Jagiellonia Białystok wygrała z Pogonią Szczecin 2:1. Dumę Podlasia długo przy życiu utrzymywał jej bramkarz.
Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z planem Jagiellonii. W 13. minucie prostopadłe podanie zagrał Dusan Stojinović, a doszedł do niego Dimitris Rallis, który następnie zszedł do środka i oddał precyzyjny strzał przy słupku bramki Pogoni. Później inicjatywę przejęli Portowcy. W 24. minucie Miłosz Piekutowski obronił główkę Dimitriosa Keramitsisa. Po 2dwóch minutach okazję miała jeszcze Jaga, lecz Valentin Cojocaru zatrzymał Jesusa Imaza. W 27. minucie Pogoń wyrównała. Do zagrania Adriana Przyborka w pole karne dopadł Kamil Grosicki i mocnym strzałem od słupka wpisał się na listę strzelców. W kolejnych minutach Piekutowski bronił strzały Rajmunda Molnara, Przyborka i Grosickiego. Tuż przed przerwą Przyborek trafił w słupek. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1.
Po przerwie gospodarze kontynuowali ofensywę. W 50. minucie Piekutowski zatrzymał Kacpra Smolińskiego. Minutę później po rzucie rożnym najpierw w poprzeczkę trafił Molnar, a następnie celnie uderzył Danijel Loncar. W 69. minucie pod drugą bramką szansy nie wykorzystał Imaz. Po siedmiu minutach szansę dla Pogoni miał Paul Mukairu, lecz on również nie znalazł sposobu na Piekutowskiego. W 85. minucie po raz pierwszy w barwach Pogoni na boisku pojawił się mistrz świata z 2018 roku Benjamin Mendy. Minutę później łatwy dla Piekutowskiego strzał oddał Fredrik Ulvestad. W ostatniej akcji meczu Jagiellonia przeprowadziła kontratak. Imaz trafił w poprzeczkę, a piłkę do bramki dobił Oskar Pietuszewski. Pogoń nie miała już szansy odpowiedzieć i przegrała to spotkanie. (AC)
Konstantinos Sotiriou doznał groźnie wyglądającej kontuzji podczas spotkania między Radomiakiem a Koroną Kielce. O szczegółach na pomeczowej konferencji prasowej opowiedział trener Jacek Zieliński.
Marek Papszun prowadził Legię Warszawa w trzech meczach, ale żadnego Wojskowi nie potrafili wygrać. Doświadczony szkoleniowiec zastanawia się nad tym stanem rzeczy.
Legia Warszawa nie wygrała już 12 meczu z rzędu, czym pobiła negatywny rekord z 1966 r. Po remisie z GKS Katowice, kibice Wojskowych znów dali pokazać swojemu niezadowoleniu, co nie spodobało się niektórym graczom stołecznego klubu.
13-ego w piątek, ani GKS, ani Legia nie potrafiły w Katowicach przechylić szali na swoją stronę. Bliżsi tego byli jednak gospodarze i to oni mogą bardziej pluć sobie w brodę.