Argentyna, Rosja, Norwegia, Urugwaj, Niemcy, Grecja, Szwecja, Serbia, Turcja- reprezentacje tych krajów łączy fakt pokonania Irlandii na jej nowym obiekcie, Aviva Stadium. W niedzielny wieczór reprezentacja Polski była o krok od dołączenia do tego grona.
Przed meczem w Dublinie rozlegały się głosy ekspertów znad Wisły, że remis naszej ekipy na Zielonej Wyspie wzięliby w ciemno. Choć pierwszą połowę kończyliśmy z niezwykle korzystnym rezultatem – 1:0 po golu Sławomira Peszki – po zmianie stron oddaliśmy pole rywalom i na własne życzenie doprowadzaliśmy do kolejnych sytuacji pod bramką Łukasza Fabiańskiego. Z Irlandii nie udało się wywieźć trzech punktów, bo biało-czerwonym zabrakło boiskowego cwaniactwa i wyrachowania.
(…)
PRZYJAŹNI NIE BYŁO
Przed rozpoczęciem meczu pod stadionem widać było tysiące biało-czerwonych koszulek. Mobilizacja w narodzie, Polakach żyjących na Wyspach na emigracji była ogromna. Do Dublina zjechali rodacy z Anglii, Walii, Szkocji czy Irlandii. Co także warte podkreślenia, przed pierwszym gwizdkiem w okolicach Aviva Stadium panowała nad wyraz pokojowa atmosfera. Miejscowi robili sobie z Polakami zdjęcia, wszyscy życzyli sobie powodzenia.
Na boisku tak przyjaźnie jednak nie było. Sprawdziły się wszystkie przypuszczenia, o których tak wiele mówiło się w tygodniu poprzedzającym mecz. Irlandczycy preferujący futbol siłowy, fizyczny, nie odpuszczali podopiecznym Nawałki. Taki styl szczególnie dał się we znaki wielokrotnie faulowanym Lewandowskiemu, Kamilowi Glikowi, który w jednym ze starć był o krok od zerwania więzadeł w kolanie (tak przynajmniej wyglądało to w telewizyjnych powtórkach), czy Arkadiuszowi Milikowi.
Z Dublina Jaromir KRUK Łukasz SKWIOT
Całą korespondencję można znaleźć w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”