Miłe złego początki. Tak należy podsumować dzisiejszy występ piłkarzy Leicester City, które uległo Arsenalowi.
To nie był dobry tydzień dla Rodgersa i Vardy’ego. (fot. Reuters)
Z uwagi na ostatnie rozstrzygnięcia na niwie Ligi Europy. obie drużyny przystępowały do meczu w zupełnie odmiennych nastrojach. Gospodarze czuli zawód po porażce ze Slavią Praga, która przypieczętowała koniec marzeń o sięgnięciu po pierwsze międzynarodowe trofeum w historii klubu. Goście mieli powody do radości po tym, jak w dramatycznych okolicznościach wyeliminowali Benficę Lizbona. I jedni, i drudzy zamierzali jednak wybiec na murawę z czystymi głowami. W końcu zmagania ligowe to zupełnie inna para kaloszy, w których na razie lepiej prezentują się Lisy.
Dziś lepiej wypadli jednak Kanonierzy. Szybko stracony gol nie podciął im skrzydeł. Wprost przeciwnie, natchnął do walki, co zaowocowało odrobieniem strat z nawiązką.
Jedynego gola dla Leicester strzelił w 6. minucie Youri Tielemans. Była to tylko jaskółka, której zwiastowanie okazało się fałszywe. Jeszcze w pierwszej połowie Arsenal wyszedł na prowadzenie. Najpierw trafił David Luiz, potem poprawił Alexandre Lacazette.
Chwilę po przerwie bramkę numer trzy dla gości zdobył Nicolas Pepe. Jak się później okazało, Iworyjczyk zamknął tym samym wynik meczu i zapewnił swojej drużynie trzy punkty. Dzięki nim londyńczycy wspięli się na dziewiąte miejsce w stawce. Leicester nadal jest trzecie, ale jego forma może napawać pesymizmem.
Z hukiem spadli z Premier League. To może być ich nowy trener
Burnley nie ma już nawet matematycznych szans na utrzymanie się w Premier League. Do końca sezonu zespół poprowadzi Michael Jackson, który tymczasowo przejął schedę po Scottcie Parkerze. Tymczasem media wskazały menedżera mogącego od przyszłego sezonu na stałe przejąć stery w ekipie The Clarets.