Kolejny mecz Piasta na zero z przodu. Bezbramkowy remis w Lublinie
Mniej więcej około 70. minuty meczu Motoru Lublin z Piastem Gliwice zaczęliśmy się zastanawiać, co, jeśli zespół z Górnego Śląska już nigdy nie strzeli gola?
W trudnym położeniu znalazł się na początku kadencji w Piaście trener Max Moelder. Gliwiczanie mają olbrzymi kłopot z trafianiem do siatki, co w sobotę po raz kolejny się potwierdziło. W starciach z Górnikiem Zabrze oraz Wisłą Płock stracili trzy gole i nie strzelili ani jednego. Drużyna z Okrzei może czuć się również pokrzywdzona, ponieważ spotkanie z Motorem Lublin było dopiero jej trzecim występem w tym sezonie. Legia Warszawa i Lech Poznań skorzystały bowiem z możliwości przełożenia potyczki z zespołem z Górnego Śląska z powodu występów w europejskich pucharach.
Goście od początku przejęli kontrolę w środku pola, zyskując optyczną przewagę, choć przydarzyło im się też kilka groźnych strat. Naprawdę nieźle prezentował się wszędobylski Quentin Boisgard, na skrzydle sporo problemów defensorom Motoru sprawiał z kolei Leandro Sanca. Na marginesie ten pierwszy mógł w naszej opinii przed przerwą wylecieć z placu gry za faul na Jakubie Łabojce. Sęk jednak w tym, że Piast był w swoich poczynaniach po raz kolejny daremny. Gliwiczanie trafili dziś na bardzo kiepsko dysponowany Motor i nie potrafili stworzyć sobie właściwie ani jednej stuprocentowej sytuacji do zdobycia bramki. Co więcej, od 80. minuty drużyna Mateusza Stolarskiego musiała radzić sobie w osłabieniu po tym, jak czerwoną kartkę za przewinienie na Grzegorzu Tomasiewiczu zobaczył Kacper Karasek.
Nie będziemy wam ściemniać – to nie były pasjonujące blisko dwie godziny z Ekstraklasą. Nad trenerem Moelderem za chwilę zbierać zaczną się bardzo ciemne chmury. I kompletnie nas nie zdziwi, jeśli będzie to pierwszy zwolniony szkoleniowiec w tym sezonie, bo Piast wygląda jak murowany kandydat do spadku.