Lukas Lerager: Mam wrażenie, że inne kluby zazdroszczą Widzewowi [WYWIAD]
Z FC Kopenhagą sięgnął po trzy mistrzostwa i dwa krajowe puchary, wcześniej z powodzeniem występował w Serie A i Ligue 1. Ma na koncie kilkadziesiąt spotkań w europejskich pucharach, dziesięć występów w reprezentacji Danii, był na mundialu. No i Lukas Lerager jest jednym z nielicznych nabytków Widzewa Łódź w erze Roberta Dobrzyckiego, który nie zawodzi.
Jesienią grałeś w Lidze Mistrzów przeciwko Borussii Dortmund i Tottenhamowi, teraz walczysz o utrzymanie w Ekstraklasie. Awansem sportowym tego nazwać nie można.
Widzew skusił mnie swoimi mocarstwowymi planami – mówi Lukas Lerager. – Tym, że Robert Dobrzycki chce stworzyć krajowego hegemona. Wiem, jak to brzmi obecnie, gdy walczymy o utrzymanie, ale z upływem czasu będzie coraz lepiej. Sytuacja Widzewa wynika w znacznej mierze z tego, ilu nowych zawodników pojawiło się w dwóch ostatnich oknach transferowych w klubie. Jedną najważniejszych rzeczy w piłkarskiej szatni są relacje między zawodnikami – potrzebujemy czasu, aby się zgrać i poznać również jako ludzie. To się na pstryknięcie palcem nie wydarzy. Być może w krótkim czasie doszło do zbyt dużej liczby roszad i teraz musimy zmierzyć się z ich efektem.
PROBLEMY WIDZEWA. „TRUDNO JEST W TAK KRÓTKIM CZASIE ZBUDOWAĆ DRUŻYNĘ”
Czyli liczba zmian, do których doszło w zespole, jest największym problemem Widzewa?
Takie jest moje zdanie. Największe kluby w Europie nigdy nie wymieniają niemal całej kadry za jednym zamachem. Trzon zespołu zawsze stanowią zawodnicy, którzy grają razem od trzech, czterech lat. Jeśli nawet dochodzi do gruntownych zmian, są przeprowadzane stopniowo. Real Madryt Zinedine’a Zidane’a trzy razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów, grając praktycznie takim samym składem. Jestem przekonany, że jednym z kluczowych czynników, który wpłynął na jego sukces, było właśnie to, że piłkarze i sztab znali się na wylot. Nie zrozum mnie źle – nie chodzi o to, że porównuję Królewskich do Widzewa, chodzi o to, że trudno jest w tak krótkim czasie zbudować drużynę.
Spodziewałeś się, że czekają was wiosną takie perturbacje?
Nie zakładałem tego, ale Ekstraklasa jest specyficzna. Niektórzy mówią, że im krócej jesteś w posiadaniu piłki, tym lepiej. Może jest w tym trochę prawdy? Czuć, że przygotowanie fizyczne stoi na wysokim poziomie – dużo jest walki, tak zwanych drugich piłek, które trzeba zbierać w środku pola, stałych fragmentów… Liga jest niesamowicie wyrównana – nie spotkałem się jeszcze z takimi rozgrywkami, choć słyszałem, że ten sezon jest też pod tym względem szczególny, że w poprzednich latach tabela nie była aż tak spłaszczona. W większości spotkań trudno wskazać wyraźnego faworyta. Chyba właśnie to jest dla mnie największym zaskoczeniem, jeśli chodzi o tutejsze rozgrywki.
Presja walki o zachowanie ligowego bytu zaczęła plątać wam nogi?
W moim pożegnalnym filmie, gdy opuszczałem Kopenhagę, zostałem zapytany o to, co najbardziej mi się podobało z perspektywy pięciu lat spędzonych w klubie. Odpowiedziałem, że właśnie presja. Oczekiwania względem mnie to coś, co mnie napędza, więc aktualna sytuacja nie ma na mnie negatywnego wpływu. Noga mi w kluczowym momencie nie zadrży. Każdy ma świadomość powagi sytuacji, w której się znajdujemy, ale nie możemy się załamywać. Oczywiście każdy mecz ma teraz olbrzymi ciężar, ale nie może to być dla nas jakąkolwiek wymówką – musimy stawić temu czoła.
A może ktoś w klubie po prostu pokpił sprawę, wychodząc z założenia, że przy takich wzmocnieniach to po prostu musi ruszyć? Może Widzew zgubiła pycha?
Wręcz przeciwnie – w klubie każdy podchodzi do tego, co się dzieje, z dużą pokorą. Mam natomiast wrażenie, że inne kluby zazdroszczą Widzewowi tego, jak stara się rozpychać na rynku transferowym i nie tylko. Robert Dobrzycki całe życie ciężko pracował na to, by móc spełnić marzenie o nabyciu klubu. Otwarcie mówi o tym, że jest to projekt, na którym nie chce zarabiać. To coś, co chciałby usłyszeć kibic każdego klubu na świecie – zwłaszcza że nikt nie ma wątpliwości co do szczerości intencji pana Dobrzyckiego. Z drugiej strony – poniekąd rozumiem oczekiwania z zewnątrz, bo jeśli w tak krótkim okresie wydajesz tyle pieniędzy, rozbudzasz wyobraźnię fanów, którzy chcieliby, by wyniki przyszły natychmiast. Widać, że pracownikom w klubie bardzo zależy na tym, by klub wchodził na coraz wyższy poziom. Buduje się ośrodek treningowy, właściciel za własne pieniądze wymienił murawę na stadionie – mamy wszystko, czego potrzebujemy. Nie sądzę jednak, że Widzew jest pyszny. Ja na pewno tego nie odczuwam.
NIEPOWODZENIE JOVIĆEVICIA. „TO NIE JEST TAK, ŻE PO ZAWODNIKACH TO SPŁYWA”
Jak współpracowało ci się z Igorem Jovićeviciem?
Trzeba to jasno powiedzieć – w większości przypadków to piłkarze są odpowiedzialni za zwolnienie trenera, to jest porażka w pierwszej kolejności trenera, w drugiej właśnie zawodników. Na pewno Igor dawał dużo energii, dobrze współpracowało mi się z jego sztabem szkoleniowym. W niektórych meczach za jego kadencji brakowało nam jednak trochę szczęścia – to były wyrównane spotkania. Mam wrażenie, że w 80 procentach spotkań w Polsce ten, kto pierwszy strzeli gola, wygrywa. Pod tym względem jest to bardzo niewdzięczna liga, zespoły są uporządkowane taktycznie, potrafią nisko się bronić, przez co w ataku pozycyjnym często biliśmy głową w mur.
Można było odnieść wrażenie, że to bardziej motywator, człowiek stawiający na dobrą atmosferę, niż taktyk.
Nie uważam tak. Nie mogę powiedzieć złego słowa na Jovićevicia. Czasem tak po prostu jest, że nie widać światełka w tunelu, jeśli chodzi o wyniki, a to one są w ostatecznym rozrachunku najistotniejsze. Tak uznali ludzie w klubie i zdecydowali się na zmianę szkoleniowca. To nie jest łatwe, gdy trener jest zwalniany, bo masz świadomość, że przyczyniłeś się do tego. To nie jest tak, że po zawodnikach to spływa.
W Kopenhadze twoje relacje z trenerem Jacobem Neestrupem bywały różne. Potrafiłeś otwarcie powiedzieć, gdy coś ci się nie podobało.
Mieliśmy bliską relację, wiedziałem, na co mogę sobie pozwolić. Nie boję się odezwać, gdy czuję na boisku, że coś nie funkcjonuje tak, jak powinno. Jako doświadczony zawodnik jestem odpowiedzialny za zespół, więc czasem wskazówka dla trenera odnośnie tego, jak dany element naszej gry wygląda z boiska, może być przydatna. Oczywiście nie ma on obowiązku brać jej pod uwagę, to on na końcu jest szefem, ale taka dyskusja może często przynieść korzyści.
