Stawki półfinalistów Ligi Mistrzów i Ligi Europy są bliźniacze. Po dwa kluby angielskie, po jednym hiszpańskim i – w Champions – Ajax, a w „gorszej lidze” Eintracht. Przy czym to Holendrzy i Niemcy są niczym ożywczy powiew w swoich konkurencjach.
ZBIGNIEW MUCHA
(…)
1980, czyli chcemy powtórki
Eintracht raz tylko był mistrzem Niemiec, lecz działo się to 60 lat temu. Wówczas korzystając ze stosunkowo łatwej drabinki dotarł także aż do finału Pucharu Mistrzów, gdzie jednak w starciu z Realem Di Stefano i Puskasa zrobił dokładnie tyle, ile zrobiłby każdy inny klub na miejscu frankfurtczyków – 3:7 na Hampden Park (wszystkie bramki autorstwa panów Alfredo i Ferenca) mniej więcej poprawnie oddawało różnicę klasy dzielącą obu finalistów.
W tej sytuacji jedynym poważnym międzynarodowym trofeum w klubowych gablotach pozostaje Puchar UEFA 1980. A był to rok niezwykły. Rok, w którym niemiecki fussball przeżywał rozkwit na wcześniej chyba niespotykaną skalę. Bundesliga płaciła najlepiej w Europie. Najlepsi zarabiali dwa, trzy razy więcej niż w Anglii, lepiej niż we Włoszech, a porównywalnie tylko z Hiszpanią. Każda czołowa drużyna miała gwiazdę z gażą około 200 tysięcy dolarów rocznie, przy czym najlepsi w Bayernie i HSV mogli liczyć na pobory 350-470 tysięcy. Eintracht, który nie należał wcale do ścisłej krajowej czołówki, mógł sobie pozwolić na zakontraktowanie znakomitego austriackiego libero Bruno Pezzeya i płacenie mu 280 tysięcy rocznie. Niewielu było obrońców w Europie z lepszą gażą: Franz Beckenbauer, Ruud Krol, może jeszcze kilku. Reprezentacja RFN Anno 1980 nie miała sobie równych w finałach mistrzostw Europy, Złotą Piłkę „France Football” odebrał Karl-Heinz Rummenigge (nawiasem mówiąc w latach 1976-1981 sześć kolejnych złotych kul trafiło do przedstawicieli Bundesligi), Hamburger SV dotarł do finału Pucharu Mistrzów, w ćwierćfinale Pucharu UEFA znalazło się aż 5 zespołów z Bundesligi, a półfinały były już wyłącznie wewnątrzniemiecką zabawą.
I właśnie w gronie półfinalistów znalazł się również Eintracht. Faworytem starcia z Bayernem nie był, prasa trzymała kciuki za finał marzeń Bayern – Borussia Moenchengladbach, co we Frankfurcie wzbudzało uzasadnioną wściekłość. Trener Friedel Rausch przyznawał, że piłkarze w szatni wieszali na ścianach niepochlebne o sobie artykuły, dodatkowo motywując się przed starciem z gigantami. No i tak nakręcony zespół potrafił na własnym boisku zaaplikować Bawarczykom – fakt, że po dogrywce – pięć bramek! W finale po zaciętym dwumeczu poradził sobie też z Borussią.
Tamta drużyna stanowiła udaną mieszankę niemieckich graczy utytułowanych (mistrzowie świata Bernd Hoelzenbein i Juergen Grabowski) i eksportowych gwiazd (Pezzey oraz świetny strzelec Bum Kun-Cha z Korei). W finale nie mógł wziąć udziału człowiek będący ikoną fanów ze Stadionu Leśnego. Grabowski leczył kontuzję, której nabawił się w starciu z nastoletnim, wówczas jeszcze niejakim, Lotharem Matthaeusem. Kiedy jednak Puchar UEFA odbierał Hoelzenbein, autor niemal 200 goli w trakcie kilkunastu lat gry w czerwono-czarnej koszulce, szybko przekazał go właśnie Grabowskiemu. Bo to Grabi był najważniejszy. Eintracht grał tak, jak grał świetny skrzydłowy.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (19/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Hoeness spokojny o los gwiazdy. „Czuję się jak w domu”
Bayern Monachium pracuję nad nową umową dla Harry`ego Kane`a. W stolicy Bawarii są jednak optymistami ws. pozostania angielskiego napastnika na Allianz-Arena.