Miał być dla Manchesteru United opcją tymczasową. Kimś, z kim będzie można przejść przez okres przejściowy, pomiędzy zwolnieniem jednego znanego trenera i związaniem się z kolejnym. Tymczasem Ole Gunnar Solskjaer spędził już ponad rok w fotelu menedżera jednego z największych klubów na świecie.
GRZEGORZ GARBACIK
W schyłkowym okresie pracy Jose Mourinho grę Czerwonych Diabłów oglądało się jak za karę – konflikty w szatni, rozrywające ją ego menedżera i bardzo słaba postawa na boisku. Nie kleiło się nic, kto uważnie śledził sytuację, ten musiał czuć pismo nosem, spodziewając się przestawienia wajchy. Doszło do tego w grudniu 2018 roku, a powierzenie sterów zespołu Solskjaerowi było usprawiedliwiane tym, że w środku sezonu bardzo trudno znaleźć fachowca z górnej półki, który chciałby wejść do luksusowej, ale nabierającej wody łodzi.
WYWALCZONE ZAUFANIE
David Moyes, Louis van Gaal czy Mourinho – wszyscy mogli się pochwalić dużo lepszym CV i większym dorobkiem trenerskim od Solskjaera. To jednak Norweg sprawił, że kibice klubu poczuli się niczym w wehikule czasu, jak za najlepszych czasów sir Aleksa Fergusona. Manchester United wygrał czternaście z dziewiętnastu spotkań pod wodzą tymczasowego menedżera, w tym to, o którym było głośno w całej Europie, pokonując na wyjeździe Paris Saint-Germain i skazywany na porażkę awansował przed rokiem do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. To właśnie wtedy na Old Trafford uznali, że postawili na właściwego konia. Konia, z którym na dłuższym dystansie będą mogli dobiec do mety jako pierwsi.
– To jest facet, który rozumie, czym jest Manchester United. Doskonale zna kulturę klubu. To po prostu właściwy człowiek na właściwym miejscu – tak nominację Solskjaera argumentował Ed Woodward, dyrektor generalny United. Czego w ciągu tego nieco ponad roku udało się Solskjaerowi dokonać? Co takiego zmienił, że na Old Trafford mogą spoglądać w przyszłość z optymizmem, a przynajmniej z umiarkowaną nadzieją?
PRAWO SOLSKJAERA
Po pierwsze, szybko oczyścił atmosferę w szatni, którą przed jego wejściem do niej można było ciąć nożem. Każdy z piłkarzy dostał u niego czystą kartę, nawet Paul Pogba, który został skreślony przez Mourinho i wydawało się, że jego czas w klubie dobiega końca. U nowego menedżera Francuz w dziesięciu pierwszych spotkaniach strzelił dziewięć goli i zaliczył cztery asysty, stając się wreszcie liderem, którego w nim od początku widziano. Co ważne, pozytywne nastawienie i stanie frontem do drużyny to nie był wyjątek, a reguła obowiązująca nawet wtedy, gdy Manchester grał słabiej. Zawodnicy wyjęci spod toksycznego klosza Mourinho znowu zaczęli się uśmiechać i czerpać radość z gry, co jest fundamentem pod budowę mistrzowskiej drużyny.
Po drugie, po zajęciu się absolutnymi podstawami nowy menedżer zaczął operować na zespole, jak na żywym organizmie. Tkanki martwe i takie, które mogły potencjalnie przynieść zakażenie wycinał, a na ich miejsce dokonywał przeszczepu zdrowych. Już w lecie pozbył się takich piłkarzy jak Matteo Darmian, Romelu Lukaku, Alexis Sanchez, Chris Smalling czy Antonio Valencia, a w następnej kolejności oddał Ashleya Younga i Marcosa Rojo. Cała ta mieszanka zawodników sprowadzanych przez poprzedników Solskjaera to gracze, którzy w mniejszym lub większym stopniu zawiedli, a chociaż niektórzy byli sporo warci, dla żadnego z nich nie przewidziano taryfy ulgowej.
Podpunkt drugi z kolei płynnie przechodzi w trzeci – napływ świeżej krwi z własnego punktu krwiodawstwa, a także przemyślane transfery, które bardzo szybko zaczęły się spłacać. Mason Greenwood czy Brandon Williams jako produkty akademii przebojem wdarli się do składu i otrzymują coraz więcej minut na boisku. Daniel James, Harry Maguire i Aaron Wan-Bissaka również bardzo szybko zaadaptowali się w nowym środowisku, chociaż po przeprowadzce z mniejszych klubów ciężar związany z noszeniem koszulki Czerwonych Diabłów mógł ich rzucić na kolana. Do tego wszystkiego w trakcie sezonu doszedł Bruno Fernandes, dziś określany mianem brakującego ogniwa w łańcuchu tak pieczołowicie wykuwanym w kuźni Solskjaera. Jeśli z kolei wierzyć medialnym pogłoskom, Manchester Utd chce po zakończeniu sezonu powalczyć o kogoś z dwójki James Maddison – Jack Grealish i trudno znaleźć kibica, który postawiłby weto przed takimi ruchami. Obaj to bowiem młodzi i utalentowani Anglicy, a przy tym już dziś gwiazdy Premier League. Kierunek jest więc jasny.
RZUCONA KOTWICA
Nie zawsze się jeszcze udaje, znajdą się osoby, które będą uważać, że ktoś taki jak Solskjaer nadaje się bardziej na wuefistę i nie ma żadnej filozofii futbolu. Tak się jednak składa, że ją ma, a widać to gołym okiem. Jego Manchester United ma grać przede wszystkim ładnie – tam, gdzie jest to możliwe. Norweg nie jest jednak fachowcem jednoformatowym. Jeśli trzeba, szczególnie w obliczu starć z mocnymi rywalami, nie waha się mieszać stylami, tak by na końcu wszystkich rachunków osiągnąć zamierzony cel. W taki właśnie sposób pokonał PSG, tak zatrzymał kroczący od wygranej do wygranej Liverpool, a także dwukrotnie w tym sezonie ograł Manchester City i Chelsea.
To, czego obecnie potrzeba Czerwonym Diabłom należy nazwać stabilizacją. Już w tym sezonie widać było przebłyski lepszych czasów majaczące na horyzoncie. Przed zawieszeniem rozgrywek United znajdowali się tuż za strefą dającą awans do Ligi Mistrzów, a dodatkowo wciąż liczyli się w wyścigu o triumf w Pucharze Anglii i Lidze Europy. Chyba jednak dopiero następna kampania będzie decydująca dla Solskjaera i da odpowiedź na pytanie: czy operowany przez niego pacjent wróci do zdrowia?
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 14/2020)
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.