– Całą winę za wynik biorę na siebie – zadeklarował Patryk Małecki po meczu w Kielcach. Przy prowadzeniu naszego zespołu, „Mały” nie wykorzystał rzutu karnego, który mógł ustawić spotkanie.
Pomocnik Wisły najbardziej obwiniał samego siebie, choć nie miał wątpliwości, że w kilku momentach cały zespół powinien zagrać inaczej i uniknąć błędów. – Po pierwszym golu, zamiast iść za ciosem, znowu stanęliśmy. Korona zaczęła stwarzać sobie sytuacje, choć to my powinniśmy kontrolować przebieg gry – analizował.
– Cieszyć może tylko, że Sergei znów obronił karnego, a my potrafiliśmy strzelić bramkę na 2:0, grając w dziesiątkę.
– Niestety, stałe fragmenty znów decydują o tym, że nie zdobywamy trzech punktów – mówił, mając na myśli swoją niewykorzystaną „jedenastkę” oraz piłkę meczową, którą do siatki Wisły wbili na spółkę Aleksandar Vuković i Cezary Wilk.