Pierwsze niedzielne spotkanie eliminacyjne do mistrzostw Europy zakończyło się wygraną gospodarzy. Armenia wykorzystała atut własnego boiska i dość niespodziewanie pokonał Bośnię i Hercegowinę (4:2).
Ormianie pokonali Bośniaków i wracają do gry o awans (fot. Reuters)
Mecz stał na dobrym poziomie i od początku było wiadomo, że nikt na murawie w Erewaniu nie będzie odstawiał nogi. Miejscowi piłkarze zdawali sobie sprawę z tego, że spotkanie z Bośnią może okazać się kluczowe, jeśli chodzi o ich marzenia o awansie i już w 3. minucie udało się im wyjść na prowadzenie za sprawą Henrika Mchitarjana.
Kiedy jeszcze przed upływem kwadransa do wyrównania doprowadził jego klubowy kolega z Romy, Edin Dżeko, nikt już nie miał wątpliwości, że będziemy świadkami otwartych i interesujących zawodów.
Na kolejne trafienia musieliśmy czekać do drugiej połowy i raz jeszcze w roli głównej wystąpił Mchitarjan, jednak raz jeszcze goście z Bośni i Hercegowiny zdołali zripostować, tym razem dzięki bramce Amera Gojaka. Jak się jednak okazało, było to już wszystko na co przyjezdni mogli sobie pozwolić tego popołudnie.
Zwycięstwo Armenii zapewnili Hovhannes Hambardzumyan i Stjepan Loncar, który w doliczonym czasie gry pokonał swojego bramkarza, niefortunnie interweniując we własnym polu karnym, było już jasne, że gospodarze nie wypuszczą tego meczu z rąk i dokładnie tak się stało.
Dzięki wygranej Armenia awansowała na trzecie miejsce w grupie J i może się obecnie pochwalić dorobkiem dziewięciu punktów, ustępując pola Finlandii i Włochom. Jeśli zaś chodzi o Bośniaków, to ci spadli na czwartą lokatę i z siedmioma „oczkami” mają coraz mniejsze szanse na awans.
Tymoteusz Puchacz od września jest zawodnikiem azerskiego Sabah FK i pokazuje się z bardzo dobrej strony. Wygląda na to, że dojdzie do transferu definitywnego.