Grzegorz Koprukowiak: W futbolu musisz być fanatykiem
– Jeśli marzysz o pracy w skautingu, musisz być fanatykiem futbolu. Jako licealista, nie mając jeszcze prawa jazdy, potrafiłem wybrać się busem na drugi koniec Polski, żeby obejrzeć mecz juniorów młodszych i zanotować kilka nazwisk. Innym razem pojechałem spotkać się z trenerem NBA Dickiem Helmem, żeby opowiedział mi o sposobach atakowania i gry bez piłki w swojej dyscyplinie. Obecnie potrafię wstać o piątej rano, żeby jeszcze raz obejrzeć danego zawodnika i upewnić się, że dobrze go oceniłem – opowiada w rozmowie z „PN” Grzegorz Koprukowiak, który przez ostatni rok odpowiadał za politykę transferową Odry Opole.
– Ja tak nie uważam – mówi Koprukowiak. – Oczywiście 12. miejsce, które zajęliśmy, mnie nie satysfakcjonuje. Uważam jednak, że walka o awans to proces obejmujący rozwój organizacji, drużyny i kadry, wprowadzanie młodych zawodników oraz szeroko rozumiane budowanie klubu. Przyszedłem do Odry w połowie czerwca ubiegłego roku, gdy kadra była już w zasadzie skompletowana. Taka prawdziwa szansa, by się wykazać, pojawiła się dopiero zimą i uważam, że jak na możliwości klubu pozyskaliśmy dobrych zawodników. Opole na pewno zasługuje na to, aby mieć klub w elicie, ale do tego potrzebna jest konsekwentna realizacja obranej drogi. Wierzę, że to, co zainicjowaliśmy w minionym sezonie, zaowocuje awansem.
Odszedłeś z klubu na przełomie marca i kwietnia – tak to zostało przynajmniej przedstawione w mediach.
Chciałbym od razu sprostować jedną rzecz – to prawda, że podaliśmy sobie rękę, uznając, że każdy chce pójść w swoją stronę, ale wbrew temu, co pisały media, do 30 czerwca jestem pracownikiem Odry Opole. Aktywnie uczestniczyłem w przygotowaniu letniego okna transferowego, pracując w duecie z Darkiem Sztylką. Efektem tego jest chociażby transfer Branislava Spacila, ponieważ prowadziłem rozmowy z jego agentem już wcześniej. Na obóz pojechał też testowany bramkarz Kacper Jureczko, którego obserwowaliśmy od dłuższego czasu.
Czym się od siebie wasze wizje różniły?
Każdy z nas – zarówno ja jak i klub potrzebujemy czegoś innego. Mi przede wszystkim zależy na stabilizacji i pracy zbliżonej do tego jak patrzę na piłkę. Natomiast będę bardzo mocno trzymał kciuki za Odrę, bo przez ostatni rok żyłem rozwojem tego klubu. Uważam, że właśnie to jest droga do sukcesu – nie pieniądze, nie stadion, lecz konsekwentnie realizowany pomysł na klub.
W Opolu tego pomysłu brakuje?
Ambicje w Opolu są duże. Uważam jednak, że potrzeba cierpliwości. Jestem zadowolony z pracy, którą wykonaliśmy wspólnie w minionym roku, i traktuję ten okres jako etap szerszego procesu. Latem 2025 roku, jeszcze przed moim przyjściem do klubu, oraz w zimowym oknie transferowym rozpoczęła się gruntowna przebudowa kadry, która jest aktualnie kontynuowana. Poza transferami mieliśmy też kilka priorytetów strategicznych. Jednym z nich było zwiększenie liczby wychowanków w pierwszym zespole. Swój pierwszy kontrakt podpisał Marcel Białowąs, który wiosną dostawał coraz więcej minut, a także Marcin Staś i Kuba Michura, którzy jadą z Odrą na letni obóz. Powstał kilkuosobowy zespół skautów złożony z wolontariuszy oraz trenerów akademii, wspierających naszą rekrutację po godzinach pracy etatowej.
