W Hiszpanii skończył się pierwszy od wielu lat sezon, po którym nie da się obwieścić, że zafiniszowała najlepsza liga świata, a jej bohaterów trzeba w związku z tym obwołać superherosami. Od kilku tygodni jasne jest, że znów dominują Anglicy. Co nie oznacza, że rozgrywki Primera Division jakoś znacząco obniżyły poziom, a ich gwiazdy już nie zasługują na omówienie. Drugie miejsce w Europie to jak… w La Liga drugie miejsce za plecami Barcelony.
LESZEK ORŁOWSKI
Przedstawimy aż pięć rozmaitych jedenastek. Dwie z typu „all star” – A i B, następnie składającą się z najlepszych debiutantów, kolejną grupującą największe rozczarowania i wreszcie drużynę godnych uznania weteranów w wieku pochrystusowym, czyli graczy urodzonych w 1985 roku i wcześniej – bo akurat wyjątkowo wielu wiarusów spisywało się znakomicie. Obracając medal na drugą stronę, można zresztą potraktować to jako dowód, że Primera Division jednak obniżyła loty. Największe jej gwiazdy, z Leo Messim na czele, przekroczyły trzydziestkę i może to właśnie jest główną przyczyną utraty przez La Liga światowego prymatu.
Najlepsi
Bramkarze. Po raz kolejny Trofeo Zamora zdobywa Jan Oblak, a ze wszystkich jego czterech triumfów w rywalizacji o miano najlepszego bramkarza La Liga ten w największym stopniu zawdzięcza samemu sobie, bo obrona popełniała więcej błędów niż kiedykolwiek i Słoweniec musiał znacznie częściej interweniować. Jego parady ocierały się o wyczyny nieludzkie; gdyby wyjąć z ekipy Cholo Simeone Oblaka i wstawić w to miejsce kogokolwiek innego, nie byłaby ona wicemistrzem Hiszpanii. David Soria w bramce Getafe przypominał wielkiego niedźwiedzia, który po pierwsze zasłania całą bramkę, a po drugie groźnie ryczy i kąsa, gdy ktoś się do niej zbliża. W Sevilli bardziej żałują pozbycia się tego zawodnika, niż sprzedania do Anglii Sergio Rico.
Obrońcy. Brakowało w minionym sezonie La Liga zdecydowanie wyróżniającego się prawego obrońcy. Najlepszym był, szczerze mówiąc, niepozorny Ruben Pena z Eibar, biegający wzdłuż linii bocznej jak automat. Jednak to nie jest poziom jedenastki gwiazd, w tej umieszczamy, przesuwając ze środka obrony, piranię z Getafe, czyli Dakonama Djene, zawodnika, którego nie da się okiwać, odepchnąć, przeskoczyć, można tylko liczyć na jego błąd. W środku defensywy wyróżniało się sporo zawodników. Prymat Gerarda Pique nie budzi wątpliwości; był w sezonie 2018-19 najlepszy nie tylko w Hiszpanii, ale, wespół z Virgilem van Dijkiem, także w Europie. Świetny sezon zaliczył też Inigo Martinez. Stoper Athletiku po okresie, kiedy wszyscy się nim zachwycali, jeszcze gdy występował w Sociedad, popadł w swego rodzaju niełaskę, a tymczasem wyeliminował z gry nonszalancję i okazało się, że jednak znakomicie zastąpił Aymerica Laporte’a. W defensywie Atletico jeszcze pod obecność Diego Godina szefem stał się Jose Gimenez; rozegrał tylko nieco ponad połowę możliwych meczów z powodu kontuzji, ale gdy grał, był niemiłosierny dla przeciwników. Może odejście doświadczonego kolegi dobrze mu zrobi? Obok niego w zespole B gwiazd Mario Hermoso, który przypomina Inigo Martineza sprzed kilku lat. Też dysponuje znakomitą techniką i świetnie wyprowadza piłkę, ale za to popełnia proste błędy. Oby wyeliminował je zanim minie na niego moda, a nie gdy to już się stanie, jak u Inigo.
