Zgrupowanie reprezentacji Polski przed meczem z Gruzją, którego stawką będą punkty w kwalifikacjach mistrzostw Europy, oficjalnie rozpoczęło się w poniedziałek 8 czerwca. Tyle że w stałej bazie kadry, hotelu Double Tree by Hilton w stołecznym Wawrze, zawodników powołanych na dwa czerwcowe spotkania można było spotkać już 5 dni wcześniej. Selekcjoner stawia sprawę jasno: to były zajęcia wyrównawcze wyłącznie dla chętnych, a wszyscy pozostali – jeśli potrzebowali – dostali rozpiskę treningów indywidualnych.
To nowa jakość w funkcjonowaniu drużyny narodowej. Oficjalny kalendarz meczów reprezentacji przygotowywany w FIFA ewoluuje w sposób, który jest korzystny dla klubów. Dlatego niektórzy zawodnicy mają długą przerwę między ostatnimi spotkaniami ligowymi, a turą kwalifikacji w reprezentacyjnych barwach. W polskim obozie najwcześniej rozgrywki w Holandii skończył Arkadiusz Milik, który już od 17 maja miał w Ajaksie wakacje. Właśnie dlatego sztab kadry z dużym wyprzedzeniem ustalił z kadrowiczami, w jaki sposób będą podtrzymywać motorykę na 8 czerwca. Większość zawodników, na czele z Robertem Lewandowskim i Kamilem Glikiem, który jednak starcie z Gruzinami obejrzy z trybun, ponieważ musi odcierpieć karę za kartki, wybrała tak zwany aktywny wypoczynek. Czyli krótkie wakacje z rodziną, ale urozmaicone o wytyczne, które przygotował Remigiusz Rzepka, który odpowiada za przygotowanie fizyczne w sztabie Adama Nawałki.
Pech króla strzelców TME
Już jednak wspomniany Milik zaraz po zakończeniu rywalizacji w Eredivisie stawił się w centrum fizjoterapii Fizjofit w Gliwicach, którego szefem jest Rzepka, i najpierw kilka dni trenował pod jego okiem. Następnie, wraz z pięcioma innymi zawodnikami, skorzystał z możliwości stworzonej przez selekcjonera na wzięcie udziału w zajęciach wyrównawczych. Taka opcja odpowiadała także graczom z przeciwnych krańców kontynentu, czyli Marcinowi Komorowskiemu i Maciejowi Rybusowi z rosyjskiej Premier Ligi oraz Kamilowi Grosickiemu z Ligue 1. Wspomniany kwartet stawił się w bazie kadry już w ubiegłą środę. W czwartek dołączył Sławomir Peszko, a w piątek – Grzegorz Krychowiak, który bardziej niż zajęć wyrównawczych potrzebował dobrej odnowy i odpowiedniej regeneracji pod okiem lekarza kadry, ponieważ od finału Ligi Europy zmagał się z mięśniowym urazem. Wziął jednak już przed weekendem udział zarówno w treningu na boisku, jak i na siłowni, zatem udział jednego z głównych filarów Sewilli w spotkaniu z Gruzją nie jest absolutnie zagrożony.
Lepiej nie kusić losu?
Nawałka był nie tylko cenionym ligowcem, ale i współpracownikiem Leo Beenhakkera, gdy Holender prowadził reprezentację Polski, i właśnie bazując na wielkim doświadczeniu, a nie tylko na powierzchownych spostrzeżeniach, nie chciał po sezonie ligowym zamykać wszystkich podopiecznych na 11 dni w hotelu. I to nie tylko dlatego, że zdaje sobie sprawę, że po długim pobycie za granicą piłkarze mogą mieć sporo zaległych spraw do pozałatwiania w kraju. Każdy organizm domaga się nie tylko regeneracji, ale też odreagowania, dlatego pozostawił podopiecznym możliwość swobodnego wyboru spędzania ubiegłego tygodnia. Pewnie nie chciał kusić losu, ale nie można wykluczyć, że po prostu uznał, że wśród zawodowców samoświadomość jest na tyle wysoka, że każdy z jego kadrowiczów najlepiej sam określi, czego – i gdzie – potrzebuje w dniach poprzedzających oficjalne rozpoczęcie zgrupowania. Ewentualnie czego mu brakuje.
