Lechia Gdańsk zremisowała ze Śląskiem Wrocław 1:1 w ostatnim niedzielnym meczu T-Mobile Ekstraklasy. Gospodarze zasłużyli sobie co prawda na trzy punkty, ale brakło im skuteczności i szczęścia pod bramką Kelemena.
Dla obu zespołów niedzielna potyczka miała niezwykle ważne znaczenie. Lechia wciąż nie może być pewna utrzymania się w lidze, natomiast Śląsk Wrocław liczy się w walce o tytuł mistrzowski. Tak Paweł Janas, jak i Orest Lenczyk celowali więc w komplet punktów. Remis w tym meczu nie zadowalał żadnej ze stron.
Gospodarze mogli objąć prowadzenie już na samym początku, ale strzał Piotra Grzelczaka obronił Marian Kelemen. Kilka minut później swoją okazję miał Śląsk. Fatalny błąd popełnił młody Wojciech Pawłowski, który wyszedł daleko przed swoją bramkę. Do piłki momentalnie doszedł Dalibor Stevanović, jednak piłka po jego strzale zatrzymała się na poprzeczce.
Wydawało się, że decydującym momentem tego spotkania była 15. minuta. Z boiska został wtedy wyrzucony Tadeusz Socha, który sfaulował Jakuba Wilka. Śląsk czekało więc aż 75 minut gry w osłabieniu, i to na stadionie walczącego o życie rywala.
Lechia poczuła krew, jednak kolejna szanse marnowali Wilk i Paweł Nowak. Dominacja gospodarzy uwidoczniła się jeszcze bardziej po przerwie. W 55. minucie bardzo groźnie uderzał Deleu, a kilkadziesiąt sekund później z rzutu wolnego strzelał Abdou Razack Traore. Kelemen był jednak nie do pokonania.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i na własnej skórze przekonali się o tym podopieczni Pawła Janasa. W 64. minucie na bramkę Lechii uderzył Łukasz Gikiewicz. Nie najlepiej interweniował Pawłowski, który odbił piłkę przed siebie i dał szansę Mariuszowi Pawelcowi. Ten skorzystał z prezentu i wpakował piłkę do bramki.
Jeśli ktoś myślał, że Lechia złoży broń i zaprzestanie walki, ten srogo się pomylił. Gospodarze naciskali coraz bardziej zmęczonych gości, ale nie przełożyło się to na zdobycz w postaci choćby jednego gola. Blisko zmiany rezultatu byli Wilki i Ivans Lukjanovs, ale Kelemen rozgrywał fantastyczne zawody.
Bramkarz wicemistrzów Polski w końcu musiał skapitulować. Lechia bardzo ciężko pracowała na gola i w końcu doczekała się swojej wielkiej chwili. W pole karne Śląska dośrodkował Deleu, a piłkę głową do bramki skierował rozgrywający bardzo dobrą partię Wilk. Gospodarze zdobyli jeszcze jednego gola, ale nie uznał go sędzia, który odgwizdał faul.
Śląsk po tym meczu odrobił jeden punkt do prowadzącej w tabeli Legii i traci obecnie do Wojskowych dwa „oczka”. Lechia z kolei nadal jest na 14. miejscu i ma trzy punkty przewagi na strefą spadkową. Gospodarze mogą sobie pluć w brodę, bo byli zespołem zdecydowanie lepszym i komplet punktów powinien zostać w Gdańsku.
Pogoń Szczecin dopina transfer. Milion euro na stole za napastnika FC Noah
Pogoń Szczecin jest o krok od sfinalizowania głośnego transferu. Do zespołu Portowców ma dołączyć Nardin Mulahusejnović, skuteczny napastnik FC Noah, który imponuje formą w Lidze Konferencji Europy.
Bruk-Bet domagał się karnego w meczu z Rakowem. Jest oficjalne stanowisko Kolegium Sędziów
Raków Częstochowa pokonał Bruk-Bet Termalikę 1:0 po trafieniu Iviego Lopeza, ale więcej niż o wyniku mówi się o kontrowersji w polu karnym gospodarzy. Kolegium Sędziów odniosło się do sytuacji, w której goście domagali się rzutu karnego za zagranie ręką.
Widzew Łódź chce piłkarza Legii Warszawa! To może być rekordowy transfer wewnętrzny!
Widzew Łódź w tym sezonie już dwukrotnie przebijał swój rekord transferowy. RTS chce pobić kolejny i dokonać największego transferu wewnętrznego w historii Ekstraklasy.