Kamil Glik rozegrał w piątek 90 minut w spotkaniu Toulouse FC – AS Monaco, jednak na pewno nie będzie wracał myślami do dzisiejszego meczu. Obrona ekipy z księstwa nie była w stanie przeciwstawić się gospodarzom.
Kamil Glik nie zaprezentował się najlepiej, a w 29. minucie został ukarany żółtą kartką (foto: Łukasz Skwiot)
Polski defensor ze zgrupowania reprezentacji Polski wrócił zadowolony, ale jednak nie do końca. W spotkaniu z Danią Glik strzelił samobója, natomiast na mecz z Armenią należałoby spuścić kurtynę milczenia. Chyba jedynym jego pozytywem była wygrana Biało-Czerwonych.
Nie zmieniło to jednak faktu, że Polak jest jednym z graczy, od których trener Leonardo Jardim zaczyna ustalanie składu AS Monaco. W piątek 28-latek tradycyjnie wyszedł na boisko w podstawowym składzie swojej drużyny. Ta zresztą bardzo szybko zdobyła gola. Już po niecałych trzech minutach Gabriel Boschilia dośrodkował z rzutu wolnego wprost na głowę Valere’a Germaina, a ten otworzył wynik.
Goście wcale nie byli jednak stroną dominującą. Po zmianie stron gospodarze przeprowadzili fantastyczną akcję, a obrona kierowana przez Glika mogła tylko obserwować piłkę.
Przewaga Tuluzy była wręcz oczywista, co przełożyło się niewiele przed końcem na drugiego gola. Obrona ASM ponownie przyglądała się poczynaniom gospodarzy. Somalia dograł w pole karne do Martina Braithwaitego, a ten strzelił na 2:1. Ci, którym wydawało się, że była to ostatnia bramka piątkowego wieczoru, byli w błędzie. W 88. Braithwait ustalił wynik na 3:1, a Tuluza dopisała sobie na konto trzy punkty. Monaco tym samym nie wykorzystało okazji, by wskoczyć na fotel lidera.