Od którego ze szkoleniowców, z którymi do tej pory współpracowałeś, można było najwięcej wyciągnąć?
Od Gustavo Poyeta, z którym spotkałem się w Bordeaux. Podobało mi się to, jak zarządzał zespołem, inspirował, zarażał pozytywną energią. Miał świetne wyczucie, jak budować relacje z zawodnikami. Był z nami blisko, a jednocześnie potrafił trzymać pewien dystans. Szybko potrafił wpoić drużynie założenia taktyczne, nakreślić je tak, że wiedziałeś, co masz robić. Kiedy teraz się nad tym zastanawiam, najwięcej obrazów w mojej głowie pojawia się właśnie ze współpracy z nim. Prawdę mówiąc, mam tak, że zwracam uwagę na energię między ludźmi. Muszę kogoś czuć, by mu zaufać zarówno na boisku, jak i poza nim.
POCZĄTEK KADENCJI VUKOVICIA. „MAMY PROBLEM ZE STWARZANIEM SYTUACJI”
Jakie masz w takim razie wrażenia z pierwszych tygodni pracy Aleksandara Vukovicia w Widzewie?
Widać, że zna ligę, prowadził inne drużyny w Ekstraklasie, wie, jakie wymagania stawia ta liga…
Może właśnie to był problem Widzewa, że Jovićević i wcześniej Żeljko Sopić nie znali Ekstraklasy?
Nie sądzę. Za kadencji Vukovicia poprawiliśmy po prostu grę obronną. Pracujemy więcej nad defensywą, ale musimy poprawić również działania z piłką przy nodze, bo wygląda to mizernie.
Nie zdobywając bramek, utrzymać się nie da.
Z drugiej strony, jeśli będziemy zachowywać czyste konta, zawsze mamy gwarantowany przynajmniej ten punkt. Biorąc pod uwagę nasze położenie, nie ma co wybrzydzać. Nie jest tajemnicą, że mamy problem ze stwarzaniem sytuacji, więc tym bardziej nie możemy pozwolić sobie na tak proste tracenie bramek, jak na początku rundy, bo gonić wynik do tej pory było nam ciężko.
KIEPSKI POCZĄTEK BUKARIEGO. „WSZYSCY PATRZĄ NA NIEGO JAK NA PRODUKT”
Mocno obrywa się Osmanowi Bukariemu, najdroższemu zawodnikowi w historii Ekstraklasy, który jak na razie zawodzi na całej linii. Czego mu brakuje, aby zaczął prezentować się na miarę swoich możliwości?
Ludzie muszą zacząć patrzeć na niego jak na drugiego człowieka. Oczekują od niego, że skoro kosztował tyle pieniędzy, to powinien strzelić dziesięć goli w pierwszym meczu, w drugim dołożyć drugie tyle. Ma strzelać, podawać, asystować – wszyscy patrzą na niego jak na produkt, podczas gdy on pierwszy raz w życiu gra w Polsce. Dajmy mu trochę czasu, aby się zaaklimatyzował i wtedy oceniajmy. Podobnie jak w przypadku całego Widzewa, czas będzie działał na jego korzyść, bo to nie jest przypadkowy zawodnik. Osman też wybrał Widzew, bo przekonał go projekt i to nie jest tak, że on teraz będzie odcinał kupony. Na początku rundy nie pomagał mu też stan boisk, bo należy do zawodników, którzy lubią grę kombinacyjną, a wszyscy wiemy, jak wyglądały nawierzchnie.
To prawda, że nie przedłużyłeś kontraktu z Kopenhagą, ponieważ nie doszliście do porozumienia w kwestii jego długości?
Tak, klub zaoferował mi krótką umowę. Musiałbym też zejść aż o 50 procent z wynagrodzenia, dlatego nie zdecydowałem się przystać na tę propozycję.
CZAS W KOPENHADZE. „WIERZĘ, ŻE ZOSTAWIŁEM PO SOBIE JAKIŚ ŚLAD”
Kopenhaga w tym sezonie również drży o zachowanie ligowego bytu. Z czego wynika tak słaba kampania w wykonaniu twojego byłego klubu, który z tobą w składzie w czterech ostatnich sezonach trzy razy był przecież mistrzem Danii?
Kłopoty Kopenhagi wzięły się z tego, że nie została zachowana odpowiednia głębia składu. Gra na trzech frontach dała się mocno we znaki, teraz widzimy tego efekty. Sam doświadczyłem gry co trzy dni i chyba największym wyzwaniem była wtedy regeneracja psychiczna. Ciało może się zregenerować w takim czasie, ale głowa bywa zmęczona. Niektórzy mogą mieć problem, aby utrzymać pełną koncentrację i podejść do kolejnego ligowego meczu, gdy dopiero co grali w europejskich pucharach. Kadra Kopenhagi nie została skonstruowana najlepiej, co rzutuje na rezultaty.
Czujesz się legendą Kopenhagi?
Nie, to chyba za duże słowa. Oczywiście reprezentowałem klub przez pięć lat, święciłem w jego barwach triumfy, ale to nie jest moja rola, by oceniać, czy zasługuje na taki status. Wierzę, że zostawiłem po sobie jednak jakiś ślad i ludzie będą mnie ciepło wspominać.
Który moment w klubie ze stolicy Danii uważasz indywidualnie za swój najlepszy?
Bramki zdobywane w Champions League. Trafiałem do siatki w spotkaniach z Manchesterem United, Galatasaray i Bayernem Monachium. Wspomnienia z tych meczów zostaną ze mną zapewne do końca życia.
GRA Z POLAKAMI. „ROZMAWIAŁEM Z GRABARĄ PRZED PODJĘCIEM DECYZJI O PRZENOSINACH DO WIDZEWA”
W przeszłości spotkałeś kilku Polaków na swojej drodze, między innymi Kamila Grabarę. Jak go wspominasz?
To całkiem zabawne, bo każdy mnie o to pyta. Do Kamila przylgnęła łatka gościa, który nie gryzie się w język. Trzeba to doceniać, bo jest wielu piłkarzy, którzy nie mają za wiele do powiedzenia, uciekają się do frazesów, które nic nowego nie wnoszą. Co do Kamila – nie mogę powiedzieć na niego złego słowa. W autobusie często siedzieliśmy nieopodal siebie podczas długich podróży na mecze wyjazdowe. Rozmawiałem z nim również przed podjęciem decyzji o przenosinach do Widzewa i zachwalał ten kierunek. Miałem okazję grać też z Kamilem Wilczkiem, który napisał mi wiadomość po tym, jak dołączyłem do Widzewa. To również świetny gość.
W Bordeaux spotkałeś też Igora Lewczuka, a w Genoi Filipa Jagiełłę.
To prawda, ale w Genoi z Jagiełłą nie grałem zbyt długo. Świetnie wspominam Włochy jako miejsce do życia, ale w klubie panował chaos. Co chwilę zmieniali się trenerzy i dyrektorzy sportowi i to między innymi z powodu tego zamieszania stamtąd odszedłem. Z kolei w szatni Bordeaux było niewielu piłkarzy, którzy potrafili mówić po angielsku, więc z Lewczukiem i kilkoma innymi zawodnikami trzymaliśmy się razem.
Swoją drogą, jeśli chodzi o ligę duńską, nurtuje mnie jedna kwestia – najwyższe miejsce w grupie spadkowej premiowane jest grą w europejskich pucharach. Co o tym sądzisz?
