Duża konkurencja, wysoka kwota, pucharowa weryfikacja. Dlaczego Lech zainwestował w Yegbe?
Poznański Lech sfinalizował trzy z pięciu przewidzianych na lato transferów do klubu. Po bramkarzu oraz skrzydłowym szeregi mistrza Polski zasilił środkowy defensor. Z jakich powodów Kolejorz zdecydował się właśnie na Terry’ego Yegbe?
Po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej FC Metz zdecydowanie potrzebowało wzmocnienia w centrum obrony. Klub ze Stade Saint-Symphorien dysponował sporymi funduszami, pochodzącymi przede wszystkim ze sprzedaży Arthura Atty do Udinese oraz Papy Amadou Diallo do Norwich City. Ówczesny beniaminek Ligue 1 mógł zatem spokojnie pozwolić sobie na wydanie przeszło dwóch i pół miliona euro na stopera, który z pozytywnej strony pokazał się w europejskich pucharach. Tym zawodnikiem był Terry Yegbe.
RYWALIZACJA Z SCHALKE ORAZ SPARTĄ
Kwota zapłacona przez Metz za dwukrotnego reprezentanta Ghany ma istotne znaczenie w kontekście jego transferu do Lecha. Obrońca był w tamtym okienku jednym z najwyższych zakupów lotaryńskiego klubu (niewiele więcej przeznaczono tylko na duńskiego bramkarza, Jonathana Fischera), podpisano z nim czteroletnią umowę.
1966
minut rozegrał Terry Yegbe w ubiegłym sezonie Ligue 1
Błyskawiczny spadek z elity skłonił Francuzów do rozmów o sprzedaży Yegbe, nie zamierzali jednak być stratni na inwestycji w piłkarza. Stąd wysoka cena za defensora – około trzy miliony euro czyni 25-latka drugim, po Luisie Palmie, najdroższym graczem w historii Kolejorza.
Nie tylko ze względu na wymagające negocjacje z Metz przeprowadzenie tego transferu nie należało do łatwych. W staraniach o Yegbe mistrz Polski miał mocną konkurencję: ghańskiego obrońcę chciały pozyskać wracające do Bundesligi Schalke, Sparta Praga, a także kluby z Turcji.
Terry Yegbe zawodnikiem Lecha Poznań 🤝Obrońca przechodzi do mistrzów Polski na zasadzie transferu definitywnego z francuskiego klubu FC Metz.
Yegbe znajdował się na liście obserwowanych przez Kolejorza piłkarzy od czasów występów w IF Elfsborg. Do szwedzkiego klubu, dla którego rozegrał 61 meczów, trafił na początku 2024 roku z fińskiego SJK Seinajoki. Przepustką do świata większego niż Allsvenskan okazała się Liga Europy: biorąc pod uwagę rundy kwalifikacyjne oraz fazę zasadniczą, stoper zaliczył 16 występów w edycji 2024-25. Yegbe był filarem defensywy, spędzał na boisku po 90 minut, tylko raz zabrakło go w podstawowym składzie. Pucharowa ekspozycja sprawiała, że wówczas Ghańczyk znajdował się poza zasięgiem wielkopolskiego klubu.
Antonio Milić nie przystąpił do letnich przygotowań mistrza Polski. Wygasający 30 czerwca kontrakt stopera wciąż nie został i raczej już nie zostanie przedłużony (Foto Gleb Soboliev / PressFocus)
Inna kwestia, że wtedy Lech miał obsadzoną pozycję lewonożnego środkowego obrońcy. Tego lata zmieniła się sytuacja nie tylko Yegbe, ale i Kolejorza. Mistrz Polski od wielu miesięcy prowadził negocjacje z Antonio Miliciem, jednak kolejne oferty były przez Chorwata konsekwentnie odrzucane. Klub musiał zatem równolegle pracować nad potencjalnym zastępstwem dla 32-latka. A Yegbe od początku stanowił jedną z najpoważniejszych opcji. W ostatnich tygodniach przy Bułgarskiej zintensyfikowano działania w tym zakresie – Lechowi zależało na zamknięciu tematu środkowego defensora przed zgrupowaniem, stanowiącym główny punkt letnich przygotowań. Obóz we Wronkach rozpocznie się w poniedziałek, 29 czerwca.
SIŁA PLUS SZYBKOŚĆ
Pod względem cech fizyczno-motorycznych 25-latek doskonale pasuje do poszukiwanego przez Kolejorza profilu stopera. Przy tak imponującym wzroście (195 cm) i dużej sile fizycznej Yegbe jest wręcz niespotykanie dynamiczny. Według danych zgromadzonych przez dział badawczy Lecha zawodnik potrafi rozpędzić się w sprincie nawet do 37 kilometrów na godzinę. W Poznaniu zwrócono również uwagę na bardzo ubogą historię kontuzji gracza sprowadzonego z Metz. Od momentu przyjazdu do Europy ghański obrońca właściwie nie opuszczał spotkań z powodu problemów zdrowotnych.
Po 110 dniach od meczu o Superpuchar Polski, Górnik Zabrze znów zmierzył się z Lechem Poznań, tym razem rewanżując się za porażkę 1:3. W lipcu mistrz Polski wygrał dzięki dużej intensywności, teraz zapłacił cenę za niewytłumaczalny minimalizm.