– Święta to taki moment, gdy spotykam się z całą rodziną, dlatego nie mogę się ich doczekać – zdradza kapitan Śląska – Sebastian Mila. Gdzie spędza święta Ligowiec Roku 2011?
– W rodzinnym Koszalinie – odpowiada. – Bywam tam bardzo rzadko, ze względu na zawód, który wykonuję. Mieszkają tam jednak moi rodzice, których staram się odwiedzać, gdy tylko nadarza się okazja. Czasem spotykam się też z przyjacielem, choć akurat ten częściej odwiedza mnie we Wrocławiu, niż ja go w Koszalinie – kontynuuje.
– Jak wyglądają przygotowania świąteczne w pana domu? – Zawsze wszyscy wspólnie ubieramy choinkę, a pozostałymi obowiązkami się dzielimy. W mojej rodzinie nigdy nie jest tak, że ktoś przyjeżdża na gotowe. Ja na przykład odpowiadam za wybór choinki i zakupy. Przed świętami zawsze czegoś brakuje, każą mi więc kupować miliony rzeczy, mimo że wiele z nich się potem nie przydaje.
– Czy w natłoku obowiązków potrafi pan zapomnieć o wykonywanej pracy? – Święta to jedyny moment w roku, w którym mogę na chwilę całkowicie odizolować się od futbolu. W ten sposób ładuję akumulatory na kolejny rok, by potem znów w stu procent oddać się mojej pasji, jaką jest piłka nożna.
– Całkowicie to chyba nie, bo nie wierzę, że jako sportowiec może pan zajadać się świątecznymi potrawami bez ograniczeń… – W Wigilię żadnej diety nie stosuję. Jest to dla mnie chwila wielkiej rozpusty i wówczas jem wszystko na co mam ochotę. W kolejnych świątecznych dniach muszę się jednak kontrolować, aby nie mieć problemów po powrocie do klubu.
– Ile więc w Śląsku płaci się za poświąteczną nadwagę? – Cała drużyna cieszy się dużym zaufaniem sztabu szkoleniowego i będąc tego świadomi wiemy, że pewnych granic nie należy przekraczać. Karami nikt nam zatem grozić nie musi.