Mimo że reprezentacje Polski i Gruzji dzielą w światowym rankingu aż 102 pozycje, a i w tabeli grupy D 4 lokaty i aż 8 punktów, selekcjoner nie lekceważy rywala. Doskonale pamięta, że w pierwszej połowie jesiennego spotkania gospodarze dali się biało-czerwonym mocno we znaki w Tbilisi. Przy okazji nie ma wątpliwości, że sobotni mecz na Stadionie Narodowym będzie zupełnie inny od starcia w Gruzji. Przeciwnicy zmienili od tego czasu trenera, Temura Kecbaję zastąpił Kachaber Cchadadze, a z tym wiąże się oczywiście – a wychwytywanie tego niuansu jest konikiem trenera Nawałki – modyfikacja organizacji gry. Choć nasz szkoleniowiec nie ma obaw, co mocno akcentuje, przed niżej notowanym konkurentem, nie zaniedbał niczego, aby dokładnie rozpracować nowy styl zespołu z Kaukazu. Za rozszyfrowanie odpowiadał oczywiście Hubert Małowiejski, który od lutego może jednak liczyć na wsparcie w dziale analiz sztabu reprezentacji w osobie Roberta Góralczyka. A zatem trenera z licencją UEFA Pro, znanego wcześniej między innymi z pracy – w roli selekcjonera – z reprezentacją Polski kobiet.
Gruziński luz i polskie… zagadki
O ile Gruzini mają małe szanse, aby sprawić białoczerwonym taktyczną niespodziankę na Stadionie Narodowym – grając bez obciążenia najszybciej mogą zaskoczyć… luzem, który może jednak okazać się również problemem gości – o tyle pełen wyjściowy skład Polaków jest niewiadomą. Oczywiście z tego względu, że selekcjoner musi dopiero podczas zgrupowania ustalić obsady na co najmniej trzech pozycjach. Po pierwsze – znaleźć zastępstwo dla Glika, który w dotychczasowych meczach eliminacyjnych był szefem naszej defensywy. I to bardzo dobrze zarządzającym całą formacją. Na tę pozycję kandydują Thiago Cionek, Rafał Janicki, ale w pierwszej kolejności – Michał Pazdan, którego szanse na występ w wyjściowej jedenastce oceniane były najwyżej. Nawałka, wcale nie jako pierwszy w kadrze, tradycyjnie ma problem z obsadą lewej flanki w obronie, bo kontuzja wyeliminowała Jakuba Wawrzyniaka. Do występu na tej pozycji kandydowali przede wszystkim obaj zawodnicy Tereka Grozny (i być może również z tego względu postanowili solidarnie skorzystać z zajęć wyrównawczych). Komorowski ma niemałą wprawę w grze na boku defensywy, choć do czeczeńskiego zespołu był sprowadzany jako stoper, zaś Rybus ostanie mecze ligowe w drużynie klubowej rozgrywał właśnie na tej pozycji. W kadrze – już na początku Nawałki – także szykowany był wariant z występami Maćka na skrzydle w bloku obronnym. Zatem i w ten sposób nasz selekcjoner będzie mógł zaszachować Cchadadze. Choć oczywiście na tej pozycji może wystąpić również legionista Łukasz Broź.
Wagonik z napisem: Kuba
Problem stanowi – może nawet największy, zważywszy, że to Sebastian Mila był kluczową postacią w początkowo trudnym, choć zakończonym efektownym zwycięstwem meczu w Tbilisi – również obsada środka pomocy. Selekcjoner nie wyciąga pochopnych, a nawet daleko idących wniosków z formy prezentowanej przez kapitana Lechii Gdańsk (i zupełnie nie chce się na ten temat wypowiadać). Nawet jednak średnio wtajemniczeni w arkany futbolu zdążyli już zauważyć, że po przeprowadzce do Trójmiasta, Seba zatracił błysk z jesieni. Aby jednak pozostać sprawiedliwym – jesienią także nie zachwycał w barwach Śląska Wrocław, a mimo wszystko w kadrze był nieodzowny. I zdaje się, że właśnie na kolejną reprezentacyjną metamorfozę Mili liczy trener Nawałka, w przeciwnym razie w ogóle nie wysłałby doświadczonemu pupilowi powołania. Trener wychodzi z założenia, że drużyna narodowa to zupełnie inny wymiar, inny rodzaj zaangażowania i adrenaliny. Zatem i gra poszczególnych zawodników może być zupełnie odmienna – w tym konkretnym przypadku znacznie lepsza – niż w klubach. Inna sprawa, że ani kadra, ani jej szkoleniowiec nie są skazani na playmakera Lechii. Przyzwoicie grywał przecież w Empoli wspomniany wcześniej Zieliński, a jeszcze bardziej prawdopodobny jest wariant z wystawieniem na pozycji numer 10 Milika. Także przecież testowany. Na dodatek taki, który bardzo dobrze sprawdził się w czerwcu ubiegłego roku w starciu z Litwą, a zatem przeciwnikiem porównywalnym klasą do Gruzinów.
