Do gry w piłkę miał wrócić dopiero w 2014 roku, ale jego determinacja spowodowała, że na boisku pojawił się jeszcze w rundzie jesiennej. W ostatnim meczu z Hoffenheim strzelił nawet jedną z bramek. Łukasz Piszczek przyznaje jednak, że nie jest jeszcze gotowy do gry na 100 procent.
– Jeśli chodzi o wydolność, to nie mam już tego problemu. Jak widać, mogę zagrać 90 minut i jestem w stanie wytrzymać trudy meczu. Oczywiście sam fakt, że zagrałem całe spotkanie, jeszcze o niczym by nie świadczył, bo przecież różnie można się zaprezentować. W sobotę po spotkaniu przyjrzałem się moim statystykom i były obiecujące, bo praktycznie takie same jak sprzed kontuzji. Przebiegłem blisko 12 km i wykonałem 39 sprintów. To zadowalający wynik – ocenił Piszczek w rozmowie z Faktem.
– Nad czym mogę jeszcze popracować? Na pewno nad dynamiką i siłą. Ale tak jak mówiłem wcześniej, te elementy mogą przyjść jedynie z grą. Ciężko być gotowym w stu procentach bez okresu przygotowawczego. Mnie on ominął ze względu na kontuzję. Dlatego jeszcze potrzebuję trochę czasu, aby powiedzieć, że wróciłem na sto procent – dodał prawy obrońca Borussii Dortmund.