W poniedziałek Wydział Gier PZPN odrzucił protest Gryfa Wejherowo. Leszek Miklas był spokojny o końcowy werdykt, ale jak przyznał w rozmowie z legia.com, zdziwiła go decyzja władz wejherowskiego klubu.
– Nie komentowaliśmy protestu, który Gryf przesłał do PZPN-u, aby nie wpływać na werdykt Wydziału Gier. Od początku byliśmy pewni, że wynik pierwszego spotkania nie ulegnie zmianie. Chcę pokreślić, że nawet, gdyby zarzuty Gryfa znalazły potwierdzenie w faktach, Legii ani przez moment nie groził walkower. Co najwyżej kara finansowa dla klubu lub kierownika drużyny – zapewnia Miklas i dalej tłumaczy: – Walkower grozi tylko wówczas, gdy wystąpi na boisku zawodnik nieuprawniony do gry lub zawieszony za kartki. W Legii wszyscy zawodnicy takie uprawnienie uzyskali znacznie wcześniej. Tym bardziej jestem rozczarowany postawą działaczy Gryfa, którzy na podstawie bardzo wątpliwych dokumentów zdecydowali się na taki krok. Widocznie chcieli, abyśmy zapłacili karę finansową. Tym bardziej jest to zaskakujące, że my ze swej strony zgłosiliśmy gotowość sprzedania miejsc biznesowych po cenach znacznie niższych niż u nas obowiązujące. Chcieliśmy, aby klub z niższej klasy rozgrywkowej było na nie stać.
– Zapoznaliśmy się również z oświadczeniem zarządu Gryfa, który dementował swoje pierwotne intencje. Włodarze wejherowskiego klubu argumentowali, że chcą uporządkować sprawy regulaminowe, ale to mnie nie przekonuje. Gdyby komuś zależało tylko na porządku w dokumentacji, to nie wysłałby protestu w ciągu regulaminowych 48 godzin od zakończenia meczu do PZPN i nie inwestowałby kwoty 500 złotych na założenie tej sprawy, które zresztą stracili – zakończył Miklas.
Na tablicy wyników długo utrzymywał się bezbramkowy remis, ale na sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry sprawy w swoje ręce wziął Dominik Sokół, zapewniając ŁKS-owi Łódź zwycięstwo w starciu z Wartą Poznań.