Na papierze Odra wygląda jak murowany kandydat do awansu. Jakie było największe ograniczenie, z którym zderzyłeś się w Opolu?
Odra – czy to się komuś podoba, czy nie – nie jest dziś drużyną pierwszego wyboru dla wielu zawodników. Nie jest tajemnicą, że zimą zabiegaliśmy np. o Rafała Adamskiego, lecz miał on do wyboru atrakcyjniejsze oferty. Latem, po moim przyjściu do klubu, szukaliśmy napastnika, przyglądając się wielu kandydaturom. Chcieliśmy pozyskać Piotra Parzyszka, ale też skorzystał z innej propozycji. Podobnych przykładów wymienić mógłbym jeszcze mnóstwo.
Ostatecznie sprowadziliście wtedy Kacpra Przybyłkę, który wypadł blado w tym sezonie…
Kacper pasował profilem do założeń sztabu i miał dużą motywację do tego, żeby w końcu zagrać w Polsce. Pozyskanie tego zawodnika wywołało naprawdę duże zaskoczenie. Czasami tak jest, że nie każdy transfer od razu spełni swoje oczekiwania i może się na to składać kilka czynników.
Swoją drogą, ostatnio całkiem szerokim echem odbiła się wypowiedź Tomasza Tułacza, który jasno dawał do zrozumienia, że nie podobają mu się wyśrubowane wymagania zawodników na poziomie Betclic 1 Ligi. Zdarzało się w Odrze, że przecierałeś oczy ze zdumienia, widząc oczekiwania zawodnika?
Oczywiście, że były takie sytuacje. Nie jesteśmy klubem, który w skali ligi godziłby się na zaporowe warunki finansowe. Klubowi takiemu jak Odra często łatwiej znaleźć zawodnika w Czechach, na Bałkanach czy na Słowacji niż w Polsce. W zimowym okienku sprowadziliśmy w ten sposób Adriana Libera, który był jednym z ciekawszych defensywnych pomocników w lidze. Da się zbudować mocny zespół bez tworzenia kominów płacowych.
Kilkanaście lat temu prowadziłeś firmę oferującą kursy skautingowe. Dalej się tym zajmujesz? Znalazłem artykuły na ten temat, ale informacje są szczątkowe.
Kursów z racji na inne obowiązki już nie organizuję. Co jakiś czas nachodzi mnie myśl, żeby je reaktywować i być może kiedyś to zrobię. Prowadząc Scouts for Football, chcieliśmy wychowywać specjalistów w raczkującej wówczas branży skautingowej. Mam ogromną satysfakcję, że wielu ludzi, którzy jako nowicjusze trafiali do nas na kursy, wyrobiło sobie mocne nazwisko na rynku. Oczywiście ja, który skauting znałem w tamtym czasie głównie z Football Managera, nie czułem się żadnym autorytetem. Do współpracy zapraszaliśmy ludzi o uznanej marce z dobrych, europejskich klubów, takich jak Tomek Wałdoch czy Artur Płatek. Zajęcia prowadzili u nas m.in. Lars Mrosko związany wcześniej z Bayernem Monachium i Unionem Berlin, Waldi Wrobel z Borussii Dortmund, Nene Reis, który pracował w FC Porto i Leicester City, a ostatnio kierował zespołem skautów w Rumunii. Współpracowali z nami również Mariusz Kondak, Daniel Myśliwiec, Przemek Łagożny czy Goncalo Feio. Każdy z nich mimo młodego wieku zaszedł już bardzo daleko.
Znajomość z Goncalo Feio zaowocowała twoją współpracą z reprezentacją Norwegii.
