Kellyn Acosta: Pogoń była w poprzednich meczach zbyt przyjemna dla rywali
Mając trzydziestkę na karku, pierwszy raz wyjechał grać w Europie, choć przyznaje, że zawsze było to jego marzeniem. Za oceanem ma wyrobione nazwisko: zaliczył blisko 320 spotkań w MLS i 58 w reprezentacji Stanów Zjednoczonych.
Bez konkretów – przyznaje Acosta. – Kiedy więc pojawiła się taka szansa zimą, długo się nie wahałem. Po rozmowach z prezesem Alexem Haditaghim, z Tanem Keslerem i kilkoma zawodnikami, którzy grali w tej lidze, wiedziałem, że chcę dołączyć do tego projektu.
Coś cię w Ekstraklasie zaskoczyło?
Musiałem dostosować się do tego, jak fizyczna jest Ekstraklasa. Zaskoczyła mnie też intensywność: pojedynki, drugie piłki, walka w środku pola, stałe fragmenty. W MLS gra się trochę inaczej, na pewno wymagania pod kątem fizyczności są mniejsze. Wiem, że mówi o tym każdy, ale tabela też była dla mnie oczywiście czymś dziwnym. Jeśli dobrze pamiętam, różnica między pierwszym a ostatnim miejscem wynosiła bodaj 11 punktów. To pokazuje, jak konkurencyjna jest liga. Nie spotkałem się jeszcze z takimi rozgrywkami.
Sam Greenwood stwierdził ostatnio, że gra w Ekstraklasie przypomina mu czasem mecz koszykówki, że zaskoczeniem jest dla niego liczba faz przejściowych.
To może lekka przesada, ale faktycznie jest dużo przejść z ataku do obrony i odwrotnie. Kluczowe jest, kto lepiej radzi sobie w tych momentach. Na początku musiałem mieć ciągle to z tyłu głowy, aby się nie rozluźniać, zachować nieustanną koncentrację.
Co wiedziałeś wcześniej o Polsce?
Niewiele. Co prawda mieszkałem w Chicago, gdzie jest duża polska społeczność, więc miałem kontakt z Polakami, ale wychowałem się w Teksasie. W moim otoczeniu, gdy dorastałem, nie było raczej waszych rodaków. Musiałem zrobić research i porozmawiać ze znajomymi, aby zaczerpnąć trochę wiedzy na temat Polski. Kontaktowałem się z Mateuszem Klichem i Mateuszem Boguszem, by dowiedzieć się, czego się tutaj spodziewać.
I jak wrażenia po tych kilku miesiącach?
Pozytywne zaskoczenie, choć początkowo pogoda dawała w kość. Na szczęście idzie lato i robi się coraz cieplej. Szczecin jest bardzo ładnym miastem. Mieszkam piętnaście minut od ścisłego centrum, więc w pobliżu jest wiele fajnych miejsc – restauracji, kawiarni, deptaków, gdzie można się przespacerować itd. Zdziwiło mnie, jak wielu Polaków potrafi mówić po angielsku. Mam kolegę, który mieszkał w Los Angeles i tak się składa, że jego rodzina pochodzi akurat ze Szczecina. Dostałem od niego listę miejsc wartych odwiedzenia, część z nich już odhaczyłem. Chciałbym znaleźć też chwilę na to, by gdzieś ruszyć i pozwiedzać inne miasta. Przy okazji meczów wyjazdowych staram się nie siedzieć tylko w hotelu, ale wyjść przynajmniej na spacer. Ostatnio, gdy mierzyliśmy się z Cracovią, udałem się na krakowskie Stare Miasto. Planuję też wybrać się nad morze, ale czekam, aż zrobi się jeszcze trochę cieplej. No i byłem w Berlinie – ze Szczecina jest tam całkiem blisko, więc chciałem zobaczyć również stolicę Niemiec.
Pierwszy raz w życiu walczysz o utrzymanie w lidze?
Tak, bo w Stanach Zjednoczonych nie ma spadków i awansów. Nie chcę powiedzieć, że część meczów w MLS nie ma żadnego znaczenia, ale ich ciężar gatunkowy na pewnym etapie sezonu staje się mniejszy, przez co musisz w inny sposób się motywować. To również jest coś, czego chciałem doświadczyć. To znaczy, może inaczej – nie zrozum mnie źle, wolałbym, żeby Pogoń nie musiała drżeć o ligowy byt, natomiast jestem podekscytowany tym, że każde spotkanie ma tak wielką wagę. Adrenalina mnie napędza.
Z czego wynika kryzys Pogoni?
Zdecydowanie za często sami popełnialiśmy błędy w obronie, które były wodą na młyn dla rywali. Traciliśmy gole po sytuacjach wynikających z braku koncentracji, a nie braku naszych umiejętności. W ataku nie tworzymy tylu sytuacji, ile byśmy chcieli. Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo to złożona kwestia. Mamy zawodników, których stać na to, by być liderami i wziąć odpowiedzialność, a z jakiegoś powodu nie potrafili tego w ostatnim czasie zrobić. Musimy być bardziej intensywni i nieustępliwi w naszych działaniach. Wygrywanie pojedynków oraz drugich piłek – w Ekstraklasie jak przegrasz dwie-trzy przebitki, to dostajesz bramkę. Nie możemy sobie na to pozwalać, a uważam, że brakuje nam trochę agresji, Pogoń była w poprzednich meczach zbyt przyjemna dla rywali. Sytuacja jest skomplikowana, ale jestem pozytywnie nastawiony i wierzę, że sobie z tym poradzimy.
Czytałem, że prowadzisz fundację wspierającą młodzież.
