Mieć kogoś na toście. Co znaczą angielskie klisze językowe?
Obejrzeliśmy mecz dwóch połów, w którym 2:0 okazało się niebezpiecznym prowadzeniem, ponieważ przegrywający kopali głęboko i zabiegali skarpety, natomiast wygrywający stracili wątek.
To zlepek przykładowych klisz językowych, stosowanych przez angielskie środowisko piłkarskie – komentatorów, ekspertów, dziennikarzy, trenerów, zawodników, kibiców. Odbiorców przekazu irytują niekiedy nagminnością występowania, banalnością, odzieraniem wypowiedzi z oryginalności. W zestawieniu z frazesami używanymi w innych krajach są mało poetyckie, jak ocenił Adam Hurrey, autor bloga, dwóch książek oraz podcastu poświęconych temu zagadnieniu. Słusznie spostrzegł jednak, że mimo wszystkich wad powtarzane do znudzenia wyrażenia mają także zaletę – w zwięzły sposób przedstawiają rozwlekłe zjawiska, wystarczy rzucić hasło, by choć trochę obeznana z futbolem osoba wiedziała, o co chodzi.
Z MIKSERA DO ZLEWOZMYWAKA
Nie trzeba mówić, iż do przerwy zespół X był lepszy, stworzył sobie mnóstwo dogodnych okazji bramkowych i strzelił dwa gole, a po przerwie zespół Y przejął inicjatywę i odrobił straty. Sformułowanie „mecz dwóch połów” (ponoć wymyślone przez samego Jimmy’ego Greavesa, najskuteczniejszego piłkarza w historii najwyższej ligi w Anglii) załatwia sprawę. Zwrot „starcie o sześć punktów” zastępuje długie: starcie drużyn zajmujących sąsiednie miejsca w tabeli, którego zwycięzca nie tylko zdobędzie trzy punkty, ale też pozbawi trzech punktów przeciwnika w zmaganiach o tożsamy cel. Termin „stracili wątek” wypiera niezgrabne: zaczęli postępować dziwnie, nieracjonalnie, bezmyślnie.
„Forma idzie za okno” to angielski odpowiednik polskiego „derby rządzą się swoimi prawami”. Ichniejszym „zagraniem na aferę” jest „włożenie piłki do miksera”. „Postawieniem wszystkiego na jedną kartę” – „rzucenie w coś zlewozmywakiem”. „Zabieganie skarpet” można rozumieć jako danie z siebie wszystkiego lub harowanie jak wół. „Potencjalną skórkę po bananie” jako potyczkę ze stosunkowo słabym oponentem, którego stać jednak na sprawienie niespodzianki. „Chwycenie gry za kark” jako wzięcie spraw w swoje ręce.
Taktykę opartą na bronieniu dostępu do bramki w niskim bloku złożonym z dużej liczby zawodników zainspirowani Jose Mourinho Anglicy nazywają oczywiście „zaparkowaniem autobusu”. Paradoks polega na tym, że popularnego dziś na całym świecie pojęcia Portugalczyk użył do opisania postawy Tottenhamu w spotkaniu z jego Chelsea (0:0), zaś potem regularnie opisywano tak plany meczowe układane przez niego. Sir Alex Ferguson, a konkretnie szatniowe tyrady, w trakcie których niczym opętany darł się podopiecznym prosto w twarz, zrodziły zwrot „potraktować kogoś suszarką”.
Od kogo wyszło sformułowanie „obrócić się na sześciopensówce” – nie wiadomo. Wiadomo, iż oznacza wykonanie udanego dryblingu na małej przestrzeni. „Mieć kogoś na toście” to kogoś dominować, indywidualnie albo grupowo. „Gonić cienie” to być dominowanym, nie nadążać za lepszym rywalem. „Kopać głęboko” to mocno starać się coś zrobić – trafić do siatki bądź nie dopuścić do trafienia, zniwelować stratę lub utrzymać prowadzenie – by osiągnąć korzystny wynik. „Pociągnąć za spust”, czyli oddać uderzenie bez dłuższego zwlekania. „Dodać drużynie stali” – sprawić, że drużyna stanie się silniejsza fizycznie (stosowane zazwyczaj w kontekście zmian personalnych dokonywanych przez szkoleniowca w trakcie meczu albo transferów realizowanych przez klub). „Mieć coś w szafce” – potrafić wykonać daną akcję, na przykład minąć przeciwnika dryblingiem, posłać podanie otwierające drogę do bramki czy strzelić gola bezpośrednio z rzutu wolnego.
Początek sezonu obfituje tradycyjnie w przypomnienia o tym, iż „liga to maraton, nie sprint”. Sięgają po nie zarówno ci, którym wiedzie się dobrze, jak i ci, którzy rozczarowują. – Liga to maraton, nie sprint, udany start nic nie znaczy w kontekście finiszu, nie ma czym się przesadnie ekscytować – twierdzą pierwsi, chcąc zarządzać oczekiwaniami opinii publicznej. – Liga to maraton, nie sprint, mamy jeszcze masę czasu, by złapać właściwy rytm i uzbierać wystarczająco dużo punktów – oświadczają drudzy, pragnący złagodzić wymierzoną w nich krytykę.
