Spośród wszystkich marcowych meczów eliminacyjnych w strefie europejskiej, najciekawszy kontekst towarzyszy spotkaniu Hiszpania – Kosowo. Kraj gospodarzy bowiem nie uznaje państwa gości, gdyż gdyby to zrobił, nasiliłyby się i zyskały nową racje bytu naciski na uznanie niepodległości Gibraltaru.
Zaraz po losowaniu w Hiszpanii powstała komisja do spraw meczu, do którego dojdzie jutro w Sewilli. Na jej czele stanęła Irene Lozano, odpowiedzialna za sport w hiszpańskim rządzie. Jej ostatnie oświadczenie wznosi się na wyżyny kazuistyki. – Hiszpania nie uznaje Kosowa za niepodległe państwo i nie uczyni tego w związku z jednym meczem piłkarskim. Nie oznacza to jednak, że nie będzie brała udziału w rozgrywkach sportowych, w których uczestniczy Kosowo. Na tym polega walor sportu, że umożliwia takie wydarzenia pomijając dyskusje dotyczące spraw politycznych – powiedziała.
Materia jest bardzo delikatna. Gdy w oficjalnych materiałach hiszpańskiej federacji zaczęła się pojawiać informacja, że jej reprezentacja rozegra mecz z reprezentacją „terytorium” Kosowa, przed którym zostanie odegrana „pieśń z terytorium” Kosowa, władze bałkańskiego kraju oczywiście natychmiast ostro zareagowały. Uspokoiły je deklaracje RFEF, że zgodnie z normami UEFA i FIFA goście będą mogli posługiwać się wszelkimi symbolami narodowymi. Zaognioną sytuację zażegnała tak naprawdę dopiero jednak telefoniczna rozmowa szefa federacji piłkarskiej Kosowa Agima Ademiego z Ministrem Spraw Zagranicznych Hiszpanii Arantxą Gonzalez Layą. Ta miała wyjaśnić, że wszystko będzie wyglądało tak, jak podczas meczów Hiszpanii z takimi rywalami jak Walia, Szkocja, Irlandia Północna, Wyspy Owcze czy Gibraltar, które też są określane jako „terytoria”, więc w słowie tym nie ma niczego obraźliwego ani uwłaczającego. Zresztą, jeśli goście sobie tego nie życzą, mecz może zostać nazwany starciem Hiszpanii z reprezentacją „federacji piłkarskiej” Kosowa.
Kosowianom nie podobało się także to, że nie dostaną normalnych wiz wjazdowych jako obywatele Kosowa. Tu sprawę załatwiły oficjalne zaproszenia od rządu hiszpańskiego do odwiedzenia kraju. Zresztą legitymując się identycznymi papierami kilka tygodni temu zostali do Hiszpanii wpuszczeni piłkarze halowi klubu z Pristiny, którzy przybyli na mecz pucharowy do Barcelony. Natomiast wtedy z ekipą nie zostali wpuszczeni dziennikarze z Kosowa.
10 marca w rozmowie z „Marcą” Ademi grzmiał: „Kosowo jest takim samym członkiem FIFA jak każdy pozostały z 211 i UEFA jak każdy z 53. Nie zgodzimy się na żadne odstępstwo od protokołu i ceremoniału obowiązującego podczas rozgrywania meczów międzypaństwowych, wynikające z tego, że Hiszpania nie uznaje istnienia naszego państwa”. Jednak potem najwyraźniej uznał, że na okopaniu się na swoich pozycjach ani federacja, ani Kosowo nic nie zyskają. W końcu jego mieszkańcy mogą słyszeć hymn swojego kraju, wtedy gdy dla hiszpańskich będzie to „pieśń z terytorium Kosowa”. W końcu flaga Kosowa będzie powiewała na stadionie La Cartuja, choć nie dokładnie w tym samym miejscu, co zazwyczaj flagi innych rywali Hiszpanii.
Kto stanie przed najtrudniejszym zadaniem jutro? Otóż zdecydowanie telewizyjni komentatorzy tego meczu z publicznej stacji TVE. Im się bowiem łatwo nie wybaczy, jeśli w ferworze narracji powiedzą „reprezentacja Kosowa” zamiast „drużyna z terytorium Kosowa”. Będzie to może pierwszy mecz w historii futbolu, którego komentator zmieni się w sapera.
Leszek Orłowski
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 13/2021)
Tuchel zaskoczył powołaniami. Po raz kolejny brakuje gwiazdora
Thomas Tuchel ogłosił powołania na Ligę Narodów. W reprezentacji Anglii po raz kolejny zabraknie gwiazdora Manchesteru City. Kogo zobaczymy w kadrze Anglików?
Reprezentacja Polski straci potencjalnego reprezentanta? Otrzymał powołanie
Julian Zakrzewski Hall był piłkarzem przymierzanym do reprezentacji Polski ze względu na swoje korzenie. Coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że nie będzie mu dane zagrać w biało-czerwonych barwach.