Lech z upragnionym zwycięstwem! Radomiak nie dał rady na Bułgarskiej
Po impasie czterech ostatnich meczów Lech Poznań wraca na szlak wygranych. Kolejorz wygrał z Radomiakiem w niedzielnym starciu 16. kolejki Ekstraklasy.
W czterech poprzednich meczach Lech Poznań zapisywał na swoje konto porażki i remisy. Kolejorz przełamał się jednak w meczu z Radomiakiem. Obecny mistrz Polski pokonał Radomiaka 4:1.
W trakcie pierwszej połowy niewiele się działo na boisku w Poznaniu. Częściej atakował Radomiak, w 36. minucie Capita mógł napocząć wynik spotkania, jednak skuteczną obronę zaliczył Bartosz Mrozek.
Tuż przed przerwą sędzia podyktował rzut karny dla Lecha Poznań. Piłka odbiła się od ręki jednego z graczy Radomiaka, arbiter zinterpretował to jako przewinienie i podyktował jedenastkę. „Wapno” na bramkę zamienił nie kto inny, jak Mikael Ishak.
W drugiej połowie Lech wyglądał już zdecydowanie lepiej i przeważał. W 52. minucie Pablo Rodrugiez trafił do bramki po wyłożeniu piłki przez Ishaka. Kilkanaście minut później szwedzki piłkarz trafił na 3:0. Napastnik Lecha mógł mieć nawet hat-tricka, ale jego gol z 66. minuty nie został uznany.
Radomiak w 73. minucie odpowiedział golem Elvesa Balde, ale pieczątkę nad zwycięstwem postawił w 89. minucie Yannick Agnero.
Lech dopisuje na swoje konto komplet oczek i dzięki porażce Rakowa wskakuje na 4. pozycję w tabeli. Radomiak po raz pierwszy przegrał pod wodzą Goncalo Feio i jest teraz na 7. pozycji.
Konstantinos Sotiriou doznał groźnie wyglądającej kontuzji podczas spotkania między Radomiakiem a Koroną Kielce. O szczegółach na pomeczowej konferencji prasowej opowiedział trener Jacek Zieliński.
Marek Papszun prowadził Legię Warszawa w trzech meczach, ale żadnego Wojskowi nie potrafili wygrać. Doświadczony szkoleniowiec zastanawia się nad tym stanem rzeczy.
Legia Warszawa nie wygrała już 12 meczu z rzędu, czym pobiła negatywny rekord z 1966 r. Po remisie z GKS Katowice, kibice Wojskowych znów dali pokazać swojemu niezadowoleniu, co nie spodobało się niektórym graczom stołecznego klubu.
13-ego w piątek, ani GKS, ani Legia nie potrafiły w Katowicach przechylić szali na swoją stronę. Bliżsi tego byli jednak gospodarze i to oni mogą bardziej pluć sobie w brodę.