Kulisy meczu Polska – Urugwaj: Bez obciachu i ciągnięcia łacha
Mecz reprezentacji Polski z Urugwajem wyraźnie nie udał się biało-czerwonym, ale i tak przejdzie do historii. Z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, od bardzo, baaaaardzo dawna na trybunach nie został zaintonowany słynny okrzyk: j.., j.. PZPN, a po drugie – nowy prezes związku Zbigniew Boniek, mimo kiepskiej gry i słabego wyniku, dostał brawa, a nie porcję gwizdów, gdy przed pierwszym gwizdkiem pojawił się na murawie, żeby uhonorować Roberta Lewandowskiego z okazji 50 występu w drużynie narodowej.
Być może ciepły odbiór kibiców był spowodowany troską, którą PZPN wreszcie wykazał o widzów. Oprócz występów zespołu cheerliderek i wsparcia finansowego grupy kibiców moderujących doping, to pracownicy federacji zadbali o nietypową oprawę, czyli największą kartoniadę w historii występów drużyny narodowej. W trakcie polskiego hymnu cały stadion zakwitł na biało-czerwono. Co wyglądało naprawdę imponująco. A po spotkaniu fani obecni na stadionie, którzy oczekiwali na możliwość wyjazdu z parkingów, mogli na stadionowych telebimach obejrzeć konferencje prasowe obydwu trenerów – Oscara Tabareza i Waldemara Fornalika.
Na trybunach obciachu na pewno więc nie było, okazało się, że PZPN i kibice mogą tworzyć jedną drużynę. Szkoda tylko, że na boisku już tak dobrze nie było. Urusi pokazali, iż są lepsi od zespołu budowanego przez Fornalika o co najmniej dwie klasy.
– Luis, Luis, podejdź choć na chwilę – krzyczeli fani reprezentacji Polski do Luisa Suareza, który zmierzał do autokaru reprezentacji Urugwaju po pokonaniu biało-czerwonych. Ale gwiazdor Liverpool FC był tego dnia nieosiągalny nie tylko dla kibiców, bo również dla mediów, a co najgorsze dla naszych piłkarzy.
Suarez zagrał znakomicie. Miał udział przy każdym golu strzelonym przez Urugwaj, a było ich przecież aż trzy. To jednak nie wszystko, bo właściwie każde dojście do piłki piłkarza, za którego The Reds w swoim czasie zapłacił ponad 25 milionów euro siało popłoch w polskiej defensywie. Momentami grał z naszymi obrońcami jak z trampkarzami zakładając im siatki. To był jego wieczór, zresztą Suarez potwierdził tylko to, co wiemy z boisk ligi angielskiej – że jest ostatnio w wybornej formie, że tylko do niego kibice Liverpoolu w tym sezonie nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń.
Bardziej rozmowna była za to druga wielka gwiazda, prędzej czy później (raczej prędzej) bohater wielomilionowego transferu, czyli Edinson Cavani. Rozmowna nie znaczy wcale, że wylewna, ponieważ napastnik włoskiego Napoli rozmawiał z dziennikarzami, oczywiście tymi z Urugwaju, całe 48 sekund. A potem też pobiegł do autokaru nie zważając na prośby polskich kibiców o złożenie autografu. – Mnie w trakcie meczu udało się zamienić z Edinsonem kilka słów, ale na pewno Cavani nie ciągnął ze mnie łacha. Nawet ze mnie nie żartował – powiedział już rozluźniony po spotkaniu Kamil Glik, który po męsku wziął na klatę odpowiedzialność za utratę dwóch goli. – To profesjonalista, więc doskonale pamięta, że przed tygodniem, kiedy nasze klubowe zespoły spotkały się w Serie A, to ja mogłem po meczu pożartować, ale nie zrobiłem tego. I to nie tylko dlatego, że i bez moich złośliwości był mocno sfrustrowany.
z Gdańska Adam GODLEWSKI, Przemysław PAWLAK fot. Ryszard ROGALSKI
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii: