małej Szóstki”, zyskaliby dzięki temu mnóstwo spokoju. Finanse byłyby zabezpieczone, kadry w dużej mierze utrzymane, a wizerunki nienadszarpnięte. Co jednak uczynić z Leeds United, West Bromwich Albion i pozostałymi przedstawicielami Championship, którzy liczyli na awans do elity? Pozbawić ich marzeń na rzecz ekstraklasowiczów czy powiększyć Premier League do 23 drużyn?
Być może nie będzie trzeba się nad tym głowić. Aby Project Restart został zrealizowany wymagana jest zgoda 14 klubów elity. Brak aprobaty Brighton, West Hamu, Watfordu, Bournemouth, Aston Villi i Norwich nie wystarczy do jego odrzucenia.
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.