Jeszcze niedawno Radosław Majewski mówił na naszych łamach o udziale w Euro. Dziś piłkarz wydaje się całkowicie zrezygnowany. – Teraz jest już chyba po wszystkim – mówi gracz Nottingham Forest.
PilkaNozna.pl: – Niedawno Nottingham pokonało na Elland Road Leeds United aż 7:3, a pan spędził na boisku 84. minuty. Jak wrażenia, bo chyba niecodziennie gra się w tego typu zawodach? Radosław Majewski: – To prawda. Pierwszy raz grałem w takim. Muszę przyznać, że było to dziwne spotkanie. Straciliśmy przecież gola jako pierwsi, a potem już co trafienie, to ładniejsze. Taki mecz rzadko wychodzi i nie gra się go codziennie, ale w kolejnym spotkaniu chcemy zaprezentować się z takiej samej strony.
– Steve Cotterill był zadowolony z pana postawy na boisku? – Wydaje mi się, że po takim spotkaniu menedżer aż tak indywidualnie nas nie oceniał. Chociaż z drugiej strony ostatnio długo nie grałem, bo leczyłem kontuzję i na pewno trener patrzył na mnie w szczególny sposób.
– „Zwycięzców się nie sądzi”? – Tak. Wróciłem dopiero do składu i tak naprawdę byłem nieco zaskoczony, że od razu wskoczyłem do pierwszej jedenastki. Pewnie, mógłbym zrobić więcej. Strzelić gola lub mieć większy udział przy innych trafieniach, ale nie w tym meczu. Tym razem się nie udało. A trener? Skład na kolejny mecz pokaże, czy był zadowolony, czy miał jakieś uwagi.
– Atmosfera w szatni na pewno się poprawiła, ale sytuacja drużyny w tabeli npower Championship nadal jest daleka od ideału. Co się dzieje z Nottingham? – Przede wszystkim bardzo słabo zaczęliśmy. Później się troszeczkę odrodziliśmy, ale wiadomo, reszta rywali nie śpi i także gromadzi punkty. My z kolei przegraliśmy za dużo spotkań. Nawet jeśli graliśmy niezły futbol, to nie udawało nam się wygrywać. Przeplataliśmy porażki zwycięstwami i remisami. Z tego co się orientuje, to mamy na swoim koncie najwięcej przegranych spośród wszystkich zespołów w lidze. Na wszystkim jednak zaważył początek, potem było już ciężko gonić. Mieliśmy przecież moment, gdy wygraliśmy kilka meczów z rzędu, ale i tak nic to nie dało i nikogo nie dogoniliśmy.
– Przed sezonem na pewno nikt nie zakładał, że będzie was czekała walka o zachowanie ligowego bytu? – Niestety, cały czas tłuczemy się na 19, 20 czy 21 miejscu. Teraz z kolei trochę odskoczyliśmy od tego ścisłego dołu tabeli i trochę lepiej to wygląda. Przed sezonem nie mieliśmy jednak takich zamiarów. Chodziło nam awans do Premier League, a przecież nie mamy tak słabego składu, żeby pałętać się w okolicach strefy spadkowej. Celowaliśmy zdecydowanie wyżej, ale niestety tak się potoczyło i teraz trzeba jakoś z tego wyjść.
– Rozumiem, że w szatni nie ma obecnie tematu ewentualnego spadku z ligi. – Był taki moment, że byliśmy w tragicznej sytuacji, ale wtedy jakoś się podnieśliśmy. Wyglądało to bardzo słabo i szykowały się jakieś zmiany w klubie. Przecież zaliczyliśmy kilka porażek z rzędu, a przez sześć kolejek w ogóle nie mogliśmy zdobyć gola. Nie wyglądało to optymistycznie, ale teraz mamy pięć punktów przewagi nad zagrożoną strefą.
– W bieżącym sezonie ligowym zagrał pan w 19 spotkaniach i strzelił dwa gole. To dużo, czy mało? Jest pan zadowolony ze swojej gry w tym sezonie? – Nie. Nie jestem zadowolony z tego sezonu. Wszystko zaczęło się w miarę dobrze, bo na początku strzeliłem gola i miałem kilka niezłych spotkań. W ogóle… jeśli bierzemy pod uwagę także spotkania pucharowe, to mam trzy trafienia na swoim koncie, ale to nie są takie statystyki, które powalają na kolana. Było wiele meczów, w których brakowało mi szczęścia. Gdy potem oglądałem te spotkania na wideo, zawsze brakło jakiegoś dokładniejszego podania albo lepszego strzału. To już jednak za mną.