W piłce bardzo ważne jest nawiązywanie relacji. Któregoś razu do Goncalo przyjechał asystent Henninga Berga, Paco Johansen. Poznaliśmy się, wymieniliśmy numerami, a następnie po jakimś czasie odezwał się on do mnie przed mistrzostwami świata do lat 20 rozgrywanymi w Polsce z prośbą o pomoc jego drużynie. Potrzebował zaufanej osoby, która wesprze organizację zgrupowania, załatwi boiska czy hotele. Było to świetne doświadczenie. Miałem okazję zobaczyć od kuchni przygotowania dobrej drużyny do międzynarodowego turnieju, a także z bliska obserwować wschodzącą wówczas gwiazdę – Erlinga Haalanda. Otrzymana w prezencie koszulka piłkarza Manchesteru City po dziś dzień ma szczególne miejsce w moim domu.
Budowanie sieci kontaktów to najważniejsza rzecz, którą powinien zająć się początkujący skaut?
Co jakiś czas piszą do mnie młodzi ludzie z pytaniem, jak zacząć. Oczywiście interesują się piłką nożną, oglądają mecze, ale to nie wystarczy – to może robić każdy kibic. Kluczowe jest znalezienie czegoś szczególnego, co cię wyróżni. Jeśli marzysz o pracy w skautingu, musisz być fanatykiem futbolu. Jako licealista, nie mając jeszcze prawa jazdy, potrafiłem pojechać busem na drugi koniec Polski, żeby obejrzeć mecz juniorów młodszych i zanotować kilka nazwisk. Innym razem jechałem spotkać się z trenerem NBA Dickiem Helmem, żeby opowiedział mi o sposobach atakowania i gry bez piłki w swojej dyscyplinie. Obecnie potrafię wstać o piątej rano, żeby jeszcze raz obejrzeć danego zawodnika i upewnić się, że dobrze go oceniłem. Nie ma co ukrywać, że na dłuższą metę taki sposób funkcjonowania jest wyczerpujący. Nie będąc fanatykiem futbolu, szybko się wypalisz. Z czasem nauczyłem się odpowiednio gospodarować swoim czasem. Bardzo dużo nauczył mnie w tym zakresie Kacper Marzec, obecny asystent Aleksandara Vukovicia w Widzewie Łódź, z którym współtworzyliśmy akademię Motoru. Pamiętam, jak jechałem na kurs PZPN w bardzo gorącym momencie sezonu. Obawiałem się, czy pracownicy akademii dadzą sobie radę pod moją nieobecność. Przekonałem się, że można to wszystko skoordynować w taki sposób, by nie być wiecznie pod telefonem. Dziś potrafię poświęcić czas na własny rozwój, książkę, medytację, spacer czy obiad z rodziną, wiedząc, że dzwoniący do mnie agent może poczekać piętnaście minut, aż oddzwonię.
A wierzysz w liczby w futbolu?
To zależy. Praca ze statystykami jest dziś konieczna. Futbol się zmienił, a o zwycięstwie decydują detale, dlatego trzeba szukać przewag w małych rzeczach. Kluczowe jest jednak, aby korzystać z liczb świadomie. Gdybyśmy opierali się wyłącznie na suchych statystykach, dochodzilibyśmy czasem do absurdalnych wniosków. Jeśli kopnę w ciebie z całej siły piłkę, a ona odbije się od ciebie, to ja będę miał zaliczone celne podanie, a ty stratę. Z tego względu nie można oceniać zawodnika wyłącznie przez pryzmat liczb. Trzeba zrozumieć kontekst i właściwie wykorzystać go do interpretacji danych. Dlatego analizę ilościową zawsze należy uzupełniać analizą jakościową.
Kolejny piłkarz żąda odejścia z Lechii! Urfer stawia sprawę jasno
Bohdan Wjunnyk jest chętny na przenosiny do zdobywcy pucharu Portugalii, czyli SCU Torreense. W tym momencie jednak do przeprowadzenia transakcji brakuje zgody właściciela Lechii.