Zaplanowane na 17 kwietnia spotkanie przedstawicieli niemieckich klubów, którzy mieli radzić nad terminem powrotu piłkarzy na boiska, nie odbędzie się. Narada została przełożona na 23 kwietnia.
Niemcy chcieliby wrócić do grania w piłkę już na początku maja (fot. Reuters)
Z informacji niemieckich mediów wynikało, że zawiadujący futbolem za naszą zachodnią granicą chcieliby wznowić rozgrywki już na początku maja. Proponowanie takiego rozwiązanie może się obecnie wydawać ryzykowne, szczególnie, że cała Europa, w tym również Niemcy wciąż zmagają się z pandemią koronawirusa.
„Sport Bild” podał przed kilkoma dniami, że kluby z Bundesligi chcą wrócić do ligowych zmagań już 9 maja, a tydzień później na boiska mieliby wrócić piłkarze grający w 2.Bundeslidze. Gdyby plan ten udało się wprowadzić w życie, wtedy Niemcy mogliby bez większych problemów dokończyć sezon 2019-20 do 30 czerwca.
Gdyby faktycznie zapalono zielone światło na powyższy scenariusz, mecze musiałby się rozgrywać co kilka dni, w systemie wtorek/środa – sobota/niedziela. Dodatkowym zaworem bezpieczeństwa ma być z kolei brak kibiców na stadionach. Do minimum trzeba byłoby również zmniejszyć obsługę widowiska, tak by przy każdym wydarzeniu pracowało jak najmniej osób.
W Bundeslidze do rozegrania pozostało dziewięć kolejek. Liga niemiecka jest pod tym względem w nieco lepszej sytuacji niż jej siostry z Hiszpanii, Anglii, Włoch czy Francji, a to z tego względu, że grają w nich po dwa zespoły więcej, co przy tak napiętym terminarzu rodzi kilkanaście dodatkowych meczów do rozegrania.
„Kicker” donosi, że ewentualna decyzja o tym, kiedy piłkarze wrócą do gry zostanie podjęta najwcześniej 23 kwietnia. Od tego, jakie rozwiązanie uda się wypracować może z kolei zależeć przyszłość wielu klubów, także tych z najwyższej klasy.
Kacper Potulski to jeden z młodych Polaków wzbudzających w ostatnim czasie największe emocje. 18-latek przebojem wdarł się do pierwszej drużyny Mainz, zbierając dobre recenzje.