Na lewej obronie najlepszy w przekroju całego sezonu był bez wątpienia Jordi Alba (jedyny koszmarny występ przydarzył mu się w Lidze Mistrzów, na Anfield), ale wiosną na jego poziomie grał Jose Luis Gaya. Zawodnik Valencii, perfekcyjny i w obronie, i w ataku, na kilka lat jakby zatrzymał się w rozwoju, ale teraz chyba w końcu ostro ruszył z miejsca.
Pomocnicy. Gdzie się podziały asy z Realu i Barcelony? Ano grały poniżej możliwości, nawet Ivan Rakitić i Sergio Busquets, do których większych zastrzeżeń mieć nie można, ale też rzadko dawali powody do zachwytu. W tej sytuacji do najlepszej jedenastki sezonu nominujemy Daniego Parejo, który zaliczył dziewięć asyst oraz strzelił sześć goli, jak również Rodriego, który tracił piłkę od święta, o wiele rzadziej niż Busquets, a i w ofensywie dawał zespołowi więcej. Marc Roca był jeszcze bardziej kreatywny – kiedy łapał na kilka tygodni formę, ręce same składały się do oklasków podczas meczów Espanyolu. Sergio Canales po boisku nie tyle biegał, co pływał, mięciutko, niczym ryba, prześlizgując się z piłką między rywalami. Powrócił do reprezentacji Hiszpanii – i słusznie, bo nie ma dziś w tym kraju zawodnika bardziej przypominającego Andresa Iniestę.
Gdzie w sezonie 2018-19 byłaby Sevilla bez Pablo Sarabii? Bardzo daleko od pucharów, za to blisko strefy spadkowej. Dwucyfrowe liczby goli i asyst tego zawodnika pokazują, jaki miał wpływ na zespół. A co spotkałoby Levante bez swego El Comendante Jose Luisa Moralesa (12 goli, 5 asyst)? Niechybnie spadek do Segunda Division. Był to bowiem zespół bardzo słabo broniący, którego ratowały szarże skrzydłowego. Poważę się na postawienie tezy, że gdyby obaj grali w Realu zamiast Bale’a i Asensio, Los Blancos do końca walczyliby o mistrza! Sarabia i Morales mają za sobą sezon życia. Podobnie zresztą Inaki Williams, który jednak zbyt często spektakularnie pudłował. Ale to już jego ostatni mankament…
Napastnicy. O Leo Messim ani słowa, bo i po co? Może tylko to, że przez całe lato dłużej niż wszystkie swe piękne gole i asysty będzie rozpamiętywał znakomitą sytuację zmarnowaną przy stanie 0:1 w meczu z Liverpoolem… O Karimie Benzemie należałoby za to długo. W sezonie, kiedy wszyscy gracze Los Blancos obniżyli znacząco formę, on nagle zaczął grać jak nigdy w życiu (to znaczy: nigdy przed spotkaniem na swej drodze Cristiano Ronaldo). Pomogło mu, że nie był na mundialu, ale Gareth Bale też porządnie sobie odpoczął, a jak był nierówny i wątłego zdrowia, tak pozostał. Luis Suarez rozegrał kolejny wyśmienity sezon – od trzech lat mówi się, że ten właśnie zakończony był już ostatni w galerii jego wielkich dokonań, po czym okazuje się, że jednak nie. Iago Aspas w składającej się w większości z rozczarowań Celcie odegrał jeszcze donioślejszą rolę niż w Levante Morales. Gdyby leczył zimowo-wiosenną kontuzję o tydzień dłużej, ekipa z Galicji po prostu by spadła! Antoine Griezmann zrobił swoje, ale to było jednak trochę za mało, by wygrać Primera Division bądź Ligę Mistrzów. Po wakacjach spróbuje dać nowy impuls prawdopodobnie Barcelonie.
