Burnley w końcu z trzema punktami. „The Clarets”, którzy od tygodni znajdowali się potężnym kryzysie pokonali na własnym boisku West Ham United (2:0).
Łukasz Fabiański nie zdołał zachować na Turf Moore czystego konta (fot. Reuters)
Sobotni mecz urastał dla gospodarzy do rangi jednego z najważniejszych w sezonie. Pogrążone w kryzysie Burnley w dwunastu ostatnich kolejkach odniosło zaledwie jedno zwycięstwo, doznając przy okazji dziesięciu porażek, w tym tej ostatniej – niezwykle bolesnej z Evertonem (1:5).
Nic więc dziwnego, że podopieczni Seana Dyche’a zdawali sobie sprawę ze stawki meczu z „Młotami” i tego, że ewentualna wygrana pozwoliłaby im na złapanie głębszego oddechu przed druga połową sezonu.
Gospodarze od początku prezentowali się lepiej i potrzebowali zaledwie piętnastu minut, by przekuć swoją przewagą na pierwszą bramkę. Po strąceniu piłki przez Ashleya Barnesa, w polu karnym przejął ją Chris Wood, który uderzył mocno z woleja i jak się okazało, przymierzył idealnie pomiędzy interweniującym Łukaszem Fabiańskim i słupkiem.
Jeszcze przed przed przerwą polski bramkarz musiał skapitulować po raz drugi. W 33. minucie Ashley Westwood posłał świetną piłkę w pole karne, a wszystko na dalszym słupku zamknął Dwight McNeil.
476 – Tom Heaton will make his first @PremierLeague start for Burnley in 476 days, last starting in the competition on September 10th 2017 vs Crystal Palace. Hart-breaker. pic.twitter.com/Gwxdj9hTBB
Goście z Londynu po takich ciosach już się nie podnieśli i w drugiej połowie nie byli w stanie strzelić chociażby gola na wagę honorowej porażki. Burnley dowiozło do ostatniego gwizdka dwubramkowe prowadzenie i zdobyło szalenie ważne punkty w kontekście walki o utrzymanie w elicie.
Interwencja na wagę utrzymania? Sceny w Premier League! [WIDEO]
Tottenham zremisował 1:1 z Leeds United i powiększył przewagę nad West Hamem United, który otwiera strefą spadkową. W dużej mierze zawdzięcza to cudownej paradzie bramkarza Antonina Kinsky'ego w ostatnich minutach gry.