Tuż po zakończeniu rundy jesiennej oraz po losowaniu par 1/16 finału Ligi Europy powraca temat ewentualnych wzmocnień w warszawskiej Legii. Temat gorący i palący.
Nie od dziś wiadomo bowiem, że właściciel Legii niechętnie wykłada pieniądze na transferowe zakupy. Niedawno w mediach pojawiła się informacja, że nic nie zmieni się również tej zimy. Leszek Miklas, wiceprezes Wojskowych niczego jednak nie przesądza. Tym bardziej, że w lutym przyjdzie Legii rywalizować w europejskich pucharach z arcytrudnym przeciwnikiem z Lizbony.
– Chcielibyśmy być mocniejsi, ale to, jakimi środkami będziemy dysponowali, zostanie określone do końca bieżącego roku – powiedział po losowaniu Miklas. – Na pewno potrzebujemy pewnych zmian w ofensywie, mam na myśli pomoc i atak. Nie będziemy jednak konkurowali ze Sportingiem w ilości i wysokości dokonanych transferów – dodał.
Miklas „Ameryki nie odkrył”, bo Legia ze Sportingiem wydającym ponad 130 milionów złotych na transfery na przestrzeni kilku miesięcy rywalizować nie będzie co najmniej przez kolejne 20 lat. Powraca jednak pytanie, czy jest sens celowego ściągania piłkarzy na Łazienkowską, którzy mieliby zapewnić Wojskowym ewentualny awans do kolejnej rundy? Czy jest sens wydawania pieniędzy dla dwóch meczów? Dwóch, bo istnieje przecież możliwość, że mimo wzmocnień Legia wyleci z Ligi Europy i pozostanie jej walka o mistrzostwo i puchar Polski (walka, którą stoczyć można w obecnym składzie). Kibice taki sens widzą, ale ciężko przypuszczać, że podobną optykę prezentuje kierownictwo klubu. Na całe szczęście fani długo nie będą trzymani w niepewności, bo jeśli Legia zdecyduje się na transfery, będzie musiała robić je jak najszybciej.
pka, Piłka Nożna źródło: własne / Przegląd Sportowy
Kiedy rozegrane zostaną mecze 24. kolejki Ekstraklasy?
Departament Logistyki Rozgrywek opublikował terminarz 24. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. Najciekawiej powinno być w Łodzi, Częstochowie i Warszawie.