Wiadomo już, ile Borussia Dortmund będzie musiała zapłacić za następcę Thomasa Tuchela. Jak wynika z informacji „Bilda”, za wykupienie Petera Bosza z Ajaksu Amsterdam, niemiecki klub będzie musiał wyłożyć na stół pięć milionów euro.
Peter Bosz zostanie nowym trenerem Borussii Dortmund (fot. Reuters)
Przypomnijmy, że przed kilkoma dniami z Signal Iduna Park pożegnał się wspomniany Tuchel. Trener został zwolniony mimo tego, iż doprowadził Borussię do ćwierćfinału Champions League i wywalczył z nią Puchar Niemiec. Jak się jednak okazało, konflikt na linii szkoleniowiec – władze klubu urósł już do takich rozmiarów, że dalsza współpraca nie była możliwa.
W Dortmundzie już od jakiegoś czasu poszukiwano następcy dla Tuchela. Klubowi odmówili tacy fachowcy jak Diego Simeone i Laurent Blanc, a w miniony wtorek dowiedzieliśmy się, że nie ma szans na zakontraktowanie przez BVB Luciena Favre’a, który także w kolejnym sezonie będzie prowadził Niceę.
W takiej sytuacji wzrok szefów Borussii skupił się na Boszu, który zaliczył dobry sezon ze swoim Ajaksem, doprowadzając go do finału Ligi Europy i wicemistrzostwa Holandii.
W Amsterdamie pogodzili się już z odejściem szkoleniowca, jednak nie zamierzają go oddawać za bezcen. Peter Bosz ma ważny kontrakt do 2019 roku i jeśli BVB chce skorzystać z jego usług, to będzie musiała zapłacić kwotę odstępnego w wysokości pięciu milionów euro.
„Bild” uważa, że cała transakcja to już właściwe formalność i już w przyszłym tygodniu Bosz zostanie oficjalnie zaprezentowany na Signal Iduna Park.
Historyczny debiut trenerki w Bundeslidze. Jak wypadł Union Berlin pod wodzą Marie-Louise Ety?
W Berlinie napisała się historia. Po raz pierwszy w historii zespół z TOP5 poprowadziła kobieta. Marie-Louise Eta zadebiutowała w roli trenera Unionu Berlin. Drużyna pod wodzą 34-latki przegrała z Wolfsburgiem.
Manuel Neuer nigdy nie został nowym Oliverem Kahnem. Stał się kimś znacznie lepszym
Transfer Manuela Neuera do Bayernu wykraczał daleko poza klubowe gabinety. Dyskutowano o nim nie tylko na trybunach, ale stał się sprawą quasi polityczną. Dla kibiców Schalke był reinkarnacją Judasza, dla fanów Bayernu najemnikiem i uzurpatorem niegodnym miejsca w ich klubie.