Trener Wisły Kraków, Robert Maaskant nie narzeka na sytuację kadrową swojego zespołu przed hitowym spotkaniem z Lechem. – Wszyscy są zdrowi. Rafał Boguski trenuje już normalnie, do dyspozycji wraca Nourdin Boukhari – powiedział szkoleniowiec przed środowym spotkaniem.
Holender przyznaje, że w obecnej sytuacji większa presja spoczywa na przeciwnikach „Białej Gwiazdy”. Zapewnia również, że drużyna jest obecnie znacznie lepsza niż ta, która zagrała w Poznaniu jesienią. – Wówczas to był nasz pierwszy poważny wyjazdowy test. Wyglądał dobrze do mniej więcej 55-60 minuty. Prowadziliśmy 1:0, drużyna miała przewagę… – przypomina.
Od tego czasu jego zespół tych testów przeszedł więcej, a dodatkowo został wzmocniony personalnie. – Nie mieliśmy dość doświadczenia i jakości. Uważam, że od tamtego meczu wielu piłkarzy rozwinęło się indywidualne. Trzeba też pamiętać o tym, że gramy u siebie.
Maaskant nie zdecydował jeszcze, czy zagra z dwoma defensywnymi pomocnikami, jak w Gdańsku. – Lechia i Lech to różne drużyny, grające także różnym systemem. Oba zespoły muszą dostosować swoją grę do przeciwnika – enigmatycznie odpowiada Holender. Kandydatów do występu w środku, obok „Sobola” i Meliksona, jest trzech – Siwakow, Wilk i Jirsak. Miejsce tylko jedno.
Szkoleniowiec Wisły oczywiście komplementuje rywala, uważając za bezsprzecznie jedną z najlepszych ekip w Polsce. – Jesteśmy na pierwszym miejscu, Lech na ósmym, ale między innymi gra w pucharach pokazała jego prawdziwy potencjał – podkreśla Maaskant.
Choć Robert Maaskant podkreśla, że to Wisła cały czas jest w komfortowym położeniu, mając przewagę nad resztą stawki. Dodaje jednak, że w dwóch najbliższych tygodniach każdy mecz jest jak finał. Na wagę mistrzowskiego tytułu.
Frederiksen odbija piłeczkę do Papszuna! „Nie wiem, czy wie, czym są duże mecze”
Niels Frederiksen postanowił odpowiedzieć Markowi Papszunowi. Szkoleniowiec Lecha Poznań odniósł się do zarzutu, że Kolejorz zawodzi w ważnych meczach.