Dla mnie również jest to bardzo dziwne, powinno to zostać zmienione. Przede wszystkim jest to nie fair w stosunku do drużyn z grupy mistrzowskiej, które nie zajęły miejsc premiowanych grą na międzynarodowych arenach. Sam zadaję sobie czasem pytanie, co autorzy tych zasad mieli na myśli? Być może wynika to z tego, że część drużyn grałaby po prostu w pewnym momencie sezonu o nic, mając zapewnioną odpowiednią przewagę nad strefą spadkową, ale to dość karkołomne wytłumaczenie.
Reprezentacja Danii, podobnie jak nasza kadra, na tegoroczny mundial się nie wybierze. Ty miałeś okazję być na mistrzostwach świata w 2018 roku.
Może odegrałem w Rosji marginalną rolę, bo pojawiłem się na boisku w samej końcówce meczu z Francją, ale na sam koniec będę mógł powiedzieć, że wystąpiłem na mistrzostwach świata. To jest coś, czego nikt mi nie zabierze. Jeśli chodzi o mecze w kadrze, zagrałem też w meczu z Polską w 2017 roku, w którym pokonaliśmy was aż 4:0. Mecze w narodowych barwach to coś, z czego jestem najbardziej dumny.
CV mogłaby pozazdrościć ci znakomita większość zawodników występujących w Ekstraklasie. A postawiłeś przed sobą jakiś cel, przechodząc do Widzewa?
Chciałem, abyśmy skończyli jak najwyżej, ale w obecnej sytuacji nie będę składał deklaracji – musimy po prostu utrzymać się w lidze. Jak już wspominałem, kiedy drużyna się ze sobą pozna, jestem pewien, że zaczniemy wyglądać lepiej i wyniki przyjdą. Ale o tym, na co nas będzie stać, możemy porozmawiać przed następnym sezonem.
1 Komentarz
najstarszy
najnowszyoceniany
Wbudowane opinie
Zobacz wszystkie komentarze
Pav
7 kwietnia, 2026 15:09
Kolesiowi coś siadło na głowę, może to wodogłowie?!
Patryk Małecki przesunięty do drugiej drużyny! Komunikat klubu
Patryk Małecki to były piłkarz m.in. Wisły Kraków, który od 2023 roku reprezentuje Avię Świdnik. Teraz III-ligowiec poinformował, że 37-latek (18 meczów w obecnym sezonie, 4 gole) został odsunięty od pierwszego zespołu.
Adrian Siemieniec i klauzula wykupu. Szczegóły kontraktu trenera Jagiellonii
Adrian Siemieniec przedłużył umowę z Jagiellonią Białystok do końca czerwca 2027 roku. Szkoleniowiec zabrał głos na temat założeń kontraktowych. Pojawił się też wątek klauzuli wykupu.
Prokurator umorzył dochodzenie w sprawie Goncalo Feio!
Po marcowym meczu Radomiaka z GKS-em Katowice doszło do awantury. Dariusz Wójcik, radny i pracownik klubu, uderzył ówczesnego trenera zespołu, Goncalo Feio, który wezwał policję, a potem rozwiązał kontrakt. Wiadomo, jak zakończyła się ta sprawa.
Lech Poznań jest liderem, na podium znajdują się Jagiellonia Białystok i Górnik Zabrze, a w strefie spadkowej są Widzew Łódź, Arka Gdynia oraz Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Sprawdź, jak wygląda tabela Ekstraklasy po poniedziałkowych spotkaniach.
Dwóch liderów w klasyfikacji strzelców Ekstraklasy
Karol Czubak oraz Tomáš Bobček przewodzą klasyfikacji strzelców PKO BP Ekstraklasy w sezonie 2025/26. Tuż za ich plecami czają się jednak Mikael Ishak i Jonatan Braut Brunes. Oto jak prezentuje się pełne zestawienie najskuteczniejszych zawodników trwających rozgrywek.
Kolesiowi coś siadło na głowę, może to wodogłowie?!