Gdyby nie istniał, należałoby go wymyślić. Włoskie media szaleją na punkcie Mario Balotellego.
TOMASZ LIPIŃSKI
O takich jak on mówi się personaggio, a nie calciatore (piłkarz). Personaggio to ktoś, kto przykuwa uwagę, kogo zachowanie publicznie się ocenia i komentuje, kogo działania nie przechodzą niezauważone, kto kreuje rzeczywistość lub – co zdarza się częściej – rzeczywistość, w której się porusza, jest kreowana przez media. Ku zainteresowaniu i uciesze ludu.
Uosobienie marzeń
Personaggio jest więcej niż celebrytą, który jest znany tylko z tego, że jest znany. Personaggio musi mieć coś, czym się wyróżnia, co otworzyło mu drogę do celbryctwa i następnie pozwoliło w tym środowisku zająć miejsce w pierwszym szeregu.
Mario Balotelli to personaggio przez duże P. Uosabia niemal wszystko to, o czym marzy przeciętny mężczyzna, nie tylko Włoch: młodość, ekstrawagancja, futbol, bogactwo, sława, piękne kobiety, luksusowe samochody, od czasu do czasu skandale. Życie bez hamulców, z prędkością 200 km/h. Zawsze w roli superbohatera w oczach zwykłych śmiertelników.
Oczywiście Balotellomania nie jest zjawiskiem tegorocznym. Mimo swoich zaledwie 23 lat, na piłkarskie salony i salony show-biznesu wprowadził się dawno. Jednak na początku był tam traktowany z przymrużeniem oka, troszkę jak klasowy głupek, któremu nigdy nie wiadomo, co strzeli do głowy. Czasami rozbawił, częściej zażenował. Od mistrzostw Europy w 2012 roku coś zaczęło się w społecznym postrzeganiu Balotellego zmieniać. Jakby z ostatniej ławki przesiadł się do pierwszej. Z kiepskiego kawalarza urósł do rangi lidera i męża opatrznościowego narodu. Ktoś taki już mógł sobie pozwolić na więcej niż inni, komuś takiemu można było wybaczyć więcej.
Absolutne szaleństwo na punkcie Balo ogarnęło mieszkańców Półwyspu Apenińskiego po jego powrocie z Wysp. Mniej więcej od lutego jest wszędzie, jest w każdej gazecie. W opisywaniu jego przypadków rubryki towarzyskie tygodników dla kobiet nie odstają od dzienników sportowych. Dzień bez newsu o Balotellim jest dniem straconym, a numer – nieudanym. Co ciekawe, ocenia się go niemal wyłącznie po czynach, a nie po słowach, w najlepszym przypadku mówią o nim inni. Jak selekcjoner Cesare Prandelli, który po czerwcowym spotkaniu z Czechami powiedział, że Mario musi być wyjątkowy, skoro 90 procent pytań na konferencji dotyczyło jego. Sam zainteresowany stroni od wywiadów i bezpośrednich kontaktów z dziennikarzami. W najpoczytniejszym dzienniku „La Gazzetta dello Sport”, który zazwyczaj pierwszy robi i wie to, co dotyczy sportowców, nie ukazał się w tym roku choćby jeden wywiad. Najobszerniej na jego łamach piłkarz wypowiedział się po prezentacji w Milanie i przed marcowym meczem eliminacyjnym z Maltą, ale to były tylko zapisy konferencji prasowych, w których musiał wziąć udział. Odpowiedzi udzielił grzecznych, sztampowych, w stylu minimum słów i tyle samo treści.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu miesięcznika Piłka Nożna PLUS