Mistrz szuka asystenta. Co z następcą Sindre Tjelmelanda?
Do startu letnich przygotowań Lecha pozostał niespełna tydzień. Wciąż jednak nie jest znany pełny skład sztabu szkoleniowego mistrzów Polski. Co słychać w Poznaniu w kwestii poszukiwań głównego asystenta Nielsa Frederiksena?
Przykład Sindre Tjelmelanda pokazał, jak znaczącą rolę może odgrywać postać numer dwa w sztabie. Norweg, którego sprowadzenie w lipcu 2024 roku kosztowało Kolejorza sporo wysiłku, potwierdził opinię nieprzeciętnego trenerskiego talentu. Tjelmeland przedefiniował poznańskie postrzeganie stanowiska asystenta – z miejsca stał się niezwykle istotnym elementem zespołu szkoleniowego, stanowiąc prawą rękę Nielsa Frederiksena. Podczas meczów często to on był pierwszą instancją komunikującą się z drużyną; na co dzień spędzał mnóstwo czasu na indywidualnych analizach występów, które zawodnicy bardzo sobie cenili.
To nie przypadek, że w trakcie pobytu norweskiego trenera przy Bułgarskiej dwukrotnie świętowano mistrzostwo Polski. Można zaryzykować stwierdzenie, że nie było w historii Lecha asystenta, który w tak dużym stopniu przyczyniłby się do sukcesów.
TRANSFER Z AWANSEM
Już w chwili przeprowadzki do Poznania Tjelmeland cieszył się renomą na skandynawskim rynku. Pracą w stolicy Wielkopolski jeszcze mocniej zwrócił na siebie uwagę. O 36-latka zabiegało kilka klubów; w grudniu ubiegłego roku zgłosiło się Molde, a szkoleniowiec postanowił skorzystać z propozycji pięciokrotnych mistrzów Norwegii. Kolejorz nie zgodził się jednak na natychmiastowy transfer: ustalono, że trener wypełni obowiązujący do końca sezonu kontrakt, a potem przeniesie się do ojczyzny. Notabene Tjelmeland ma już za sobą debiut w nowej roli – w spotkaniu 11. kolejki Eliteserien jego zespół pokonał 2:1 Sandefjord.
KWESTIA PRIORYTETÓW
Teoretycznie Lech miał aż pół roku na znalezienie następcy Norwega. W praktyce nie mógł w pełni zaangażować się w rekrutowanie asystenta, nie mając pewności co do przyszłości pierwszego szkoleniowca. Znak zapytania stojący przez kilkanaście tygodni przy nazwisku Frederiksena spowolnił proces poszukiwań drugiego trenera.
W Poznaniu liczono się z ewentualną koniecznością zatrudnienia nowego bossa, a przecież szkoleniowcy zazwyczaj przychodzą do klubu z jednym bądź nawet dwoma sprawdzonymi współpracownikami. Z tego powodu Kolejorz wstrzymywał się również z decyzją dotyczącą Andy’ego Parslowa. Anglik, który przy Bułgarskiej pojawił się zimą, początkowo podpisał tylko półroczną umowę. Kiedy wyjaśniła się kwestia pierwszego trenera, aktywowano opcję prolongaty kontraktu asystenta odpowiedzialnego przede wszystkim za stałe fragmenty gry.
FAZA FINALIZACJI
W momencie przedłużania współpracy Frederiksen nie wskazał konkretnej postaci, którą widziałby w roli następcy Tjelmelanda. A 55-letni szkoleniowiec ma w tym temacie bardzo wiele do powiedzenia: w końcu to główny asystent jest postacią, z którą lider sztabu konsultuje najważniejsze decyzje, zaufanie jest więc absolutną podstawą tej relacji. Lech prowadzi proces wyboru w ścisłym porozumieniu z trenerem. Zanim cokolwiek zostanie postanowione, zielone światło przed danym kandydatem musi zapalić Duńczyk.
Dopiero po wyjaśnieniu przyszłości Nielsa Frederiksena poznański klub mógł na dobre zająć się rekrutowaniem jego najważniejszego asystenta (foto: Przemysław Szyszka / Lech Poznań)
Przy Bułgarskiej zarówno asystenta, jak i pierwszego szkoleniowca wybiera pion sportowy. Platforma rekrutacyjna – o której często powielanym mitem jest, jakoby to ona wskazała klubowi Frederiksena – sugeruje jedynie szeroką, liczącą parędziesiąt nazwisk listę.
Tuż po zakończeniu sezonu Kolejorz miał wytypowanych kilku kandydatów spełniających kryteria głównego asystenta. W miarę zbliżania się startu okresu przygotowawczego rozmowy zostały zintensyfikowane: negocjacje z jednym z nich wkroczyły w zaawansowany etap. Niewykluczone, że następca Tjelmelanda zostanie przedstawiony w drugiej połowie bieżącego tygodnia.
Po 110 dniach od meczu o Superpuchar Polski, Górnik Zabrze znów zmierzył się z Lechem Poznań, tym razem rewanżując się za porażkę 1:3. W lipcu mistrz Polski wygrał dzięki dużej intensywności, teraz zapłacił cenę za niewytłumaczalny minimalizm.