Wcale nieprzesądzona jest również – i pewnie wbrew powszechnym odczuciom – kwestia obsady na skrzydłach, w tym również na prawym. Fakt, że Kuba Błaszczykowski wraca po długiej nieobecności w reprezentacji i w atmosferze dalekiej od idylli, nie oznacza, iż z miejsca odzyska etat. I to wcale nie z tego powodu, że promując własną biografię ocenił, iż kwestia przekazania opaski Lewandowskiemu odbyła się bez klasy, bo selekcjoner nie umiał postawić sprawy po męsku, czyli chociażby tak, jak Beenhakker informował o skreśleniu z kadry na Euro 2008. To znaczy załatwić sprawy w cztery oczy. Nawałka w ogóle nie zamierza odnosić się do tego przytyku, uznał fakt za niezaistniały. Chciałby, aby Kuba był ważną postacią w reprezentacji, zwłaszcza w najtrudniejszych jesiennych meczach, i zastanawia się, jak pomocnik BVB zareaguje na zmiany zaszłe w drużynie podczas jego nieobecności. Oczywiście również jeśli idzie o funkcjonowanie bez opaski. Przede wszystkim jednak – w zmodyfikowanej strategii, w której zmieniły się wymagania wobec skrzydłowych. Teraz zawodnicy wystawiani na flankach drugiej linii muszą grać agresywniej, i bardziej energetycznie, więc ludzie ze sztabu kadry będą chcieli się przekonać na zgrupowaniu, czy Błaszczykowski jest przygotowany do realizacji takich zadań. Naturalnie nie mają wątpliwości, czy jest na przykład bardziej predestynowany do rozgrywania ataku pozycyjnego, bo zawodnik jego klasy powinien szybko dostosować się do każdej strategii, tylko czy ma już zdrowie na realizację taktyki Nawałki. A jeśli tak – to na jaki czas, przecież również ostatnio zmagał się z urazem. Selekcjoner jest natomiast przekonany, że choć pociąg trochę w minionych miesiącach odjechał, to wagon z inicjałami KB można szybko podczepić. Jeśli oczywiście będą ku temu chęci ze strony zawodnika, i obopólna chemia.
Na koniec kilka słów wypada poświęć golkiperom. Fakt, że na zgrupowanie zostało powołanych aż czterech nie jest ani ukłonem wobec Przemysława Tytonia, ani pokazaniem żółtej kartki Wojciechowi Szczęsnemu. Nikt w kadrze nie chciałby tracić żadnego klasowego zawodnika, a to nie wina golkiperów, że aż czterech obecnie prezentuje europejski poziom (a goni ich młodziutki Bartłomiej Drągowski). Zawodnik Elche zapracował na powołanie dobrymi występami w Primera Division, natomiast gracz Arsenalu – przynajmniej do czasu, kiedy będzie występował w spotkaniach pucharowych – także nie musi martwić się o skreślenie z listy selekcjonera. Mało tego, podobnie jak Łukasz Fabiański, gdy tego potrzebował, ekscentryczny golkiper Kanonierów może liczyć w trudnych dla siebie momentach na szczególne wsparcie Nawałki. Tak to sobie trener drużyny narodowej wymyślił. A o tym, że ma szczególne predyspozycje do oceny potencjału kandydatów na kadrowiczów – udowodnił już jesienią. Zatem nie ma sensu przyczepiać się nie tylko do jego wyborów personalnych, ale nawet do pewnych (pozornych) niekonsekwencji w rozsyłaniu powołań. Skoro wie co robi, niech po prostu najlepiej jak potrafi wykorzysta zgrupowanie, które uważa za najważniejsze przed jesienną decydującą częścią walki o przepustki na France 2016. Zaś mecz z Gruzją białoczerwoni muszą po prostu zwycięsko zaliczyć. Dobrze więc, że i nasz szkoleniowiec jest zdania, że tacy twardziele jak przede wszystkim Lewandowski i Krychowiak najbliższego rywala z Kaukazu są w stanie wziąć z marszu…