A gdy zespół zawodzi przez długi okres i wszystko wskazuje na to, że w konsekwencji trener lada moment zostanie zwolniony ze stanowiska, nazywa się go chodzącym trupem. Do żywych wracają nieliczni.
NIE ZDOBĘDZIESZ BRAMKI, JEŚLI NIE ODDAJESZ STRZAŁÓW
Mimo powtarzalności i banalności (od której są wyjątki) przywołane wyżej klisze, zakładane w zdania z umiarem, ubarwiają, uplastyczniają wypowiedzi, działają na wyobraźnię słuchaczy tudzież czytelników. Tego samego nie sposób napisać o frazach-wytrychach, zawsze pasujących do sytuacji, lecz niewiele wnoszących, treściowo niemal pustych, formą niepowodujących żadnych doznań. Szkoleniowcy oraz piłkarze używają ich, kiedy postanawiają wymigać się od udzielenia konkretnej odpowiedzi na pytanie. Komentatorzy, eksperci, dziennikarze i kibice – gdy nie wiedzą, co rzec, ale czują, że coś wypada. To zdecydowanie gorszy sort klisz.
Sporo dotyczy kwestii strzelania goli. Obiektywnie nieporywające starcie, w którym obowiązuje rezultat 0:0, często skłania komentatorów do obwieszczenia, iż „ten mecz potrzebuje gola”. Mało uderzeń jednej z ekip albo obu? „Nie zdobędziesz bramki, jeśli nie oddajesz strzałów”, a, jak powszechnie wiadomo, „gole wygrywają mecze”. Drużyna objęła prowadzenie na wczesnym etapie potyczki, lecz pozwoliła przeciwnikowi odrobić stratę i nie odniosła zwycięstwa? „Strzelili gola zbyt szybko”. 2:0 zmienia się w 2:1 lub 2:2? „2:0 to niebezpieczne prowadzenie”. Wysoki gracz umieści futbolówkę w siatce nogą? „Ma wspaniałe stopy jak na dużego gościa”.
Trenerzy i zawodnicy posiadają tyle różnych wytrychów, że śledząc konferencje prasowe oraz wywiady krótko przed pierwszym gwizdkiem sędziego albo zaraz po nim, można urządzić sobie partyjkę bingo. „Rozgrywamy jeden mecz na raz”, czyli skupiamy się na każdym kolejnym wyzwaniu, nie wybiegamy myślami w dalszą przyszłość. „Na tym poziomie nie ma łatwych spotkań”, stosowane na absolutnie wszystkich poziomach, od League Two i niżej po Premier League. „Daliśmy z siebie 110%” – nikt nie wie, dlaczego upodobali sobie akurat tę liczbę, a nie 150 czy 200, choć i one występują. „Drugi zespół po prostu chciał tego bardziej”, jako wytłumaczenie przyczyny przegranej. „Nie jesteśmy tu po to, by zgadzała się liczba uczestników zmagań”, w znaczeniu: nikt na nas nie stawia, ale mamy swoje ambicje i nie będziemy popychadłem. „Futbol to śmieszna, stara gra” – sformułowanie przywoływane, kiedy na boisku wydarzy się coś mało prawdopodobnego, zaskakującego. „Za nami zły dzień w biurze”. „Za nami dobry dzień w biurze”. „Chłopaki dobrze spisali się na swojej zmianie”.
Ponadto przedstawiciele każdej z grup współtworzących środowisko piłkarskie w Anglii lubią po pierwszych kolejkach sezonu ligowego napomknąć, iż w sierpniu nie można zdobyć mistrzostwa, lecz można stracić szansę na zdobycie go. A gdy dochodzi do jakiejś niespodzianki – że nikt nie zdołałby napisać takiego scenariusza.
Stałym elementem podsumowań, zwieńczeń wątków, puent jest natomiast zwrot „na koniec dnia liczy się…”. W medium prasowym na koniec dnia liczy się odpowiednia liczba znaków, więc na tym wywoływanie angielskich klisz zakończmy.
Arsenal może zdobyć pierwsze poważane trofeum od 6 lat. Dziś finał
W niedzielne popołudnie odbędzie się finał Pucharu Ligi Angielskiej, w którym Arsenal zmierzy się z Manchesterem City. Starcie zapowiada się bardzo interesująco.
Manchester United triumfuje w hicie! Matty Cash znów nie zagrał
Manchester United wygrał ważny mecz Premier League z Aston Villą i zdobył trzy niezwykle cenne punkty. Spotkanie na Old Trafford miało ogromne znaczenie dla układu tabeli.