Debiutanci
Tworząc jedenastkę rewelacji sezonu przyjęliśmy zasadę, że umieszczamy w niej tylko debiutantów absolutnych. Inaczej oczywiście byłby w niej Borja Iglesias z Espanyolu (mecz zaliczony w Celcie w sezonie 2014-15 przekreślił jego szanse).
W bramce Roberto Santamaria, trzeci golkiper spróbowany w Huesce w minionej kampanii i pierwszy, który się sprawdził. Urodzony w 1985 roku kandydował też, notabene, do zespołu weteranów. Wśród nowych twarzy w La Liga obrodziło lewymi obrońcami. Adria Pedrosa trafnie opisał swój styl gry, mówiąc pewnego razu, że gdy dostaje piłkę, wsiada na motor i odjeżdża z nią w kierunku bramki rywali. O wychowanku Espanyolu usłyszy jeszcze cały świat! Sergio Reguilon umie jako futbolista wszystko, co trzeba umieć, żeby grać w Realu, jest zawodnikiem bardzo wyważonym. Jego jedyny problem posiada imię i nazwisko, a brzmią one Zinedine Zidane. Francuz zamierza wypolerować starego Marcelo i na niego stawiać; ciekawe czy ktoś mu ten wariacki pomysł wybije z głowy? Wreszcie wymienić trzeba Jonathana Silvę, największą, jak się okazało, gwiazdę Leganes, zawodnika dysponującego znakomitym dośrodkowaniem, któremu świetnie zrobiło przejście zespołu na system z trójką stoperów i dwoma wahadłowymi pomocnikami: pozycja lewego piórka jest dla niego stworzona! Znakomicie grał stoper Valladolid Fernando Calero, który stylem mocno przypomina Inigo Martineza oraz Mario Hermoso.
Arthur Melo dużo wniósł do gry Barcelony, ale na wiosnę już trochę mu zabrakło pomysłu na siebie i stracił miejsce w optymalnej jedenastce. Luca Sangalli ma za sobą niesamowitą historię. 31 października, pisząc przed komputerem szkolny egzamin, doznał udaru, który na szczęście okazał się lekki. Już 14 stycznia wrócił na boisko i zaczął prezentować lepszą grę niż przed chorobą, stając się nagle futbolistą w pełni dojrzałym. Z meczu na mecz dojrzewał także po zimowym transferze z Chin najlepszy piłkarz tego kraju, Wu Lei. Espanyol miał z niego olbrzymi pożytek! Rozwój Viniciusa zahamowała kontuzja. Brazylijczyk świetnie się kiwa, dużo widzi, ale słabo u niego ze skutecznością, niemniej na pewno w Realu pozostanie. O Chimym Avili pisaliśmy szerzej w poprzednim numerze. Jest to ruchliwy napastnik, który z kolei goli strzelał wiosną sporo, a niemal wszystkie były piękne. Jaime Mata jest niby dosyć ciężki, niezgrabny, powolny w ruchach, ale gdy sędzia zacznie mecz, okazuje się być futbolistą wytrawnym, zaawansowanym w każdym elemencie napastniczego rzemiosła.
Rozczarowania
Axel Werner zawalił Huesce kilka goli i odszedł do Malagi. Wesley Hoedt przybył zimą do Celty, by poprawić jej grę obronną, a tylko pogorszył sprawę; w La Liga wszystko działo się dla niego za szybko. Abdulaye Ba jest obrońcą, który umie dużo – i dla tego trenerzy na niego stawiają. Tyle że stale prześladują go dziwne przypadki, niemal w każdym meczu prowokuje gapiostwem jakieś nieszczęście, które kończy się utratą gola. Rumun Cristian Ganea, który część dzieciństwa spędził w Kraju Basków i na tej podstawie został zakwalifikowany do Athletiku Bilbao, miał zostać nowym Bixente Lizarazu, a tymczasem zagrał jeden w mecz w lidze i jeden w Copa del Rey, po czym wypożyczono go do Numancii, bo się ewidentnie nie nadawał.
