Przed piłkarzami Legii Warszawa piąty akt ich przygody z Ligą Mistrzów. Podopieczni Jacka Magiery zmierzą się we wtorkowy wieczór z Borussią Dortmund i chociaż nie będą faworytami, a wywalczenie przez nich przynajmniej punktu będzie sporą sensacją, to możemy się spodziewać, że tanio skóry na Signal Iduna Park nie sprzedadzą.
Czy piłkarzom Legii uda się postawić Borussii Dortmund? (foto: Ł.Skwiot)
Spotkanie w Dortmundzie będzie dla Legii już drugą okazją do zmierzania się z wicemistrzem Niemiec w tym sezonie. Pierwszy kontakt obu drużyn przy Łazienkowskiej zakończył się dla Wojskowych srogim laniem i klęską aż (0:6). Mecz ten był jednym z kamieni, które ruszyły lawinę i doprowadziły do zwolnienia Besnika Hasiego, co – jak pokazał czas – wyszło Legii jedynie na dobre. Pod wodzą Magiery drużyna w końcu zaczęła grać na poziomie godnym mistrza kraju, co przełożyło się na wyniki w ekstraklasie, a także przyzwoitą postawę w pucharach.
Jacek Magiera poprowadził Legię w trzech spotkaniach Champions League. Jego zespół przegrał w Lizbonie ze Sportingiem (0:2), jednak wstydu nie przyniósł, podobnie jak na Estadio Santiago Bernabeu, gdzie co prawda przyjął pięć goli od Realu Madryt, ale również podjął walkę i był bliski zdobycia więcej niż bramki honorowej. Prawdziwy hart ducha stołeczni pokazali jednak podczas rewanżowego spotkania z Królewskimi, kiedy to byli o krok od wygranej, a ostatecznie zremisowali (3:3).
Wszystko w grze Legii wygląda lepiej niż na początku sezonu, ale to jednak wcale nie oznacza, że w Dortmundzie będzie można ją uznać za równorzędnego partnera dla Borussii. Podopieczni Thomasa Tuchela pokonali przed kilkoma dniami Bayern Monachium w szlagierze ligi niemieckiej, a swoją dobrą formę będą chcieli potwierdzić na arenie międzynarodowej, tym bardziej, że wysoka wygrana może ich bardzo mocno przybliżyć do zajęcia pierwszego miejsca w grupie, co byłoby sporym handicapem przed fazą pucharową.
Jeśli więc ktoś liczył na to, że Niemcy podejdą do wtorkowego meczu w ulgowy sposób, ten raczej się zawiedzie. W klubie wszyscy doskonale wiedzą, że Legia wskoczyła już na właściwe tory i na pewno nie będzie tak nieporadnym zespołem jak we wrześniu. Co więcej, Tuchel poprawnie odczytuje znaki i wyciąga wnioski, dlatego nie będzie chciał dopuścić do sytuacji, w której jego drużyna, podobnie jak Real przy Łazienkowskiej, straci ważne punkty.
– Spodziewam się zupełnie innego przeciwnika niż podczas spotkania w Warszawie. Musimy zapomnieć o sytuacji w tabeli, a zwłaszcza o wyniku pierwszego meczu z Legią. Dokonam kilku zmian w składzie, aby część piłkarzy odzyskała świeżość. Pamiętajmy jednak, że nadal każdy punkt jest dla nas cenny. Wpuszczę na boisko tych zawodników, którzy będą w stanie zagrać na maksimum swoich możliwości. Musimy dać z siebie sto procent, aby odnieść zwycięstwo – powiedział trener BVB.
Jak więc widać, w wyjściowym składzie Borussii możemy spodziewać się kilku roszad, ale jest wątpliwe, by Tuchel zdecydował się na grę rezerwami. Niemal praktycznie wszystkie niemieckie media awizują do gry w podstawowej jedenastce Łukasza Piszczka, który znajduje się ostatnio w bardzo wysokiej formie.
Z wagi zbliżającego się meczu zdaje sobie również sprawę wspomniany Magiera, który uważa, że jego podopiecznych stać na podjęcia walki i postawienie się faworytowi. – Ten mecz z września był takim meczem, który włożyliśmy do szafy, zamknęliśmy ją i już w jej stronę nie patrzymy – powiedział podczas przedmeczowej konferencji.
– Takie mecze się zdarzają. Dzisiaj jesteśmy innym zespołem. Widziałem to spotkanie, mam swoje wnioski, ale nie będę do niego wracał w kontekście analizy jutrzejszego meczu. Zapominamy o nim i patrzymy w przód. Oglądałem BVB w meczu z Bayernem, to zespół bardzo dobry, ale to wiemy – dodał.
Jak wygląda sytuacja kadrowa po obu stronach barykady? W ekipie gospodarzy na pewno nie zobaczymy podstawowego bramkarza Romana Burkiego, który podczas meczu z Bayernem Monachium złamał rękę i będzie pauzował przez dwa miesiące. Wątpliwy jest również występ Marcela Schmelzera, Erika Durma, a także Marco Reusa, który przez kilka ostatnich dni uskarżał się na problemy z piętą. Jeżeli zaś chodzi o Legię, to do Dortmundu nie polecieli Thibault Moulin i Steveen Langil.
Przypomnijmy, że Wojskowych na Signal Iduna Park nie będą mogli dopingować kibice z Warszawy. Powodów? Po zamieszkach do jakich doszło w Madrycie, przed spotkaniem z Realem, UEFA postanowiła nałożyć na mistrza Polski zakaz wyjazdów zorganizowanych grup fanów. Co więcej, Borussia postanowiła iść o krok dalej i w dniu rozegrania zawodów nie będzie sprzedawała biletów w kasach. Ma to być swego rodzaju środek zapobiegawczy, który uniemożliwi zakup wejściówek kibicom z Polski, którzy stawią się w Dortmundzie dopiero we wtorek.
Z dopingiem czy bez niego, Legia nie będzie faworytem i dlatego trudno od niej oczekiwać zwycięstwa czy nawet remisu. To czego możemy jednak wymagać, to walka, pokazanie podobnego pazura jak w meczach z Realem i powiększenia dorobku strzeleckiego. Oglądając ostatnio zespół Magiery możemy jednak w ciemno zakładać, że mistrz Polski niemieckiego giganta się nie przestraszy.
Burza po meczu Barcelony. UEFA ma podjąć radykalną decyzję
Nie milkną echa hitowego meczu Ligi Mistrzów. Atlético Madryt wygrało 2:0 z FC Barceloną na Camp Nou i jest o krok od awansu do półfinału. Jednak więcej niż o wyniku mówi się dziś o pracy sędziego.
Potężna kontrowersja w meczu Barcelony z Atletico. Sędziowie nie zauważyli ręki?
W drugiej połowie spotkania FC Barcelony z Atletico doszło do kuriozalnej sytuacji. Le Normand chwycił piłkę ręką po podaniu od swojego bramkarza. Żaden z sędziów nie zauważył tego zagrania.