Kiedy w poniedziałkowe popołudnie cała Polska czekała na decyzję Adama Nawałki i poznanie nazwisk 23 szczęśliwców, którzy udadzą się do Rosji na finały mistrzostw świata, przygotowaniom kadry do turnieju zadany został potężny i niespodziewany cios. Kontuzja Kamila Glika, która docelowo może go wyeliminować z gry na mundialu, to coś czego selekcjoner mógł się obawiać jedynie w koszmarach.
Kontuzja Kamila Glika to wielki problem dla reprezentacji Polski (fot. Łukasz Skwiot)
Tuż po tym jak gruchnęła wiadomość o problemach Glika z barkiem, od razu można było usłyszeć: „to prawdziwy twardziel i kto jak kto, ale on na pewno poradzi sobie z urazem”. W tym stwierdzeniu można było doszukać się prawdy, ale niestety nie całej.
Prawdy, ponieważ chyba nikt nie ma wątpliwości, że Kamil Glik to facet ze stali, który prosi o pomoc lekarską, dopiero wtedy, gdy naprawdę boli. Twardość i siła to zresztą jego znaki rozpoznawcze, jednak wszystko wskazuje na to, że tym razem to będzie za mało. Od samego początku było bowiem wiadomo, że kontuzja barku jest poważna, tym bardziej, że piłkarz w alarmowym trybie udał się do szpitala w Przemyślu.
Tam najgorsze przypuszczenia się potwierdziły, ale żeby mieć całkowitą pewność odnośnie tego, czy Glik ma szansę na wylot do Rosji, zdecydowano się wysłać go do Nicei, gdzie przejdzie dodatkowe badania. Nieuniknionym niestety wydaje się być przyszły komunikat PZPN, z którego zapewne dowiemy się, że piłkarz wypada z gry na kilka tygodni, a jakby tego było mało, niezbędna będzie operacja.
Większych wątpliwości w tej kwestii nie zostawił zresztą Jacek Jaroszewski, szef sztabu medycznego kadry, który był gościem programu „Projekt Mundial” na Łączy nas piłka. – Wszystko zależy od tego, czy więzozrost został zerwany czy uszkodzony tylko częściowo. Z mojego doświadczenia wynika, iż jest to raczej zerwanie – powiedział.
Adam Nawałka zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i dlatego na zgrupowaniu kadry pozostał Marcin Kamiński, który wcześniej usłyszał, że na mistrzostwa nie pojedzie. Dla defensora Stuttgartu do oczywiście spory uśmiech losu, jednak dla selekcjonera ogromy problem, ponieważ strata Kamila Glika to nie tylko wyrwanie reprezentacji jednego z trzonowych zębów, ale również pozbawienie jej wielkiego lidera, którego zastąpienie w stosunku jeden do jednego wydaje się niemożliwe.
Nie ma co ukrywać, zawodnik Monaco to jeden z tych żołnierzy Nawałki, których trener wywoływał w pierwszej kolejności bez względu na to, jaka misja była do spełnienia. Człowiek, który zapewniał spokój w formacji obronnej i przy którym przed dwoma laty urósł Michał Pazdan. To właśnie ta dwójka miała ponownie być odpowiedzialna za rozbijanie ataków rywali na wielkiej imprezie, a tymczasem jednego na nie (najprawdopodobniej) zabraknie, a jak bez Glika będzie sobie radził Pazdan? Czy zdoła wziąć na swoje barki ciężar kierowania defensywą? To na razie wielki znak zapytania.
Czymś kompletnie nieprawdopodobnym przy okazji urazu Glika jest fala hejtu jaka przewaliła się przed media społecznościowe w naszym kraju. No bo jak to, ważny piłkarz reprezentacji tuż przed mundialem pozwala sobie na uderzenie przewrotką podczas zajęć? „Co on sobie myślał!”, „Jak Nawałka mógł na to pozwolić!” – to tylko te najlżejsze głosy w sprawie. Jak widać, problemem jest zrozumienie, że treningi piłkarskie na tym właśnie polegają. Zawodnicy podczas konkretnych jednostek wchodzą w zwarcia z kolegami, upadają na murawę czy doznają kontuzji – normalna rzecz. Twierdzenie, że Glik nie powinien sobie pozwalać na strzał przewrotką (właściwie dlaczego?) to przykład oderwania od rzeczywistości i krytykowanie dla samej krytyki. Bicie piany na dramacie jednego z naszych najlepszych zawodników.
Wracając jednak do drużyny, to niewykluczone, że przy okazji kontuzji lidera, z szansy pokazania się na międzynarodowej arenie skorzysta ktoś inny. Już w momencie pierwszych informacji o problemach Glika, najgłośniej zaczęło być o Janie Bednarku, którego praktycznie każdy ekspert (trochę do znudzenia) zaczyna przyrównywać do Władysława Żmudy i z uporem maniaka przekonywać, że to może być ten sam przypadek.
Obrońca Southampton to na pewno jedna z opcji, tym bardziej, że miał niezwykle udaną końcówkę sezonu w Anglii, ale na swój czas czekają również wspomniany Kamiński i Thiago Cionek, który należy przecież do ulubieńców selekcjonera. Bardzo możliwe, że Nawałka w obliczu tak głębokiej rany zdecyduje się na całkowite przebudowanie obronnych zasieków i na mundialu zagra ostatecznie „trójką” z tyłu, która w chwilach potrzeby może zamienić się na „piątkę”.
Kto wie, być może na urazie Kamila Glika skorzysta Jacek Góralski, właśnie po to, by to defensywne zabezpieczenie było jeszcze lepsze. To oczywiście tylko spekulacje, ale jednego możemy być pewni – selekcjoner na pewno wziął się za rozpisywanie na nuty wszystkich scenariuszy gry „bez Glika”, a niewykluczone, że konkretny plan ma już w głowie.
Wieści o stanie barku naszego kluczowego stopera można się spodziewać jeszcze we wtorek lub w środę, ale raczej trzeba się spodziewać najgorszego.
***
– Na finał będziesz, tak? – zapytał poszkodowanego Maciej Rybus.
– Bez kitu! Ty, ja przyjadę na finał. Doktorze sprawa jest. Na finał się wyrobię czy nie? – powiedział Glik.
– Na finał tak – odpowiedział Jacek Jaroszewski.
Wszyscy uśmiechnięci, wszyscy żartujący i w dobrych humorach… szkoda, że to jedynie pozory i śmiech przez łzy.
Już w najbliższy czwartek Polska zmierzy się z Albanią w półfinale baraży o awans do tegorocznych mistrzostw świata. W ofercie LV Bet przygotowano specjalną ofertę na ten mecz.