Kadra: Polska zagra z Anglią. Czy stać nas na ogranie faworyta?
Gdyby polskiemu piłkarzowi kredytu zaufania udzielano w realnej walucie, dziś byłby zapewne skończonym „golasem”. Każda inwestycja kibica w biało-czerwonych kończy się krachem, a mimo to pożyczka wciąż, nieprzerwanie od wielu lat jest udzielana. Nadszedł moment, w którym nasi piłkarze udowodnić muszą, że zasługują na wsparcie swoich kibiców. Lepszego meczu do realizacji tego celu niż z Anglią wyobrazić sobie po prostu nie można.
Polscy piłkarze znajdujący się w kręgu selekcjonerskiego zainteresowania to grupa niezwykle uprzywilejowana. Co najmniej dwa razy w roku media pompują bowiem wydarzenia z nimi w roli głównej do rangi narodowego zrywu mogącego kończyć się odnalezieniem stałego miejsca w historii wszechświata. Polski piłkarz to jednak postać tyle uprzywilejowana, co tragiczna, bo dziewięć na dziesięć takich prób kończy się niepowodzeniem.
Kilka ostatnich przykładów? Mecz Polski z Austrią na Euro 2008, gdy na kilka sekund przed końcem meczu wyrwano nam z rąk trzy punkty i szanse na awans. Później mecz z Niemcami w Gdańsku, gdy biało-czerwoni na wyciągnięcie ręki mieli już zwycięstwo, a jednak w ostatniej akcji Cacau wpakował piłkę do bramki Szczęsnego. 2:2, czyli i tak ponad stan. Dalej były wielkie oczekiwania na Euro, wielkie spotkania zakończone wielkim zawodem. Choć szanse na awans były gigantyczne, wielomilionowa publiczność zmuszona została do męczenia się nad ciężkostrawnym stylem ekipy Smudy z trzema defensywnymi pomocnikami w meczu, który musieliśmy wygrać. Przykłady można mnożyć, zawalonych meczów i imprez w ostatnich latach mieliśmy tysiące. A już większych i bardziej brutalnych katów polskiej piłki, niż Anglicy czy wspomniani Niemcy ciężko sobie wyobrazić.
Czym różni się wtorkowe spotkanie z Anglią od poprzednich? W zasadzie niczym. Znów robimy sobie wielkie nadzieje, media dmuchają balon ze wzmożoną siłą. Znów przeciwników z europejskiego topu pytamy o nasze Orły, o to, kogo boją się najbardziej. Znów słuchamy, że gości czeka ciężki mecz, że wspaniała publiczność, że Robert Lewandowski, że solidny zespół.
Najbardziej niesamowite w tym całym zamieszaniu jest to, że jeszcze kilka dni temu najbardziej pesymistycznie nastawieni eksperci i dziennikarze lub redaktorzy zajmujący się na co dzień angielską piłką pisali, że w konfrontacji z Wyspiarzami nie mamy żadnych szans. Że Anglicy zmiotą nas z powierzchni ziemi, że dokonają warszawskiej rzezi z uśmiechem i polotem. Dzisiaj, czyli na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania, nastroje zelżały, znów do głosu doszedł organ spod żeber i uciszył ten spod kopuły. Polska ma szanse, Polska może dokonać rzeczy historycznej. Powszechne zjawisko.
I choć zdrowy rozsądek podpowiada, że porażka jest możliwa, tak samo mocno słychać wewnętrzny głos, że młodzi Wszołek i Krychowiak mogą stać się naszymi bohaterami. Że Lewandowski będzie strzelał, a Glik strzały Rooneya hamował. Anglia to przecież zespół zmagający się raz po raz z aferami i skandalami, a na dodatek osłabiony brakiem kilku podstawowych piłkarzy. To zespół wciąż starający się o miejsce na samym szczycie, zawsze jednak trzymany na bezpieczną odległość od sukcesów przez Hiszpanów, Francuzów, Niemców czy Włochów.
Anglicy, choć wyglądają na pewnych siebie, też mają stracha. Po remisie na Wembley z Ukrainą doszło zapewne do nich, że sprawa awansu na mundial nie jest wcale przesądzona już na starcie, że zdarzyć się może wszystko. Gazety, które na co dzień piszą na Wyspach o wielkich pieniądzach w City i wielkich sukcesach Chelsea, dzisiaj krzyczą o konieczności stłamszenia Polaków, bo w przeciwnym razie oni stłamszą Anglików. Droga na mistrzostwa dla wtorkowego przegranego wydłuży się o setki kilometrów.
Miło by było Panowie, gdybyście oszczędzili nam tego, co przeżywać musieliśmy po wrocławskim, czerwcowym blamażu. Miło by było zimować w dobrych nastrojach, a na następne mecze eliminacyjne czekać z nadzieją podobną do tej sprzed Euro i obecnej wśród nas na kilka godzin przed wtorkowym meczem na Narodowym.
Polska – Anglia; Stadion Narodowy w Warszawie, godz. 21:00
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii: