W normalnych warunkach starcie Arsenalu z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów byłoby wyczekiwane przez kibiców i można by je uznać za wielki szlagier. Tak by z całą pewnością było, gdyby nie wydarzenia, do których doszło w stolicy Bawarii przed kilkunastoma dniami, kiedy to Bayern rozbił Arsenal w puch i pył. Wynik (5:1) oznacza, że kwestia awansu do ćwierćfinału jest już praktycznie rozstrzygnięta, a w cud na Emirates Stadium nie wierzą już nawet najwięksi optymiści w szeregach kibiców Kanonierów.
Bawarczycy muszą w Londynie postawić kropkę nad „i”
Arsenal znajduje się ostatnio w bardzo poważnym kryzysie, a zawirowania wokół klubu nie sprzyjają osiąganiu dobrych wyników. Po sromotnej porażce w Monachium coś w ekipie Kanonierów pękło, czego najlepszym przykładem są bezustanne spekulacje na temat Alexisa Sacheza. Chilijczyk, który jest najlepszym zawodnikiem londyńczyków w obecnym sezonie, już dwukrotnie miał się zetrzeć ze swoimi kolegami, zarzucając im brak zaangażowania w grę i winiąc ich za wszystkie niepowodzenia.
Z tego właśnie powodu Sanchez został posadzony na ławce rezerwowych w meczu z Liverpoolem, który zakończył się porażką Kanonierów i mocno skomplikowało ich sytuacje w ligowej tabeli. Drużyna wydaje się być rozbita i można odnieść wrażenie – a jest to coraz popularniejsza opinia – że Arsene Wenger już definitywnie utracił kontrolę nad szatnią.
Francuz, którego umowa z klubem obowiązuje jedynie do końca czerwca, wciąż nie podjął decyzji na temat swojej przyszłości. Jego odejścia oczekują kibice, jednak władze Arsenalu zaproponowały mu nowy, dwuletni kontrakt. Nie wiadomo jednak, czy przy tak gęstej atmosferze i presji trybun, Wenger zdecyduje się na złożenie pod nim swojego podpisu.
Znajdujący się pod obstrzałem menedżer zdaje sobie sprawę z tego, że jego piłkarze staną we wtorkowy wieczór przed misją praktycznie niemożliwą. Arsenal potrzebuje bowiem zwycięstwa (4:0), by wyeliminować Bayern, co przy aktualnej formie obu drużyn i ich ogólnym potencjale wydaje się czymś nieosiągalnym dla Kanonierów.
– Będziemy atakować i starać się strzelać gole. Innego wyjścia nie mamy. Bayern to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy zespół w Europie. To czyni nasze zadanie bardzo trudnym. Nasza duma i honor są zagrożone. We wtorek chcę zobaczyć drużynę, która walczy – powiedział Wenger podczas przedmeczowej konferencji.
Jeśli zaś chodzi o Bawarczyków, to ich sytuacja jest bardzo komfortowa. W Bundeslidze piłkarze Carlo Ancelottiego pewnie kroczą po kolejne mistrzostwo Niemiec, dlatego Włoch nie ma powodów, by w meczu w Londynie zbyt mocno rotować składem. Możliwe, że kilku zawodników dostanie wolne, ale Bayern chce potwierdzić swoją wyższość nad Arsenalem także na jego boisku i dlatego powalczy o kolejne przekonujące zwycięstwo.
W akcji powinniśmy zobaczyć Roberta Lewandowskiego, który lubi mecze przeciwko Kanonierom i przeważnie kończy je z golem na koncie. Tak było w pierwszym spotkaniu, kiedy to Polak pokonał Davida Ospinę.
– Wiemy, że Arsenal rzuci się do ataku. Nasz rywal nie ma już niczego do stracenia i na pewno będzie bardzo groźny. Dlatego też my musimy być ostrożni i spróbować grać swój futbol. Uczuliłem na to moich zawodników. Powiedziałem im, że początek będzie kluczowy – wyznał Ancelotti.
Szkoleniowcy obu drużyn mają oczywiście swoje problemy kadrowe. Wiadomo, że w Arsenalu na pewno nie zobaczymy takich piłkarzy jak Mesut Oezil, Santi Cazorla i Mohamed Elneny. Jeśli zaś chodzi o drugą stronę barykady, to w Bayernie zabraknie Philippa Lahma i Jerome’a Boatenga.
Czy w związku z niemal rozstrzygniętym losem rywalizacji w tej parze, kibice mogą liczyć na emocje? Oczywiście. Obie drużyny powinny podejść do spotkania bez większej presji, co może zwiastować, że na Emirates Stadium zobaczymy niezły futbol i kilka goli.
Burza po meczu Barcelony. UEFA ma podjąć radykalną decyzję
Nie milkną echa hitowego meczu Ligi Mistrzów. Atlético Madryt wygrało 2:0 z FC Barceloną na Camp Nou i jest o krok od awansu do półfinału. Jednak więcej niż o wyniku mówi się dziś o pracy sędziego.
Potężna kontrowersja w meczu Barcelony z Atletico. Sędziowie nie zauważyli ręki?
W drugiej połowie spotkania FC Barcelony z Atletico doszło do kuriozalnej sytuacji. Le Normand chwycił piłkę ręką po podaniu od swojego bramkarza. Żaden z sędziów nie zauważył tego zagrania.