W hitowym starciu poniedziałkowych meczów kwalifikacji do Euro 2020 Francja zremisowała, mimo ogromnej przewagi, z Turcją 1:1. Podział punktów oznacza, że do ostatecznych rozstrzygnięć w grupie H należy zaczekać do listopada, kiedy to nastąpi kolejna, a zarazem ostatnia seria gier eliminacji.
Didier Deschamps z pewnością nie jest zadowolony z dzisiejszego wyniku. Z gry już tak. FOTO: Grzegorz Wajda
Spotkanie zapowiadało się niezwykle interesująco. Turcy w czerwcu po bardzo dobrym meczu w ich wykonaniu pokonali Francuzów na własnym terenie 2:0. Teraz nad Sekwanę wybrali się, by powtórzyć osiągnięcie sprzed czterech miesięcy.
Od pierwszego gwizdka arbitra Felixa Brycha to Francuzi przejęli inicjatywę w meczu. Turcy zostali zepchnięci do głębokiej defensywy, a swoje ataki (nieliczne) opierali wyłącznie na grze z kontrataku. Mimo zdecydowanej przewagi mistrzowie świata nie potrafili postawić kropki nad i – albo na przeszkodzie stał bramkarz, albo obrońcy, albo wreszcie własna nieskuteczność. Wybrańcy Didiera Deschampa impas przełamali dopiero w 76. minucie meczu. Antoine Griezmann dośrodkował z rzutu rożnego w pole karne, Olivier Giroud najpierw uwolnił się spod krycia, a następnie precyzyjnym strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Prowadzeniem nie cieszyli się jednak długo. Pięć minut później Kaan Ayhan, po wrzutce z rzutu wolnego wykonanego przez Hakana Calhanoglu, zdobył bramkę po strzale głową. Był to jedyny celny strzał Turków przez cały mecz.
Futbol bywa niesprawiedliwy. Francja mimo ogromnej przewagi w perspektywie pełnych dziewięćdziesięciu minut (posiadanie piłki 64% do 365, strzały 23 do 5, podania 636 do 361) nie zdołała przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Z podziału punktów zadowolona jest Turcja, która dzięki remisowi wskoczyła na pozycję lidera grupy ze względu na korzystniejszy bilans bezpośrednich konfrontacji (2:0 i 0:0).
Obie ekipy czekają jeszcze dwa mecze eliminacyjne. Łatwiejszy terminarz mają trójkolorowi, bowiem zmierzą z outsiderem Mołdawią i o nic nie grającą Albanią. Z kolei Turcy, aby awansować, muszą zwyciężyć przynajmniej w jednym meczu. Rywalami będą groźna Islandia i amatorska Andorra. Wydaje się więc, że sprawa awansu dla jednych i drugich jest już jasna. Ale w piłce nigdy nie można być w stu procentach pewnym.
Oskar Pietuszewski poza kadrą Porto. Powrót jednak coraz bliżej!
Oskar Pietuszewski wciąż czeka na pierwszy występ w tym sezonie, ale jego powrót do gry jest coraz bliżej. 18-latek od kilku tygodni zmaga się z urazem mięśniowym, którego nabawił się jeszcze podczas przygotowań do rozgrywek.
Edward Iordanescu kompletnie nie poradził sobie w Legii Warszawa. Rumuński szkoleniowiec stracił pracę w klubie z Łazienkowskiej zaledwie po kilku miesiącach. Od tego czasu pozostaje bezrobotny. Niewykluczone, że w najbliższym czasie przejmie jednak kolejny klub, ponieważ zainteresowanie jego usługami przejawiać ma Dynamo Kijów.