Naszą misją jest pomaganie młodym ludziom z mniej uprzywilejowanych środowisk poprzez piłkę nożną i edukację. Dzięki futbolowi zwiedziłem świat i przeżyłem wiele niesamowitych przygód, poznałem masę wartościowych ludzi. Wszystko, co mam w życiu, zawdzięczam tej dyscyplinie. Chciałbym, żeby piłka nożna była bardziej dostępna dla dzieci w USA, bo mamy tam miliony ludzi, ale wielu z nich nie ma styczności z futbolem. Sport uczy, jak wygrywać i przegrywać, uczy pracy zespołowej, wpaja nam podatność na naukę i współpracę z trenerem. Pozwala też przebywać wśród ludzi z różnych środowisk. Na boisku nie ma znaczenia, z jakiego kręgu kulturowego się wywodzisz, jakie wyznanie czy orientację seksualną reprezentujesz.
Na czym dokładnie polega wasza działalność?
Przyznajemy dzieciom stypendia na edukację. Zbudowałem też kilka boisk i prowadzimy na nich darmowe zajęcia. Poza tym wspieramy inne lokalne fundacje i pomagamy im się rozwijać. Organizowałem zbiórki książek, przekazywałem darowizny na edukację i zajęcia dla dzieci, prowadziłem rozmowy z różnymi markami w kwestii wsparcia naszych projektów. Zapraszałem też dzieci, które nigdy nie miały okazji być na meczu, aby pojawiły się na stadionie.
Dość skomplikowane jest twoje drzewo genealogiczne. Mama jest Afroamerykanką, tata Japończykiem, za sprawą swojego ojczyma miałeś też do czynienia z meksykańską kulturą. Miałeś jakiś dylemat, który kraj reprezentować?
Nie, nigdy. Dorastałem w USA, więc wszystko, co robiłem, było związane z amerykańską kulturą. Nigdy się nad tym nawet nie zastanawiałem, choć był taki czas, że ludzie z japońskiej federacji się ze mną kontaktowali. Dorastanie w takiej rodzinie sprawiło na pewno, że jestem otwarty na różnych ludzi, niezależnie od tego, kim są. Łatwo odnajduję się też w nowych środowiskach. Kiedyś nie doceniałem historii swojej rodziny, a teraz wiem, że to ogromna wartość.
W reprezentacji zanotowałeś 58 występów, ostatni przed trzema laty. Ponad połowę z nich zaliczyłeś za kadencji Gregga Berhaltera.
Darzył mnie dużym zaufaniem. Dużo mu zawdzięczam – byłem ważną częścią zespołu i pojechałem na mistrzostwa świata. To był dla mnie naprawdę wyjątkowy okres. W sumie właśnie uświadomiłeś mi, że minęły już trzy lata od mojego ostatniego występu w reprezentacji. Uważam, że stać mnie jeszcze na to, by do niej wrócić, nawet jeśli poprzedni sezon nie był dla mnie zbyt udany, bo w Fire grałem niewiele.
A doradziłbyś Robertowi Lewandowskiemu grę w Chicago Fire?
Na pewno dobrze by się tam czuł ze względu na liczbę Polaków mieszkających w Chicago. Samo miasto ma wiele do zaoferowania – jest atrakcyjne i różnorodne. Rozwój infrastruktury, w tym budowa nowego ośrodka treningowego i stadionu, również przemawia za tym kierunkiem. Myślę, że to dobre miejsce do czerpania radości z gry, zwłaszcza u schyłku kariery. Wiele gwiazd światowego formatu obrało amerykański kierunek pod koniec przygody z piłką i myślę, że nie żałują. Warto jednak zaznaczyć, że MLS nie jest już ligą emerytów. Kilkanaście lat temu przylgnęła do tych rozgrywek taka łatka, ale od tego czasu dużo się pozmieniało. Gra w Stanach Zjednoczonych na pewno nie byłaby dla Lewandowskiego „spacerkiem”.
Jakie będzie największe wyzwanie dla reprezentacji Stanów Zjednoczonych na najbliższych mistrzostwach?
To mundial – turniej, na którym rodzą się wielkie nazwiska. Każdy mecz niesie inne wyzwania, a nawet faworyci nie mają gwarancji sukcesu. Kluczowe będą determinacja, umiejętność zachowania spokoju w trudnych momentach oraz skuteczność.
Pojawiają się obawy kibiców dotyczące cen i bezpieczeństwa podczas turnieju.
Trudno mi się do tego jednoznacznie odnieść, bo nie jest to moja dziedzina. Patrzę na to raczej z boku. Oczywiście dobrze byłoby, aby mecze były dostępne dla jak największej liczby kibiców, żeby każdy mógł pozwolić sobie na wzięcie udziału w tej imprezie.
Czego możemy się zatem spodziewać po tym turnieju?
Mam nadzieję, że będzie to znakomity mundial. Pod względem sportowym i organizacyjnym turniej w Katarze stał na bardzo wysokim poziomie – finał był jednym z najlepszych w historii. Liczę, że teraz zobaczymy równie wiele świetnych meczów.
Planujesz wybrać się na jakiś mecz?
Chciałbym. Co prawda reprezentacja USA gra głównie na zachodnim wybrzeżu, więc nie wiem, czy uda mi się tam dotrzeć, natomiast mecze będą też rozgrywane w Dallas, moim rodzinnym mieście, więc może tam uda się któreś spotkanie zobaczyć.
Wielka czystka w Wieczystej. Dziewięciu zawodników odchodzi z klubu!
Wieczysta Kraków przygotowuje się do gry w Ekstraklasie. Małopolski klub skupia się na czystkach kadrowych. W oficjalnym komunikacie podziękowano dziewięciu zawodnikom za grę w barwach klubu.