Już
w środę Legia Warszawa rozegra drugi mecz przeciwko Realowi Madryt
w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Niestety, w wyniku kar nałożonych
na polski klub przez UEFA spotkanie odbędzie się bez udziału
publiczności. Do tej kwestii odniósł się trener Jacek Magiera
podczas wtorkowej konferencji prasowej.
–
Dla nas decyzja UEFA jest bardzo trudna. Musimy ją zaakceptować
jako klub. Ten mecz będzie dla nas szczególnie trudny, czujemy
zawstydzenie, to nie powinno się przytrafić. Robimy wszystko, by
Legia Warszawa po raz ostatni rozgrywała pojedynek na pustym
stadionie – powiedział Magiera. – Bez publiczności jest jak gra
nie na swoim stadionie. Mury stadionu to jedno, dusza stadionu –
drugie. Wiem, że kibice będą dopingować spod stadionu, ale to nie
to samo. Mamy wspaniałych kibiców, zasługują żeby pokazywać ich
w Europie, robią nieprawdopodobny doping. Nasi przeciwnicy się już
o tym przekonali. Mam nadzieję, że kiedy Real w następnych latach
przyjedzie jeszcze raz, zobaczy na Łazienkowskiej pełne trybuny –
dodał szkoleniowiec Wojskowych.
Rozegrany
dwa tygodnie temu pierwszy mecz Realu z Legią zakończył się
zdecydowanym zwycięstwem Królewskich. Na Estadio Santiago Bernabeu
gospodarze wygrali 5:1, a łupem bramkowym podzielili się wówczas
Gareth Bale, Alvaro Morata, Marco Asensio, Lucas Vazquez, a także
Tomasz Jodłowiec (gol samobójczy). Honorową bramkę dla mistrzów
Polski zdobył z rzutu karnego Miroslav Radović.
Spotkanie
Legia Warszawa – Real Madryt odbędzie się w środę, 2 listopada.
Pierwszy gwizdek sędziego zabrzmi punktualnie o godzinie 20:45.
Burza po meczu Barcelony. UEFA ma podjąć radykalną decyzję
Nie milkną echa hitowego meczu Ligi Mistrzów. Atlético Madryt wygrało 2:0 z FC Barceloną na Camp Nou i jest o krok od awansu do półfinału. Jednak więcej niż o wyniku mówi się dziś o pracy sędziego.
Potężna kontrowersja w meczu Barcelony z Atletico. Sędziowie nie zauważyli ręki?
W drugiej połowie spotkania FC Barcelony z Atletico doszło do kuriozalnej sytuacji. Le Normand chwycił piłkę ręką po podaniu od swojego bramkarza. Żaden z sędziów nie zauważył tego zagrania.