Zamieszanie wokół transferu Macieja Rybusa trwa. Jeszcze przed kilkoma tygodniami temat wydawał się spalony, w poniedziałek reprezentant Polski przebywa w Turcji i ustala warunki indywidualnego kontraktu.
Decyzja Rybusa i klubu może wydawać się co najmniej dziwna. Warszawski zespół wciąż walczy w Europie, ma wielkie szanse na mistrzostwo Polski, a w zimie zamiast się dozbroić, wysprzedaje swoich podstawowych zawodników. Tuż przed zamknięciem „zachodniego” okna transferowego do Bundesligi wyfrunął już przecież defensywny pomocnik Ariel Borysiuk. Teraz szefostwo Legii nie ma skrupułów przed sprzedaniem Rybusa. Sam zawodnik, który znajduje się teraz tuż pod nosem Franciszka Smudy, kilka miesięcy przed Euro 2012 skazuje się na eksport do dalekiej i egzotycznej Czeczenii. Tam selekcjoner raczej się nie wybierze…
Bardzo możliwe, że Rybus znajdzie się w kadrze Legii na mecz ze Sportingiem. Piłkarz wraca bowiem w poniedziałek ze zgrupowania czeczeńskiej drużyny i rozpoczyna przygotowania do czwartkowej potyczki. Mówi się, że jeśli Legia uzyska korzystny rezultat w meczu u siebie, do Lizbony Rybus również zostanie zabrany. Jeśli Legia pogrzebie swoje szanse już w polskiej stolicy, Rybus zostanie przetransferowany już w tym tygodniu.
Okienko transferowe w Rosji zamyka się dzień po meczu w Lizbonie, więc opcji jest cała masa. Nieoficjalnie wiadomo, że ekipa z rosyjskiej elity wykłada za Polaka 3 miliony euro. Poprzednia oferta zamykała się w 2 milionach, ale Rybus oczarował wysłanników czeczeńskiej ekipy jednym ze swoich występów w towarzyskiej potyczce w Turcji.
Oprócz Tereka piłkarzem interesują się inne drużyny ze Wschodu – Dynamo Kijów i Kubań Krasnodar.
pka, Piłka Nożna źródło: własne / Przegląd Sportowy