– Cieszę się, że drużyna zaczęła grać widowiskowo. W wielu spotkaniach byliśmy drużyną, która nie odnosiła wymęczonych zwycięstw tylko zdobywała bramki po pięknych akcjach – rundę jesienną w rozmowie z legia.net podsumował asystent Macieja Skorży – Jacek Magiera.
– Odkąd jestem w Legii to zawsze traciliśmy szanse na mistrzowski tytuł właśnie w meczach z rywalami teoretycznie słabszymi. Wygrywaliśmy z czołówką, a punkty traciliśmy z drużynami takimi jak Cracovia czy Podbeskidzie – zauważył Magiera.
– Nie sądzę aby był to problem z motywacją gdyż każdy sportowiec jest ambitny i traktuje grę w piłkę jako sposób na życie, jako sposób na zarabianie pieniędzy. Zawodnicy mają premie za wygrane spotkania, a po porażkach nie mogą na nie liczyć. Problemem jest chyba założenie, że wcześniej czy później bramka padnie. Z Podbeskidziem chcieliśmy mecz wygrać na stojąco, obudziliśmy się kiedy było już 0:2. Podobnie było ze Śląskiem – choć z tej porażki wyciągnęliśmy wiele wniosków, które przydały nam się w meczu w Moskwie. Porażka ze Śląskiem boli, ale bardziej żałujemy straconych punktów z innymi rywalami – kontynuował członek sztabu szkoleniowego warszawskiej Legii.
– Cieszę się, że drużyna zaczęła grać widowiskowo. W wielu spotkaniach byliśmy drużyną, która dominowała, drużyna nie odnosiła wymęczonych zwycięstw tylko zdobywała bramki po pięknych akcjach. Wielkim plusem jest też fakt, że zawodnicy którzy w poprzedniej rundzie się gdzieś zatracili teraz byli ważnymi postaciami zespołu – przykład Maćka Rybusa jest chyba najlepszy. Dobrze też, że wielu młodych chłopaków wywodzących się z naszej Akademii trafiło do pierwszego zespołu i wykorzystało otrzymaną szansę. To cieszy i daje też sygnał do dalszej wytężonej pracy z nimi, nie możemy się zdrzemnąć i niczego zaniedbać przestrzegał Magiera.