W ostatnim niedzielnym meczu Ligue 1 Saint-Etienne podejmowało na własnym boisku Monaco. W rolę kapitana drużyny z Księstwa wcielił się Kamil Glik. Polak nie zdołał ustrzec swojej drużyny przed porażką.
Kamil Glik był kapitanem Monaco, lecz jego zespół nie dał rady przeciwnikowi. (fot. Reuters)
Spotkanie zapowiadało się bardzo ciekawie. Gospodarze nie przegrali od czterech kolejek, zaś goście zaliczyli dwie wygrane z rzędu. Jeśli o roli faworyta decydowałaby pozycja w tabeli, Goliatem zostaliby podopieczni Leonardo Jardima.
Pierwsza połowa spotkania upłynęła pod znakiem niespecjalnie groźnej wymiany ciosów. Swoich sił próbował Saliba, aktywny był Ben Yedder. Na uderzenie Bouangi goście odpowiedzieli strzałem Silvy. A goli jak nie było, tak nie było.
Wynik uległ zmianie dopiero w 59 minucie gry, kiedy do siatki trafił Denis Bouanga. Gabończyk znalazł się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i nie zmarnował dobitki do pustej bramki. Akcję gospodarzy próbował przerwać Glik, lecz starania Polaka spełzły na niczym.
Chwilę później mogło być 2:0, lecz Hamouma nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Lecomtem.
Wydawało się, iż od 72 minuty Saint-Etienne zmuszone będzie grać w osłabieniu. Czerwony kartonik obejrzał Wesley Fofana, lecz po analizie VAR sędzia cofnął swoją decyzję. W doliczonym czasie gry z boiska wyrzucony został natomiast Ruben Aguilar. Jego wykluczenie z pewnością nie pomogło gościom w odrabianiu strat.
Wygrana sprawia, iż gospodarze awansują na ósme miejsce w tabeli. Monaco, w barwach którego pełne 90 minut rozegrał Kamil Glik, jest piętnaste.
Koszulki Lewandowskiego sprzedają się w jak świeże bułeczki. MLS opublikowała zestawienie
Robert Lewandowski wzbudza za oceanem olbrzymie zainteresowanie. Koszulki kapitana reprezentacji Polski są czwartymi najczęściej kupowanymi spośród wszystkich zawodników występujących w Major League Soccer.
Tragiczne informacje napłynęły z Hiszpanii. Jesús de Miguel, piłkarz CD Tenerife, zmarł we wtorek rano w wyniku poważnego wypadku, do którego doszło dzień wcześniej podczas meczu z FC Andorra. Miał 30 lat.
Zdrowie w dalszym ciągu nie oszczędza Jakuba Modera. Wydawało się, że na horyzoncie pojawiło się światełko w tunelu, gdy 36-krotny reprezentant Polski zaliczył ostatnio epizodyczny występ w potyczce z PSV Eindhoven. Niestety, znów doskwierają mu jednak pewne problemy.