– Wydarzeniem ostatnich dni na Wyspach była tragedia na White Hart Lane w Londynie, gdzie Fabrice Muamba doznał zawału serca. Jak pana zdaniem wygląda stan opieki lekarskiej w angielskich klubach? Jak to wygląda w Nottingham? – U nas akurat co jakiś czas jest wykonywane echo serca. Aczkolwiek nie jest tak, że jesteśmy badani co roku. Teraz widać, że trzeba robić częściej takie badania, ale ja osobiście nie czuję się słaby… chociaż Muamba też pewnie nie czuł się źle, a widzieliśmy się jak to wszystko się skończyło.
– Być może Angielska Federacja Piłkarska i same kluby powinny bardziej rygorystycznie podejść do sprawy? – Możliwe, że już niedługo zostanie wprowadzony specjalny przepis o obowiązkowych badaniach, bo nie może być tak jest obecnie, że co jakiś czas napływają do nas wiadomości o podobnych przypadkach jak Muamby. Każdy się jednak będzie obawiał o swoje zdrowie, bo nie wiadomo kiedy człowieka takie coś spotka. Doszły mnie już słuchy, że bodajże Roberto Mancini nakazał w swoim klubie przeprowadzenie bardzo drobiazgowych badań co pół roku.
– Gra pan w Nottingham od dłuższego czasu. Czy to przystań na przyszłość, czy może jednak myśli już pan o zmianie otoczenia? – Ja jestem raczej ambitny chłopak, ale w takich chwilach wychodzi, jak przewrotny jest futbol. Przez dwa ostatnie lata biliśmy się o Premier League, a ja sobie bardzo dużo obiecywałem. Myślałem, że odejdę, zmienię klub, byłem już tak blisko, a tu leci trzeci sezon w Nottingham. A ja przecież nie grałem za dużo. Zdarzały się urazy… Niestety taka jest piłka – całkowicie przewrotna.
– Aktualny sezon daje jakieś widoki na lepszą przyszłość? – Trudno powiedzieć. Teraz, gdy przez jakiś czas nie grałem i byłem kontuzjowany, różne myśli człowiekowi do głowy przychodziły. Zastanawiałem się nawet czy nie wrócić do Polski. To jednak nie w moim stylu. Chcę udowadniać, że nie zasługuję na siedzenie na ławce. Za każdym razem, gdy wychodzę na boisko, przypominam sobie o tym. Gdy graliśmy w play – off’ch, w ogóle się o tym nie myślało. Teraz dostrzegam o wiele więcej rzeczy…
– Skoro już jesteśmy przy przegranych play – off’ach w poprzednim sezonie… Chyba żal ich podwójnie, bo Radosław Majewski grający z Nottingham w Premier League miałby o wiele większe szanse na powołanie od Franciszka Smudy. – Na pewno, ale do tego nie ma już powrotu. Jak mogę po prostu wyciągnąć wnioski i grać lepiej w kolejnych spotkaniach. Jeśli zaś chodzi o same play – off’y, to pokazały one, że jeszcze nieco nam brakuje. Niby mieliśmy dobry skład, ale mimo tego coś nie zagrało. Co nam jednak zostało? Czasami z chłopakami, którzy byli wtedy w drużynie, wspominamy sobie te spotkania, ale wiadomo, że już niczego nie zmienimy.
– Mówił pan, że myślał w trudnych chwilach o powrocie do Polski. Czy to jakoś przekładało się na konkretne zainteresowanie, oferty, czy raczej nie było tematu? – Nie było żadnych ofert. Po prostu byłem w takim momencie, że nie zagrałem w czterech kolejnych meczach i rozmawiałem z menedżerem o swojej przyszłości. Akurat był styczeń i tego typu myśli pojawiły się naturalnie. Czy może nie wrócić do Polski? Czy nie byłoby lepiej gdyby wybrać właśnie taki kierunek? Wtedy miałem jeszcze to światełko w tunelu w postaci EURO 2012, ale teraz już nie za bardzo się skupiam na tym turnieju.
– Już definitywnie stracił pan nadzieję na telefon od selekcjonera? – Teraz jest już chyba po wszystkim. Owszem, walczę i próbuje, ale jest już chyba za późno. Za późno, w sensie czasu, który został na zaprezentowanie się selekcjonerowi. Trener też musi mieć przecież jakieś podstawy żeby mnie powołać, a jeśli ja nie grałem w meczach ligowych, to ciężko żeby na mnie postawił. Teraz jest już za późno i myślę głównie o klubie. Co będzie dalej? Zobaczymy co się stanie do czerwca.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.