Wspomnienie wysokiej wygranej z Chelsea już dawno minęło, teraz głównym wątkiem wokół Manchesteru United jest pogrążanie się w przeciętności.
MICHAŁ ZACHODNY
A mowa przecież o klubie, który biznesowo funkcjonuje coraz prężniej. Kto zatem zdoła ten aspekt wreszcie przekuć w sukces sportowy? Mason Greenwood w tydzień strzelił z gry więcej goli niż Marcus Rashford w ostatnim półroczu. W dwudziestu spotkaniach przed poniedziałkowym starciem z Arsenalem, Manchester United nie był w stanie strzelić więcej niż jednego gola w aż 17 przypadkach. Ligowa forma zespołu Ole Gunnara Solskjaera jest dokładnie taka sama, jak w okresie kończącym pracę Jose Mourinho. Norweg przegrał niemal połowę spotkań odkąd podpisał z klubem stały kontrakt. Na wyjeździe nie wygrał od siedmiu meczów.
Kasa się zgadza
Mnóstwo jest liczb i ciekawostek sygnalizujących, że na Old Trafford daleko jest do pełnej optymizmu atmosfery z pierwszych miesięcy pracy Solskjaera w United. Nie ma już radosnego stylu, agresywności czy po prostu zaciętości w jego młodej drużynie, jest za to pełno znaków zapytania i ratowanie się defensywą.
Problemy podkreśliło spotkanie Pucharu Ligi z Rochdale. Owszem, w składzie United na Old Trafford wyszło kilku rezerwowych lub utalentowanych młodzieżowców – Axel Tuanzebe nawet zasłużył na opaskę kapitana – ale obok nich grali między innymi Marcos Rojo, Phil Jones, Fred czy wreszcie Paul Pogba. I nawet 31 strzałów nie wystarczyło, by pokonać w regulaminowym czasie rywala z trzeciej ligi. Fani musieli czekać ponad godzinę na gola Greenwooda, a i tak kilka minut później wyrównał 16-letni boczny obrońca gości, w konsekwencji doprowadzając do rzutów karnych.
Wykonując ostatnią jedenastkę, Daniel James nawet nie wyglądał na uradowanego. Nie było sprintu od środka boiska do niego lub do Sergio Romero, który przecież do zwycięstwa w konkursie rzutów karnych się przyczynił. A oklaski publiczności mogły być równie dobrze skierowane do ambitnie walczących piłkarzy Rochdale, jak do przeżywających kolejne rozczarowanie zawodników United.
Oni wiedzą, że wpadli w „ruchome piaski”, przypadłość doskonale znaną sportowcom. W obliczu zagrożenia każdy ruch przypomina bardziej nerwowe szarpanie się i pogłębia tylko kryzys. Nemanja Matić kiwający się przed własnym polem karnym, Juan Mata rozkładający ręce, gdy musi rozegrać piłkę na połowie przeciwnika, kolejne przyjęcie piłki Rashforda, które kończy się jej stratą… A co najgorsze dla Solskjaera i kibiców United, coraz częściej niepowodzeniom towarzyszy widok zwieszonych głów zawodników. To pokazuje, że motywowanie ich historią oraz przypominanie o charakterze drużyny z czasów sir Aleksa Fergusona już nie działa. Gdy kamery w trakcie meczu United z West Hamem w Londynie pokazują siedzącego na trybunach Phila Jonesa, z ruchu warg odczytać można, że nuci przyśpiewkę o zwolnieniu menedżera następnego ranka, na co siedzący rząd niżej Ed Woodward reaguje bardzo nerwowo. Sytuacja mogła być wyjęta zupełnie z kontekstu, ale póki pasuje do kryzysu United, po co w ogóle ją wyjaśniać?
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (40/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”