Krajobraz po awansie Polski na Euro 2016. Apel o rozsądek
Awans reprezentacji Polski prowadzonej przez Adama Nawałkę do finałów mistrzostw Europy nie przeszedł w kraju, bo oczywiście nie mógł, bez echa. Szkoda tylko, że zamiast stanowić nowy początek, albo przynajmniej początek…. początku, z miejsca stał się powodem do kolejnych podziałów. Przedstawiciele mediów znów zostali zaszeregowani w zdecydowanej do siebie opozycji. Jako klakierzy PZPN, albo… chór wujów. Sytuacja wygląda tak, jakby w tym dobrym dla naszego futbolu momencie najbardziej brakowało zdrowego rozsądku.
Awansowaliśmy, ale to jeszcze nie jest „Złota Drużyna” (foto: Ł.Skwiot)
Obiektywna prawda jest taka, że selekcjonerowi i jego sztabowcom, a przede wszystkim Robertowi Lewandowskiemu i pozostałym kadrowiczom, należą się brawa i gratulacje. Przecież dwie edycje poprzednich kwalifikacji kończyły się sromotnymi porażkami reprezentacji i wielkim rozczarowaniem kibiców. Dla przypomnienia – batalię o udział w World Cup 2010 drużyna Leo Beenhakkera zakończyła (ale już bez Holendra, za to ze Stefanem Majewskim na ławce) za takimi potęgami jak Słowacja, Słowenia, Czechy i Irlandia Północna. Na piątym miejscu w grupie, z dorobkiem zaledwie 11 punktów. W eliminacjach MŚ ’14 w Brazylii było tylko nieznacznie lepiej. 13 oczek zapewniło czwartą pozycję w grupie, za Anglią, Ukrainą i Czarnogórą. Jeśli zatem przedmundialowe przedbiegi przyjmiemy jako punkt odniesienia – nikt nie powinien mieć wątpliwości, że obecna reprezentacja zrobiła postęp. I to znaczący.
(…)
Złota drużyna, czy tylko ozłocona przez konfetti?
Dlatego nie przyłączę się do grona krytyków głoszących, że pomeczowa feta na Stadionie Narodowym przerosła skalę sukcesu. Co prawda zgadzam się z argumentami, że forma świętowania było mocno wyśrubowana, ale przy obecnych władzach PZPN, to już standard. Przecież poziom organizacji finału Pucharu Polski także mocno przewyższał ten sportowy, nawet jeśli w decydującym meczu spotkały się Legia i Lech, czyli najmocniejsze sportowo zespoły poprzedniego sezonu. Zresztą w maju dysproporcja w jakości show oraz meczu była zdecydowanie większa; to znaczy złote konfetti i pokaźnych rozmiarów szampany, które strzeliły po zwycięskim spotkaniu z Irlandią, nie raziły wcale aż tak bardzo, żeby robić z tego zagadnienie. Tyle że problem pojawił się później, którym jest bez wątpienia tani związkowy triumfalizm. Na platformie ŁączyNasPiłka można było na przykład przeczytać: „To oni awansowali do Francji. Złota drużyna Adama Nawałki”. Niezależnie od, zapewne dobrych, intencji autorów, jest to już robienie krzywdy selekcjonerowi i zawodnikom. Rzeczywiście złota była przecież kiedyś na przykład jedenastka Kazimierza Górskiego, która przywiozła medale takiego koloru po triumfie w IO 1972 w Monachium. Już cztery lata później okazała się jednak „zaledwie” srebrna w Montrealu i polski trener wszech czasów zapłacił za takie potknięcie utratą posady.
Chodzi zatem o to, żeby nawet ministerstwo propagandy PZPN staranniej dobierało epitety i przykładało właściwe proporcje do osiągnięcia reprezentacji, której filarem jest Lewy. Na razie bowiem ten zespół, niewątpliwie obiecujący, rosnący w siłę, a zdaniem niektórych wręcz skazany na sukces we France 2016 został co najwyżej ozłocony pokaźną porcją konfetti w niedzielny późny wieczór 11 października.
(…)
Adam GODLEWSKI
Cały artykuł można znaleźć w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”