Nikola Vukcević to najdroższy piłkarz Levante, tymczasem zamiast zostać liderem, przez prawie cały sezon nie mieścił się w jedenastce tej ekipy. Dla niego też gra toczyła się za szybko. Gelson Martins miast niebanalnym dryblingiem nanizywać kolejnych zawodników rywali Atletico, jak paciorki na sznurek, tracił piłkę; jego minusem okazało się też nieokrzesanie taktyczne. Ryad Boudebouz dał Celcie bardzo mało konkretów; przybywał jako domniemana gwiazda, okazał się zawalidrogą. Jeszcze lepiej epitet ten pasuje do Emre Mora. Nie chciało mu się nic, ani grać, ani trenować. Celta sprowadzając go wywaliła kupę forsy w błoto! Takeshi Inui błyszczał w poprzednim sezonie w Eibar, ale Betis go przerósł, a i progi miasta Vitorii będącej siedzibą klubu Deportivo Alaves okazały się dla tego jednak mocno manierycznego zawodnika za wysokie.
Michy Batshuayi bił jesienią w Valencii rekordy nieskuteczności, więc został odesłany precz do Anglii. Diego Costa mocno rozczarował Simeone. Rozegrał 16 meczów, strzelił dwa gole, wiecznie był kontuzjowany i jeszcze tak zbluzgał sędziego w meczu z Barcą, że zakończył sezon w 31 kolejce. Ten piłkarz wyjątkowo brzydko się zestarzał.
W jedenaste rozczarowań celowo nie ujęliśmy graczy Realu. Tak naprawdę mogliby się w niej znaleźć prawie wszyscy, ale to byłaby już zupełnie inna opowieść.
Weterani
Diego Lopez nie schodził z posterunku w bramce Espanyolu ani na chwilę. Trener Rubi wiedział, co robi, stawiając właśnie na niego. Juanfran i Filipe Luis mieli lepsze i gorsze momenty, ale być może zostaną na kolejny sezon w Atletico, bo o lepszych od nich wciąż po prostu trudno. Ivan Ramis był zaufanym człowiekiem trenera Mendilibara w Eibar, a Gustavo Cabral koniec końców ugasił wiosną pożar w tyłach Celty.
Jesus Navas zamierza grać do czterdziestki równie dobrze jak teraz, a ma tak wspaniały organizm, że może mu się to udać. Nestor niniejszego zestawienia Joaquin z wiekiem odzyskał młodość: poprzednio więcej goli niż teraz strzelił w kampanii 2003-04! Santi Cazorla cudem wrócił do futbolu i teraz wykorzystuje owe dwa lata, które ukradła mu kontuzja. Był najsolidniejszym graczem Villarreal. Luka Modrić wśród tych, którzy rozczarowali w Realu rozczarował najmniej. Gdyby tylko reszta grała na jego poziomie, nie byłoby aż tak źle.
Jorge Molina to zawodnik, z którym chcą grać wszyscy napastnicy; z każdym rokiem jakby coraz lepiej „czuł” partnera w polu karnym rywali. Charles grał zaś tak dobrze, że nawet mówiło się o jego debiucie w reprezentacji Hiszpanii, po tym jak stał się jej obywatelem.
Opowiadając o bohaterach i antybohaterach sezonu 2018-19, opowiedzieliśmy, czasami między wierszami, o całych tych rozgrywkach w Primera Division. I taki właśnie był zamiar.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W OSTATNIM (21/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Wojciech Szczęsny odrzucił ofertę jednego z czołowych zespołów La Liga
Wojciech Szczęsny odrzucił dwuletnią propozycję od jednego z czołowych zespołów La Liga, który oferował mu rolę pierwszego bramkarza, ponieważ jest szczęśliwy w Barcelonie – informuje Mundo Deportivo.